samedi 31 août 2013

Les Perses

Mam wielką przyjemność ogłosić, że dołączyłam do obsady spektaklu Les Perses, którego premiera odbędzie się 24 września w teatrze Nord-Ouest w Paryżu.
Z różnych względów, nie będę mogła niestety wziąć udziału we wszystkich przedstawieniach, a daty kiedy będzie można mnie zobaczyć potwierdzą się w środę na pierwszej próbie. Samych przedstawień będzie ok. 15, od 24 września do 18 października.

Tym samym dołączyłam również do Compagnie Pléiade i mam nadzieję, że to nie ostatni spektakl jaki z nimi zagram.

Venez nombreux!

Théâtre du Nord-Ouest
13 rue du Faubourg Montmartre
75009 Paris

mercredi 28 août 2013

Bajki dla...

Przeglądając Wirtualną Polskę trafiłam na taki oto artykuł.
I szlag mnie jasny trafił, bo jakiś durny babsztyl autorka tego tekstu, naczytała się za dużo o bezstresowwym wychowaniu dziecka i stwierdziła, że bajki Andersena czy Braci Grimm są zbyt brutalne dla dzieci.
Dawno mnie tak krew nie zalała.
Tak, wiem, że w pierwowzorze te bajki były dla dorosłych. Ale mimo wszystko, wychowałam się na tych właśnie bajkach. Czytano mi je do snu. Uwielbiałam Śpiącą Królewnę, Złotowłosą, Kopciuszka, Królewnę Śnieżkę... Nie lubiłam za to Królowej Śniegu oraz Jasia i Małgosi. W przedszkolu, kiedy miałam 5 lat, nauczycielka przeczytała nam pierwotną wersję Kopciuszka, czyli tę, gdzie siostry obcinają sobie palce i pięty żeby założyć pantofelek. Moja prababcia śpiewała mi kołysankę, która miała 3 różne zakończenia:

Z popielnika na Wojtusia
Iskiereczka mruga:
Chodź, opowiem Ci bajeczkę
Bajka będzie długa.

1. Była sobie Baba Jaga
Miała chatkę z masła
A w tej chatce same dziwy
Pst! Iskierka zgasła.

2. Była sobie raz Królewna
Pokochała grajka
Król wyprawił im wesele
Pst! Skończona bajka.

3. Była sobie raz Królewna
Pokochała grajka
Król mu kazał uciąc głowę
Pst! Skończona bajka.

I czuję się całkowicie zdrowa psychicznie! W dodatku potrafię rozróżniać dobro od zła i nie uważam, że starsze osoby są uosobieniem tego drugiego. Mam do nich szacunek. Ustępuję również miejsca w autobusie czy tramwaju.
Z tego, co wiem to owa przedszkolanka dożyła szczęśliwej emerytury i nikt na nią nie wniósł do sądu za przytaczanie dzieciom niewłaściwych treści.
Uważam, że te bajki nie mają wpływu na psychikę dzieci, z tego prostego względu, że dzieci są za małe by je w pełni zrozumieć.
Nawet jeśli zadają pytania, to zadaniem rodzica jest wytłumaczenie tego w taki sposób, żeby dziecko zrozumiało metaforę czy porównanie, a nie się przestraszyło.

Nie mam dzieci i pewnie jeszcze mi się dlugo zejdzie zanim coś mi się urodzi, ale dostaję szału kiedy czytam te wszystkie brednie o bezstresowym wychowaniu, alergiach i tak dalej.
A więc oświadczam, że: rodzice dawali mi klapsy, gdy byłam niegrzeczna, całe letnie dnie spędzałam na dworzu, wisiałam głowa w dół na trzepakach, miałam pozdzierane kolana, biegałam boso, jadłam jabłka prosto z drzewa, truskawki i pożeczki prosto z krzaka, marchewki prosto z ziemi - wszystko nie umyte!, jadłam również oranżadę w proszku, łaziłam po drzewach i robiłam wszystko to, co inne dzieci na początku lat 90.
I cholera... ŻYJĘ!
Żyję i jestem zdrowa jak ryba.

vendredi 23 août 2013

Insaisissables.

To tytuł filmu, na którym wylądowałam wczoraj w kinie. Polski tytuł to bodajże Iluzja.
I przyznam szczerze, że nie bardzo mi to pasowało. Mimo że wybraliśmy film uczciwie rzucając monetą (moim typem były Les Flingueuses) i tak określiłam go z góry Pewnie to będzie durny amerykański kryminał. Czwórka złodziei, FBI, wybuchające samochody, pościgi, krew, trupy... 
W połowie filmu jeszcze szeptałam do Ch. Je t'avais dit!
Na końcówce, kiedy siedziałam już oniemiała, przekonana, że to nie był durny amerykański kryminał, Ch. odszepnął: J'avais raison!
Nie lubię kiedy on ma rację...

