samedi 29 juin 2013

Urlop!

Od kilku dni staram się docenić mój pierwszy w życiu pełnoprawny urlop. Innymi słowy: siedzę na tyłku w Polsce. Wpadłam tu na 3 tygodnie, a mam wrażenie, że czas bardzo szybko leci. W dodatku nie mogę oderwać się od życia we Francji i ciągle tęsknię wpatruję się w mój francuski telefon. A może ktoś zadzwoni?
W Polsce, mimo wszystko, czuję się dziwnie. Warszawa to nie to samo co Paryż. Mam wrażenie, że to nie jest już moje miasto. Czuję się jak turystka, która po prostu się gubi. Ale kiedy jakiś chłopaczyna spytał mnie czy jestem rodowitą warszafianką czy na studiach, odpowiedziałam z dumą (i wyższością): Rodowitą (baranie)! Pozostaje mi tylko odkrycie moich starych ścieżek... No i cieszyć się towarzystwem mojej rodziny...
... Która narzuca mi chore tempo załatwiania różnych spraw... Jakbym miała wyjechać za kilka dni!

Muszę przyznać, że odzwyczaiłam się i to bardzo od hałasu w domu. Mieszkam sama i nikomu nie mówię gdzie wychodzę i kiedy wrócę. Nikt też nie dzwoni: wracaj, bo burza idzie.
Muszę też przyznać, że świrowałam trochę kiedy opuszczałam mieszkanie. Sprawdzałam każdy kąt kilka razy, wszystko wyczyściłam, do drzwi wracałam kilkakrotnie, a i tak miałam już parę napadów paniki czy wszystko zamknęłam. Pierwszy raz zamykałam moje mieszkanie na kilka tygodni!

Swoją drogą drugi komplet kluczy do mojego chez moi nadal ma pan Ch...

mercredi 26 juin 2013

Les Misérables - film.

Wczoraj ponownie obejrzałam film Les Misérables...
I niestety moja opinia nie zmieniła się od czasu kiedy widziałam ten film w kinie.

Film Toma Hoopera to nic innego jak megaprodukcja, która musi osiągnąć sukces i zarobić mnóstwo pieniędzy. Podobnie jak inne adaptacja musicali typu Mamma Mia czy Upiór w Operze. Z tym, że o ile te dwa ostatnie były świetnie zrobione, o tyle przy Nędznikach mam miliony zastrzeżeń.

Na stronie filmwebu można przeczytać:

Adaptacja powieści Victora Hugo. Były więzień Jean Valjean dzięki pomocy biskupa zdobywa pozycję i zaczyna pomagać biednym i uciśnionym. Wciąż jednak prześladuje go inspektor Javert.

Brzmi jak opowieść o superbohaterze...
Po pierwsze. To NIE jest adaptacja powieści, tylko adaptacja musicalu, który jest adaptacją powieści. Adaptacją powieści był serial z Gerardem Depardieu i Johnem Malkovichem (genialny swoją drogą).
Po drugie. To NIE jest opowieść o superbohaterze, który ma wspólnika w postaci biskupa.
A po trzecie...

Po trzecie, to reżyser i scenarzysta powinni zostać zlinczowani.
Najpierw za obsadę.
Nędznicy to piękny musical z cudowną muzyką, która wymaga odpowiednich, perfekcyjnych głosów. Czy takie znajduję w tym filmie? Nie! Może z wyjątkiem Amandy Seyfried w roli Cosette, Sachy Baron Cohena i Heleny Bonham Carter w rolach małżeństwa Thenardier. Oni udźwignęli swoje role wokalnie i aktorsko. Poza tym wyjątkiem obsada jest złożona z aktorów, którzy mają przyciągnąć publiczność do kin. O ile Hugh Jackman jeszcze jakoś przeciska się w roli Jeana Valjean pod względem wyglądu... bo pod względem gry i wokalu mam troche zastrzeżeń, o tyle taki Russell Crowe ma tyle wspólnego z Javertem co ja. Czyli nic. I oboje beczymy jak kozy.
Anna Hathaway w roli Fantine... Jak tylko zobaczyłam ją w obsadzie, pomyślałam, że to jakaś pomyłka. Jak dostała Oscara to zastanawiałam się za co. Bo we mnie ta aktorka w roli Fantine budzi wszystkie inne emocje oprócz wzruszenia. Reszta obsady też jest dosyć dziwnie dobrana. Nie pasuje po prostu. Ani wokalnie ani aktorsko ani nijak...

Sam musical został wzbogacony o kilka nowych piosenek, które pasują tam jak pięść do oka oraz o kilka scen, które pochodzą z książki, np. zakon Picpus gdzie ukrywa się Jean Valjean z małą Cosette, wyrywanie zębów Fantine (tylko dlaczego w kolejnych scenach Fantine ma zęby?), Javert opowiadający o swoim dzieciństwie (oj płakałam... ze śmiechu)...

