mardi 7 mai 2013

Plan cul et joint.

Jakiś czas temu z nudów przeglądałam mojego bloga i przypominałam sobie jak to tam kiedyś było... Przy okazji przeczytałam jeszcze raz komentarz pod notką o Fabianie, z pytaniem czy my mamy romans czy po prostu mentalność Francuzów jest taka, że jak się mieszka razem to pytanie: kiedy się kładziesz jest jak najbardziej na miejscu. To dziś będzie trochę o tej mentalności.

W styczniu, na ten komentarz, odpisałam, że pytanie Fabiana o to, czy kładę się spać może (ale nie musi) insynuować, że coś między nami jest. Cóż... Dziś nie ma już co ukrywać: coś między nami było. Ja bym to określiła jako plan cul o czym będzie niżej. Jednak żaden z moich czy jego znajomych nie był zaskoczony tym, że po miesiącu intensywnej znajomości zamieszkaliśmy razem. Podobną sytuację ma moja koleżanka z pracy: pomieszkuje u swojego chłopaka albo on u niej, a są razem kilka miesięcy. Nikogo to nie dziwi.
A nie dziwi dlatego, że większość Francuzów... powtarzam: większość, czyli nie wszyscy... raczej nie ocenia postępowania innego. Bah... Nawet jeśli chcesz zrobić coś nielegalnego to w tym pomogą! Podczas gdy w Polsce... No właśnie... W Polsce zostałabym zlinczowana.

I w sumie po raz kolejny stwierdzam, że przeprowadzka do Francji była najlepszą rzeczą jaka mi się przydarzyła. Dlaczego? Bo nauczyłam się nie oceniać innych, żyć tak jak mi się podoba nie myśląc o tym, co pomyśli moje otoczenie. Francuzi cieszą się ze swojej wolności osobistej, nie wtrącają się w życie innych (cóż... większość się nie wtrąca), nie oceniają nikogo i robią to, na co mają ochotę. Dlatego nikt nie unosi brwi zdziwiony ani nie pyta ile?!, kiedy dowiaduje się, że na przykład Ch. jest 14 lat starszy ode mnie.
Uwielbiam takie podejście do życia i przyznaję, że ciężko mi się będzie przestawić na polskie standardy w czerwcu. Tak samo jak ciężko mi będzie porzucić moje francuskie przyzwyczajenia.

Jednym z moich francuskich przyzwyczajeń, którego skala na początku mnie trochę zszokowała, jest palenie jointów. Jeszcze nie spotkałam Francuza, który nie paliłby marihuany przez minimum rok. Przyznaję, że nie wiem jak jest z legalnością tego zjawiska, ale często zdarza mi się poczuć zapach marihuany na ulicy i nikt na to nie reaguje. Z drugiej strony zorganizowane grupki dilerów wieją przed policją. Ja swoje działki zamawiam przez koleżankę z pracy i raczej palę w domu wieczorami żeby się odprężyć, albo na imprezie w towarzystwie. Jak to się ma do wszystkich kampanii, że palenie szkodzi zdrowiu? Nie mam problemów z pamięcią ani koncentracją. Nie widzę też różowych słoni. Ch., który palił przez 8 lat, ani Vi, która pali już 6 lat też nie mają problemów.

Innym zjawiskiem, które zbiło mnie z tropu są tzw. plan cul. Czyli na polski związki bez zobowiązań lub przyjaźń z bonusem. Innymi słowy: jakaś parka spotyka się tylko żeby sypiać ze sobą. Z jednej strony fajne rozwiązanie, ponieważ nie trzeba się angażować, a ma się zagwarantowaną przyjemność i atrakcje, a z drugiej... hmmm... Znaczna większość moich znajomych praktykuje plan cul i nikogo nie dziwi pytanie: alors c'est ton nouveau plan cul? na widok jakiejś nowej mordki. Sama usłyszałam to pytanie kiedy w pracy poznali Fabiana, a potem kiedy wymieniłam Fabiana na Ch. Z tym pierwszym, faktycznie, mogłabym to nazwać plan cul, ponieważ z mojej strony była to tylko przyjaźń. No i Fab po prostu mi się podobał, ale na dłuższą metę z mojej strony nic by z tego nie wyszło. Z drugim jest inaczej, ale wiem, że przede mną Ch. też przeszedł przez pare plan cul.

I to by było na tyle...
Cóż... Francja to nie tylko kraj winem i serem płynący. ;)