mercredi 10 juillet 2013

Disneyland.

Jakiś czas temu, to znaczy 28 maja, miałam okazję spełnić moje wielkie dziecięce marzenie: odwiedzić Disneyland Paris.
Dlatego postanowiłam trochę opisać to doświadczenie. Może ktoś będzie jechał do Paryża z zamiarem spędzenia dnia w Disneylandzie i mu to trochę pomoże.

Najpierw parę praktycznych informacji.

Do Disneylandu najlepiej wybrać się wcześnie rano.

Disnayland Paris znajduje się ok. 50-60km od Paryża. Można tam dojechać kolejką RER A z Paryża (kierunek Marne-la-Vallée - Chessy i wysiadamy na tej właśnie stacji). Jeśli jednak ktoś woli samochód to do Disneylandu prowadzi bodajże droga A4, na której co jakiś czas pojawiają się Myszki Miki wskazujące drogę. W pobliżu parku wpada się na bramki, gdzie bardzo irytująca pani pobiera opłatę za całodzienny pobyt na parkingu: 15€.
Kiedy już dotrzemy na parking (jakieś 5-7 minut później), to lepiej zaparkować się w strefie A, bo jest najbliżej parku. No chyba, że ktoś lubi jeździć na ruchomych taśmach i słuchać muzyki z kreskówek. Co w sumie jest fajnym i ekscytującym przeżyciem.

Cały kompleks oprócz hoteli, restauracji i ogółem miasta w mieście, dzieli się na 2 parki rozrywki: Disneyland i Walt Disney Studios. Przy kupnie biletów trzeba na to bardzo uważać, ponieważ zazwyczaj najtańsze bilety to oferta: 1 dzień - 1 park. Czyli kupujemy bilet na 1 dzień pobytu w jednym parku rozrywki: albo Disneyland albo Walt Disney Studios. Taki bilet kosztuje ok. 70€. O ile się nie mylę.
Oczywiście istnieją również inne kombinacje typu: 1 Dzień - 2 Parki (mission impossible!), 2 Dni - 1 Park etc., ale oczywiście cena też jest odpowiednio wyższa.
Zdarzają się również promocje, które są dostępne głównie dla mieszkańców Ile de France. Ja na przykład wyczaiłam taką promocję w metrze: Bilet 1 Dzień - 1 Park za 39€ od osoby. Z kolei tydzień po mojej wyprawie do Disneylandu pojawiła się letnia promocja: Bilet 39€ i druga wizyta gratis. Przy takich promocjach jest jedno ale: żeby móc go kupić trzeba mieć adres we Francji. Pamiętam, że jak rezerwowałam bilety to one były na moją macochę, z moim adresem i zapłacone kartą ojca. Na angielskiej stronie Disneyland Paris nie było nawet informacji o tej promocji. Drugie ale: biletu nie można zwrócić, wymienić ani zmienić daty.
W weekendy bilety są droższe.

Park Disneyland dzieli się na 5 krain i zawiera 40-kilka atrakcji. Jest otwarty od 9 lub 10 rano do północy. Park jest inspirowany klasycznymi kreskówkami Disneya oraz Piratami z Karaibów.
Walt Disney Studios to tylko jedna kraina i 18 atrakcji. Jest otwarty od 9 czy 10 rano do 18. Park zawiera atrakcje inspirowane nowszymi kreskówkami Disneya (Toy Story, Ratatouille, Lilo i Stich) oraz filmami wyprodukowanymi przez Walt Disney Studios (Armagedon, The Twilight Zone).
Ze względu na kolejki, oblecenie tych 18 atrakcji w 1 dzień jest po prostu niewykonalne. Oblecenie 40-paru atrakcji w Disneylandzie w 1 dzień jest jeszcze bardziej niemożliwe.
Dlatego warto zaplanować całą wyprawę wcześniej. Przejrzeć dokładnie stronę internetową, znaleźć wykaz atrakcji, zastanowić się co nas interesuje, co chcemy zobaczyć oraz sprawdzić godziny widowisk i parad organizowanych w parkach każdego dnia, bo być w Disneylandzie i nie zobaczyć Myszki Miki i innych Księżniczek to tak jakby nie być w Disneylandzie w ogóle.

Większość atrakcji ma ograniczenie wzrostowe dla dzieci (1m, 1m08, 1m20...), jednak są takie atrakcje, przy których, moim zdaniem, ograniczenie wzrostowe nie wystarcza i powinni wprowadzić ograniczenie wiekowe, ponieważ zazwyczaj kończy się to przerażeniem i płaczem. W Walt Disney Studios jest to na przykład: Hollywood Tower, rollercoaster Aerosmith, rollercoaster Gdzie jest Nemo? oraz efekty specjalne z Armagedonu.