Moje zdanie?
Cóż... Znam musical w wersji oryginalnej, w wersji francuskiej i w wersji polskiej. Czytałam książkę po polsku i po francusku. Widziałam serial z Gerardem Depardieu, który naprawdę mi się podobał.
No i po tym wszystkim dostaję średniej klasy film, który nie dorasta do pięt żadnej wersji scenicznej, którą widziałam ani nawet serialowi!

Czy polecam?
Nie.

mardi 18 juin 2013

Co u mnie...

Melduję, że nie dostałam roli w Fais-moi une place. Bof... Zdarza się... Ale mimo wszystko wybiorę się kilkakrotnie zobaczyć sztukę w teatrze Les feux de la rampe. Bilety można kupować TUTAJ, do czego gorąco zachęcam. Vous auriez tort de vous en priver!
Wiem również, że Fabian nie miał wpływu na decyzję produkcji. Podobno nawet zachęcał do zatrudnienia mnie. W końcu sam zrezygnował z roli, ponieważ właśnie otrzymał inną, ciekawszą propozycję: rolę z filmie anglojęzycznym, Drama oraz prowadzenie stażu dla aktorów. Chciałam wziąć udział w tym ostatnim, ale koliguje mi z moim wyjazdem do Polski. Jeszcze kiedyś poprowadzi jakiś staż...

Pan Ch. zniknął z mojego życia z hukiem. Chyba muszę zacząć się do tego przyzwyczajać. Trochę mi żal (bardziej niż Fab), ale kiedyś trzeba było skończyć i ten związek. Pluję sobie w brodę, że zdecydowałam się zostać w Paryżu aż do 25 czerwca. Bo w końcu 22 Ch. świętuje swoje 37 urodziny. Mogłabym być już w Polsce.
Dotknęło mnie też śmieszne zjawisko. Jak tylko moi znajomi dowiedzieli się, że jestem wolna, od razu pojawiło się aż 4, którzy bardzo liczyli na pocieszenie mnie, a nawet zastąpienie Ch. Ale dopiero 5 kandydat okazał się najbardziej rozsądny i po prostu zabrał mnie na piwo żeby pogadać o filmach i me changer des idées. Mimo że od naszego spotkania upłynął już prawie tydzień, on dopiero wczoraj wyznał mi, że przeszło mu przez myśl przyciśnięcie mnie do ściany w łazience, ale nie chciał wykorzystywać mojej słabości.

Tak poza tym to doceniłam urlopy i wakacje. Mam ich teraz miesiąc!
A teraz lecę na zakupy...

vendredi 7 juin 2013

Spotkanie.

Miałam pisać więcej i częściej... Tylko, że brakuje mi czasu. Za niecałe 3 tygodnie wyjeżdżam do Polski na wakacje, a mam jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia (m.in. użeranie się z francusim NFZetem i Free). Ale mam mnóstwo kopii roboczych! Chciałam napisać o Disneylandzie, o ciekawych miejscach w Paryżu i o tym jak mi idzie meblowanie gniazdka... A to ostatnie powoli posuwa się do przodu!

Dziś będzie o tym, co wydarzyło się ponad dwa tygodnie temu.
Bo dwa tygodnie temu do Paryża zawitała moja przyjaciółka z dzieciństwa. A nawet nie takie dzieciństwa, bo gimnazjum też ze sobą spędziłyśmy. Nie widziałyśmy się 7 lat i nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy, tym bardziej, że A. mieszka teraz w Niemczech (chociaż jeżdżą pociągi do Kolonii ;)).

Cóż... Nasze retrouvailles w hotelowym holu przypominały scenę z filmu. ;) Polały się łzy. A potem zostałam przewodnikiem. Miałam niezwykłą radochę kiedy oprowadzałam A. i M. (jej chłopaka) po moim Montmartre. Nie mogłam się nagadać. :)

Zresztą, co będę pisać...

Bo spotkanie trzeba uczcić po polsku: francuskim piwem!

Ja przed moją przyszłą posiadłością. ;)

A. i A. na tle Paryża.

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle. ;)

Lubię to zdjęcie. ;)

Aux Champs Elysées... Aux Champs Elysées...

Wchodzenie na Łuk Triumfalny. Po schodach. Bez wody. Nigdy więcej!

Szczęśliwa Paryżanka w kompletnie nieparyżankowym miejscu.

Tak. Teatr Marigny. Musiałam.

Przynajmniej ktoś mnie słuchał. ;)

Podsumowanie wizyty w Luwrze: ale oni małe fiutki mieli!

Kłódka na Pont des Arts musi być!

Takie tam ze stertą złomu.

Wejście na parking. Tak. Na parking.

Ostatnie wspólne zdjęcie. Tęsknię!

W Tuilleries mają ekologiczne kosiarki do trawy.