vendredi 12 juillet 2013

Co zabieram do Francji.

Mój pobyt w Polsce powoli dobiega końca i za tydzień o tej porze będę myśleć, że następnego dnia muszę zwlec się do pracy.
Na razie moja walizka spędza mi sen z powiek. A raczej jej pakowanie, ponieważ obawiam się, że wyjdzie tak jak w Święta, czyli moja walizka będzie pękać w szwach i na lotnisku będzie akcja przepakowywanie. A obawiam się, ponieważ poczyniłam nie małe zakupy... W dodatku dorwałam się do moich półek z książkami i materiałami z romanistyki, więc do walizki powędruje też pare książek. No i wtedy zdałam sobie sprawę, że moja przeprowadzka nie jest jeszcze skończona i dostanę jeszcze kilka paczek, a moja walizka jeszcze kilkakrotnie będzie przeciążona.

A co tym razem zabieram ze sobą?
Ciuchy... W sumie wzięłam zbyt dużo ciuchów z Francji... I tak chodzę na okrągło w dwóch parach spodni i szortach. Przy okazji kupiłam pare bluzek, spodni... No i kilka par butów... Typowa kobieca walizka no...
Jak ciuchy to i kosmetyki. Mimo że postawiłam na totalny minimalizm kosmetyczny, kiedy jechałam do Polski i naprawdę ograniczałam się na zakupach, to moja ciocia podrzuciła mi kilka półlitrowych butelek żelu i balsamu do ciała, który lubię. Sama kupiłam sobie żel pod prysznic z Orginal Source (malina z wanilią oraz mango i makadamia), pare lakierów do paznokci, szampon do włosów z Alterry (bo go lubię), pare kosmetyków kolorowych...
Kupiłam też polskie słodycze (krówki!, ptasie mleczko, czekolady...) i Żubrówkę Paloną (bo kiedyś muszę zrobić parapetówę!).
Oraz parę rzeczy do domu... wiem, że to zabrzmi niedorzecznie, ale do domu wiozę rolety i poduszki. Rolety dlatego, że we Francji nie znalazłam takich, jakie by mi odpowiadały. Popularne są okiennice, których ja nie posiadam. A poduszki dlatego, że moja mama kupiła mi, kilka miesięcy temu, koc w Home&You. A ja znalazłam pasujące do niego poduszki.
No i w końcu książki, książki i kserówki... Nurkując w mojej szafce znalazłam:
- Słownik wiedzy o teatrze - przyda się
- stare książki do francuskiego: Język francuski Róży Somli-Dembowskiej, Słownik pułapek językowych, Remarques sur l'emploi des articles (najlepsza książka o rodzajnikach - dla chętnych: mogę skserować), Szczur biblioteczny (kserówka książeczki z idiomami - idem.), Skrypt z fonetyki, jakieś kserówki z formations des mots i prepositions. Po prostu przyda się moim uczniom.
- pudełko z moimi fiszkami. Prawie 2000 karteczek.
- książki do hiszpańskiego, ponieważ mam zamiar wziąć w obroty ten język na studiach. Nie wiem od jakiego poziomu, ale się za niego wezmę, więc taszczę słownik francusko-hiszpański Larousse, podręczniki: Espanol en marcha A1/A2 i jakiś inny, książki wydawnictwa Buchmann Idiomy, Gramatyka, Czasowniki oraz moje zeszyty.
- książkę i płyty Ewy Chodakowskiej. A tak! Podejmuję wyzwanie! Ale o tym kiedy indziej...

Zastanawiam się również nad zabraniem mojego 5-cio tomowego słownika polsko-francuskiego PWN oraz Le Petit Robert. Ale nie teraz oczywiście! Le Petit Robert mogę w sumie kupić na miejscu, ale PWN by mi się przydał...
Cóż... Dobrze, że bagaż podręczny może ważyć 10 kilo...
Kocham Wizzaira!