lundi 13 mai 2013

Bresilien, joint et banc a St Louis.

Długo myślałam jaki tytuł nadać temu postowi. To nie takie proste, kiedy chce się ogarnąć dwa intensywne dni w jednym poście...

A wszystko zaczęło się w sobotę.
Kelly poszła na urlop, więc szef był zmuszony dobrać nam zastępstwo na czas jej nieobecności. No i potem na czas mojej nieobecności. Ostatnio nie zatrudniamy w restauracji nowych osób, tylko raczej dzwoni się po te, które już kiedyś tu pracowały albo takie, które już znamy. Kwestia przyzwyczajenia, znajomości i zdolności do pracy w ekipie. Za starą-nową osobą nie trzeba chodzić krok w krok i nie trzeba jej szkolić. No i taka osoba nie jest zszokowana naszymi délires. ;)
I w ten sposób do naszej naleśnikowej rodzinki dołączył Elvis.
Elvis już kiedyś pracował w Creperie. Zna restauracje, zna ludzi i zna szefostwo (syn znajomych JP i B). Przyznaję, że to była miła odmiana po wiecznie niewyspanej Kelly.

W sobotę pracowaliśmy z córką szefostwa, która zastępowała jednego z responsables. Po pracy postanowiliśmy uczcić powrót Elvisa w nasze skromne progi i zapalić fajkę pokoju. O ile inni koledzy przymykają na to oko, o tyle nie wiedzieliśmy jak zareaguje Charlotte. Siedząc przed restauracją z naszymi kieliszkami, Elivis odważył się zapytać.

E: Charlotte, si je fais quelque chose d’illégal, tu diras rien a mes parents?
C: Non.
A: Et si moi, je fais quelque chose d’illégal,  tu diras rien a mes parents? En fait, on s'en fout. Tu diras rien a TES parents?

Oczywiście Charlotte nie powie nic. Swoją drogą myślimy, że też popala.

W niedzielę, najprościej mówiąc wynudziliśmy się za wszystkie czasy. Pracuję w tej restauracji już 8 miesięcy i nigdy nie widziałam tak spokojnej niedzieli.
Dzięki temu wysprzątaliśmy wszystko, co było do wysprzątania.
Wieczorem, mimo dalszego braku klientów, trochę się ożywiłam, bo do restauracji wszedł mężczyzna mojego życia. W towarzystwie rodziców. Wszyscy moi koledzy i koleżanki stwierdzili, że tak, jest przystojny i to raczej typ faceta: Zbyt przystojny by być hetero. lub Zbyt przystojny by być singlem. Cóż... Rzuciłam się do stolika w ekspresowym tempie odwzajemniając uśmiech przystojniaka i z żalem stwierdzając, że to jednak obcokrajowcy. Początkowo nie mogłam zidentyfikować języka. Nie był to rosyjski. Kojarzyło mi się z serbskim, ale Sacha (który jest Serbem), stwierdził, że nie. To może albański... Albo węgierski. W końcu nie wytrzymałam i spytałam z jakiego są kraju. Odpowiedź zbiła wszystkich z tropu: Brazylia. Więc pomyliłam portugalski z rosyjskim.
Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że Brazylijczyk często na mnie patrzy, a jak na niego spojrzę to się uśmiecha. To dodało mi kurażu i przy następnej okazji zagadnęłam jak długo zostają w Paryżu. Chłopak odpowiedział mi, że on tu mieszka, a rodzice przyjechali do niego w odwiedziny. I spytał czy jestem Francuzką. Wytłumaczyłam mu, że nie, że jestem Polką i dlatego pomyliłam portugalski z rosyjskim. Moi koledzy zaczęli namawiac mnie, żebym zostawiła mu swój numer. W końcu raz się żyje. Z jednej strony miałam na to ogromną ochotę, a z drugiej głupio mi to było zrobić przy rodzicach. Zaczęliśmy kombinować. Może z kawą... Ale kawę brał tylko jego ojciec. To pod rachunkiem. Na rachunku... Daj rachunek rodzicom, a jemu podsuń numer. W końcu zrezygnowana i onieśmielona odpuściłam i położyłam karteczkę z imieniem i numerem na kontuarze. Wtedy do akcji wkroczył Mika. Wziął karteczkę i kiedy chłopak wychodził, wcisnął mu ją do ręki.
I tak restauracja zyskała jeszcze jedną ciekawą anegdotę pt. Podryw Brazylijczyka.

Po pracy byłam umówiona z Alessandro. Włochem, który mieszka w Paryżu. Spotkaliśmy się przy fontannie St Michel i zaszyliśmy w kameralnym barze, gdzie jakiś koleś kaleczył na gitarze Let the sun shine in. 3 godziny później musieliśmy opuścić bar. Ostatnie metro jak i rer już dawno odjechały, a mi nie chciało się iść na piechotę do Gare de l'Est żeby dorwać nocny. Zaszyliśmy się więc na Ile St Louis, nad Sekwaną, na brudnej ławce. I rozmawialiśmy. Zeszło nam się praktycznie do świtu... O 5 rano ruszyliśmy w stronę Gare de Nord. Na piechotę, bo metro było jeszcze zamknięte. Po 6 byłam w domu...
Paryż nocą jest magiczny.
Czasami warto jest nie ulegać zmeczeniu po pracy... Można wiele stracić...