To teraz moje wrażenia.
Ze względu na to, że promocja jaką wyczaiłam obejmowała 1 Dzień w 1 wybranym Parku, mieliśmy ciężki orzech do zgryzienia. Tym bardziej, że na 28 maja zapowiadali deszcz, no i jeden z moich przyrodnich braci jest jeszcze mały, więc wszelkie rollercoastery odpadały. I tak wybór padł (trochę w ciemno) na Walt Disney Studios, ponieważ większość atrakcji znajduje się tam pod dachem.
Park początkowo wydawał się olbrzymi, ale to tylko pozory. Mimo że lało jak z cebra, to i tak do parku ściągnęły dzikie tłumy.
W sumie najmilszym wspomnieniem z tego dnia była ulga wypisana na twarzy absolutnie każdego sprzedawcy, pracownika, kontrolera, kiedy na ich angielski odpowiadałam po francusku. Biedactwa nie mają zbyt wielu okazji do pogadania w rodzimym języku.
Na początku mieliśmy ambitny plan oblecenia wszystkich atrakcji... A potem zobaczyliśmy te kolejki... No i plan legł z gruzach. Dlatego zaraz po pierwszej teoretycznej atrakcji jaką wybraliśmy (tylko 10 minut oczekiwania), ruszyliśmy na podbicie czegoś bardziej mobilnego niż kinowe fotele i wykład z technik animacji.
Jako wielka wielbicielka wesołych miasteczek, byłam spragniona mocnych wrażeń, więc rzuciłam się w stronę pierwszego rollercoastera jaki zobaczyłam. I zawróciłam: 55 minut oczekiwania...
Dlatego ruszyliśmy w stronę innych atrakcji typu Auta, spadochrony Toy Story i inne. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że o 15 jest pokaz kaskaderów i o 16 parada Disneya. Tego nie można przegapić, więc wszystko uzależniliśmy od czasu. Tak więc zaliczyliśmy: auta (coś jak filiżanki... nic specjalnego, ale ze Złomkiem lepiej się jeździ), spadochrony Toy Story (żołnierzyki!), psa z Toy Story (tego ze sprężyną... taka kolejka górska dla dzieci)... A potem ruszyliśmy do Hollywood Tower, czyli najwyższego bundynku z parku, który przyprawiał mnie o dreszcze, a ludzi w środku o dzikie wrzaski. Bardzo chciałam tam iść!
Hotel był wystylizowany na nawiedzony i jak się chwilę później okazało: miałam przeżyć mój najgorszy koszmar, czyli wsiąść do spadającej windy. Tak, boję się jeździć windą. Przysięgam, że nigdy tak się nie bałam. Następnie udaliśmy się na pokaz kaskaderów okrojony, niestety, przez deszcz i środek tygodnia. Po pokazie znów zapragnęłam mocnych wrażeń i zaciągnęłam tatę na rollercoaster przy dźwiękach Aerosmith. Rollercoaster jedzie w ciemności, przez co wrażenie jest niezatarte, ale niestety nie włączyli muzyki w czasie jazdy. Bu... Przez przejażdżkę trochę spóźniliśmy się na paradę, ale ta też była okrojona przez deszcz... który już nie padał. W związku z tym, że była już prawie 17, spieszyliśmy się żeby zobaczyć jak najwięcej, więc zaliczyliśmy efekty specjalne Armagedonu. Nie jestem fanką filmu... Ani kosmosu... Ani asteroid... Ani ognia i lejącej się na mnie wody... Więc nie byłam zachwycona buchającym ogniem zaledwie metr ode mnie ani panem wołającym Grajcie strach! Potem przejechaliśmy się przyjemnie wolną, nietrzęsącą i niewybuchającą kolejką, a jakaś pani na ekranie edukowała nas na temat efektów specjalnych i scenografii. Potem moja rodzina poszła polatać na dywanie, a ja wypróbować jeszcze jeden rollercoaster w ciemności, tym razem Gdzie jest Nemo? Ten był o wiele lepszy niż poprzedni.
No i wybiła 18... I tyle z zabawy...

W przyszłym roku mamy zamiar spędzić dwa dni w tym właściwym Disneylandzie.
A teraz kilka zdjęć.


Pełnia szczęścia.

Sexy pelerynka. Zimno...


Buzz Astral i moja sexy pelerynka.