vendredi 7 juin 2013

Spotkanie.

Miałam pisać więcej i częściej... Tylko, że brakuje mi czasu. Za niecałe 3 tygodnie wyjeżdżam do Polski na wakacje, a mam jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia (m.in. użeranie się z francusim NFZetem i Free). Ale mam mnóstwo kopii roboczych! Chciałam napisać o Disneylandzie, o ciekawych miejscach w Paryżu i o tym jak mi idzie meblowanie gniazdka... A to ostatnie powoli posuwa się do przodu!

Dziś będzie o tym, co wydarzyło się ponad dwa tygodnie temu.
Bo dwa tygodnie temu do Paryża zawitała moja przyjaciółka z dzieciństwa. A nawet nie takie dzieciństwa, bo gimnazjum też ze sobą spędziłyśmy. Nie widziałyśmy się 7 lat i nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy, tym bardziej, że A. mieszka teraz w Niemczech (chociaż jeżdżą pociągi do Kolonii ;)).

Cóż... Nasze retrouvailles w hotelowym holu przypominały scenę z filmu. ;) Polały się łzy. A potem zostałam przewodnikiem. Miałam niezwykłą radochę kiedy oprowadzałam A. i M. (jej chłopaka) po moim Montmartre. Nie mogłam się nagadać. :)

Zresztą, co będę pisać...

Bo spotkanie trzeba uczcić po polsku: francuskim piwem!

Ja przed moją przyszłą posiadłością. ;)

A. i A. na tle Paryża.

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle. ;)

Lubię to zdjęcie. ;)

Aux Champs Elysées... Aux Champs Elysées...

Wchodzenie na Łuk Triumfalny. Po schodach. Bez wody. Nigdy więcej!

Szczęśliwa Paryżanka w kompletnie nieparyżankowym miejscu.

Tak. Teatr Marigny. Musiałam.

Przynajmniej ktoś mnie słuchał. ;)

Podsumowanie wizyty w Luwrze: ale oni małe fiutki mieli!

Kłódka na Pont des Arts musi być!

Takie tam ze stertą złomu.

Wejście na parking. Tak. Na parking.

Ostatnie wspólne zdjęcie. Tęsknię!

W Tuilleries mają ekologiczne kosiarki do trawy.