vendredi 31 mai 2013

Casting.

Jakiś czas temu napisałam, że postanowiłam czegoś spróbować. I że albo wyjdzie, albo nie.
No to spróbowałam.

Kilka tygodni temu gruchnęła wiadomość, że spektakl Fais-moi une place (o którym pisałam tu) wraca na deski od 2 lipca do 21 września i szukają kobiety i mężczyzny do drugiej obsady. Postanowiłam spróbować swoich sił i zmierzyć się z rolą Camille. A przy okazji zobaczyć jak wygląda casting. A nóz się uda!

Po rozważeniu za i przeciw (największym przeciw była konfrontacja z Fabianem), napisałam maila do ekipy ze zgłoszeniem. Wysłałam moje CV Comedienne, które wygląda zupełnie inaczej niż CV normalne i następnego dnia dostałam pozytywną odpowiedź, a w załączniku tekst sztuki z zaznaczonymi fragmentami do nauczenia. I ogarnęła mnie panika. Casting został wyznaczony na 29 maja, więc miałam mniej-więcej tydzień na ogarnięcie 5 stron tekstu.
W tym samym czasie dorobiłam się porządnego zapalenia gardła, co nie ułatwiało mi pracy ani trochę, ale siedziałam twardo w łóżku z tekstem przed oczami i starałam się grać, grać, grać... Tu jestem wdzięczna moim nauczycielom za rozruszanie mojej przepony. Techniki oddychania bardzo pomagają kiedy gardło nie pracuje.

Do roli Camille trzeba było przygotować pierwszą scenę, gdzie Camille i Manuel spotykają się w pociągu, oraz monolog, który jest bajką i w którym Camille wyjaśnia Manuelowi dlaczego żona go opuściła. Przyznaję, że zwątpiłam przy monologu i na castingu położyłam go totalnie. Kompletnie nie wiedziałam jak to powiedzieć. Byłoby łatwiej, gdyby można było wyjść od jakiejś sytuacji, dialogu, który gra się wcześniej... Oczywiście znałam kontekst sytuacji, ale cóż...

Niestety kiedy rodzina zwaliła mi się na głowę w niedzielę wieczorem, nie miałam czasu by powtarzać cokolwiek. Dopiero w środę bladym świtem, kiedy jechałam już na casting przeglądałam tekst. Kiedy wysiadałam z metra na Buzenval trzęsły mi się nogi. A kiedy weszłam na podwórko i zobaczyłam 2 inne kandydatki, które miały ze mną wejść do sali, miałam ochotę zawrócić. Usiadłyśmy we 3 w poczekalni, w ciszy, słuchałyśmy 3 panów, którzy w tym czasie się produkowali. W końcu panowie wyszli, a 5 minut później zza drzwi wychylił się Fabian i wywołał nasze nazwiska. Mimo że na CV figurowało Agnes Rosa, to i tak byłam ostatnia jesli chodzi o kolejność alfabetyczną. Miałam więc przyjemność posłuchać i obejrzeć moje konkurentki w starciu z moim byłym.
Kiedy przyszła moja kolej jedyne na co miałam ochotę to wziąć nogi za pas i wiać jak najdalej stąd. Nigdy jeszcze nie czułam tak wielkiej tremy. Może gdybym nie stała na przeciwko mojego byłego faceta, to trema byłaby mniejsza, a tak po prostu odczuwałam silną presję związaną z moim nieprzygotowaniem i tym, że muszę mu pokazać, że umiem pracować i bez niego.  Sam Fabian zachował się bardzo profesjonalnie. Nie dał nikomu poznać, że się znamy, a tym bardziej, że kiedyś coś nas łączyło. Nawet pozwolił mi grać na swoich emocjach, czego nie robił z dwiema poprzednimi kandydatkami. Za to Ariane i Anthony, którzy obserwowali nas zza stołu, aż skręcali się z ciekawości jak się wobec siebie odniesiemy. Po scenie i monologu, padło kilka pytań. Dlaczego chcę zagrać tę rolę i tak dalej, i tak dalej...

Kiedy wyszłam odetchnęłam z ulgą.
Wyniki w przyszłym tygodniu, ale myślę, że szału nie będzie.