vendredi 26 juillet 2013

Kup se porsche, chamie!

Zaraz wyjdzie, że jestem materialistką i sprowadzam relacje damsko-męskie do stanu portfela faceta, ale muszę przyznać, że jestem okropną gadżeciarą i jara mnie jazda porsche. Lubię również facetów w koszulach, z którymi włóczę się nocą po paryskich barach zamawiając niebiańsko drogie drinki o fajnych nazwach (np. Lesbian Orgasme), tak samo jak lubię letnie wieczory w Paryżu, lody na Ile St Louis i kamienne ławki nad Sekwaną.
Właściwie to do ubiegłej środy nie wiedziałam, że lubię porsche ani drogie drinki... Ani że mam siłę żeby po pracy zamelinować się w barze.
Odkąd wróciłam do Francji, jeden z moich znajomych molestował mnie żebym gdzieś z nim wyszła. Wcześniej widywaliśmy się raczej na lunchach, blisko jego kancelarii. Mimo że miałam ochotę wyjść gdzieś wieczorem, to od soboty byłam uziemiona w domu. Mały wypadek w pracy... Nic poważnego... Typowy przykład: gdyby kózka nie skakała, to by noga ją nie bolała. A. wiedział jednak, że dopóki noga mnie boli mniej lub bardziej, to nie ma szans żebym się ruszyła, więc skoro ja się nie ruszę, to on się ruszył do mnie. I w ubiegłą środę, mocno po 23 zajechał pod moją posiadłość swoim ślicznym porsche carrera. A potem ruszyliśmy prawie 200 na godzinę na podbój barów.
W tym właśnie momencie stwierdziłam, że nie ma dla mnie lepszego afrodyzjaku niż koszula i porsche. I komplementy na temat mojej wiedzy. ;)
Inną refleksją było to, że musze jak najszybciej zrobić sobie prawko. I zainwestować w piękną włoską Vespę... Ot, takie marzenie...

Jak dobrze jest wrócić do Paryża!