Muszę zwrócić honor reżyserowi. Ten film był... nie, nie powiem, że genialny... ale zaskakujący, świetnie zrobiony (mimo że zapowiedź nie oddaje klimatu) i mocno trzymający w napięciu. Niestety przez 3/4 trwania seansu, byłam przekonana, że to będzie właśnie zwykły amerykański kryminał. Jednak koniec zaskakuje i dlatego ten film jest coś wart. Nawet jeśli spodziewamy się takiego rozwiązania akcji, to i tak przypisujemy je złej osobie. Na szczęście nie był w 3D (bardzo tego nie lubię), dzięki czemu obraz zyskał inny klimat.
Jedyne, co mogę zarzucić to to, że napisy (trafiliśmy na seans po angielsku) były trochę źle dopasowne i zdecydowanie za szybko znikały.

Ja do tego filmu jeszcze wrócę. Spodobał mi się. A co!


vendredi 16 août 2013

Flo

Od trochę ponad tygodnia w moim domu mieszka ktoś jeszcze. Jest to mój kot, Flo.

Flo urodził się 5 maja 2013 roku, więc teraz ma 3,5 miesiąca. Jest typowym francuskim dachowcem, tudzież kanapowcem. Krótkowłosy, zielonooki, szaro-biały.
Zawsze chciałam mieć całkowicie czarnego kota, ale kiedy zobaczyłam Flo, po prostu wiedziałam, że musi być mój. Jednocześnie nigdy nie miałam kociaka (zawsze w domu były dorosłe zwierzęta) i w dodatku samca, więc postawiłam sobie cieżkie wyzwanie. Przyznaję, że na początku, kiedy już wiedziałam, że Flo zamieszka ze mną, spanikowałam.


I ta panika utrzymywała się jeszcze w pociągu, kiedy siedziałam na przeciwko klatki i patrzyłam na przerażonego kota wciśniętego w najgłębszy kąt. Chyba żadne z nas nie wiedziało, gdzie jedziemy i co teraz będzie.
Pierwsze dwie noce były koszmarne. Flo chodził po mieszkaniu, miauczał szukając mamy, nie chciał jeść. Na szczęście nie zostawiał mi mokrych niespodzianek na podłodze. Przez te dwie noce, dowiedziałam się, gdzie muszę dokładnie odkurzyć, ponieważ Flo ładował się absolutnie wszędzie: pod łóżko, pod szafę, pod komodę, pod szafkę pod zlewem, za lodówkę, za pralkę, pod brodzik. Trzeciego dnia ostatecznie przekonał się do swoich nowych misek i dał się przekupić mlekiem, po czym pierwszy raz przyszedł na głaskanie. A potem odkrył istnienie mojego łóżka. I innych mebli, które pozwalają na spanie.

Półka w stoliku nocnym też jest dobra.


Ale najlepiej jest na łóżku

W każdej pozycji. 
Od tamtej pory Flo praktycznie mnie nie opuszcza. Śledzi mnie na każdym kroku, a kiedy zamykam drzwi do łazienki (żeby nie wlazł mi pod prysznic) to dobija się i to dosyć głośno. Zajmuje drugą połowę mojego łóżka i kładzie się spać razem ze mną. Teraz, kiedy piszę, też oscyluje wokół mojego komputera. Najchętniej z łapami na klawiaturze. Najlepiej czuje się tylko w moim towarzystwie. Kiedy w domu pojawia się ktoś inny, to nie ma nawet takiej opcji żeby kot wyszedł spod szafy albo dał się pogłaskać.

Wybrałam imię Flo, ponieważ kojarzy mi się z kimś niezdarnym. A mój kot jest bardzo niezdarny i często zdarza mu się spaść z łóżka. Na razie, pomijając niezdarność, jest kotem idealnym: je swoje jedzenie (kupuję karmę marki Purina dla kociąt), pije mleko i powoli przekonuje się do wody. Pod względem mleka i karmy jest nieekonomiczny, ale nie ciągnie go do mojego jedzenia.
Jeśli chodzi o żwirek to zainwestowałam w 5kg opakowanie żwirku w krysztale, czy silikonowego po polsku. W każdym bądź razie ma pochłaniać wilgoć i zapachy i to robi.

A tak poza tym to Flo jest najlepszym kotem na świecie. I jego mruczenie mnie uspokaja.

Chat de bibliothèque.

dimanche 11 août 2013

Bordel d'Internet!

Wydaje mi się, że mam przypadłość do pakowania się w dziwne sytuacje, które w efekcie nieźle działają mi na nerwy.
Prawie rok temu pisałam o moich przejściach z Banque Postale.
Teraz na moją czarną listę wpisał się operator sieci komórkowej Free, która w swojej ofercie ma również tzw. boxy czyli dekodery łączące w sobie telewizję, telefon i internet. No ale po kolei...

Klienką Free Mobile zostałam w listopadzie ubiegłego roku, oczarowana hasłem, że Free zrozumiało potrzeby konsumentów i wypuściło na rynek tzw. forfait sans engagement za 20€, która zawierała nielimitowane połączenia na komórki i stacjonarne we Francji, nielimitowwane smsy we Francji, nielimitowane połączenia na stacjonarne do krajów Unii Europejskiej, USA, Kanady i gdzieś tam jeszcze. No żyć nie umierać! Dla mnie to było jak zbawienie, ponieważ potrafiłam spędzić długie godziny na telefonie dzwoniąc do Polski, a karta, którą wcześniej miałam (Lyca Mobile), nie wystarczała i w rezultacie na telefon szło nawet i 50€ miesięcznie.
I tak z dumą przyjęłam numer zaczynający się na 06, a nie 07 (czego mój bank nie tolerował swoją drogą).

Kiedy przeprowadziłam się do Pierrefitte, oczywistym stało się, że muszę wykombinować jakiś dostęp do Internetu. Oczywiście mam go, ale to, co mam teraz to jest zwykły kod FreeWifi, który służy głównie do połączenia się z Internetem  gdzieś w terenie i nie na długo. No i łączy się tylko wtedy jeśli w pobliżu jest jakiś Freebox (kocham moją sąsiadkę). O ile na razie jakoś sobie z tym radzę, o tyle do pasji doprowadza mnie niesamowita prędkość połączenia... W trakcie ładowania 10-minutowego filmiku na youtubie zdążę zrobić sobie obiad. Kod, którym się łączę, dostałam kiedyś od Fabiana i taki kod otrzymuje każdy, kto zamówi sobie Freeboxa. Swoją drogą mam już swój własny kod, ale nie chciało mi się zmieniać ustawień w przeglądarce.
Po dwóch miesiącach męczenia się z FreeWifi, postanowiłam zaopatrzyć się w normalny box, z normalną prędkością Internetu. W dodatku mój ojciec zrobił mi prezent i kupił mi telewizor, więc przydałoby się coś żeby móc tę telewizję oglądać.
No to udałam się na stronę Free, co było dla mnie całkowicie normalne, i zamówiłam Freebox V5. Oczywiście potem okazało się, że trzeba utworzyć nową linię, zapłacić za nią, cuda niewidy... No ale dobra... Pan z France Telecom przyczłapał do mnie któregoś dnia rano, obszedł całe mieszkanie, po czym stwierdził, że on nic nie może zrobić, bo musiałby rozwalić mi pół mieszkania, ale jakbym miała Freebox V6 to by było łatwiej i wtedy wyświadczy mi usługę za darmo, a normalnie trzeba płacić 200€. Stwierdziłam, że Freebox V6 nie jest taki głupi, więc zadzwoniłam do Free...
Odebrał Murzyn. Poznałam po akcencie... (naprawdę staram się nie być rasistką). Najpierw pośmiał się z mojego nazwiska. A potem stwierdził, że oczywiście, oni zmienią zamówienie, nie ma problemu, tylko jak kurier przyjedzie, to mam odwołać zamówienie i zadzwonić do nich w ciągu 3 dni. Zadowolona z siebie oczywiście to zrobiłam. Następnego dnia dzwonię do nich. Rozmawiając z facetem (tym razem Francuz) po prostu czułam jak mina mu rzednie, kiedy słuchał mojej opowieści. Natychmiast zaczął mnie przepraszać za swojego kolegę, który wprowadził mnie w błąd. Ponieważ w żadnym wypadku wymiana freeboxa v5 na v6 tak nie przebiega. Hamując złość, poprosiłam go grzecznie żeby w takim razie odesłał mi mojego freeboxa i po sprawie. Oczywiście miał zrobić wszystko, co w jego mocy. Minął tydzień... Drugi... Freeboxa nie ma. No to znowu telefon. Babeczka zapewniła mnie, że robi wszystko co w jej mocy (ehe...) i postara się, żebym 24 czerwca (przed wylotem do Polski) miała freeboxa w łapkach. Wyleciałam do Polski. Dwa dni później dostaję smsa, że do 4 lipca mój freebox jest do odbioru w tym i tym miejscu.
Zadzwoniłam do Ch., ponieważ tylko on, oprócz mnie, ma klucze do mojego mieszkania. Chciałam żeby wziął mój paszport i odebrał ten zasrany box. Oczywiście Ch. jak to Ch., nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny: Ouais, Agnès, j'aimerais bien te rendre ce service, mais je suis dans les Pyrenees et je ne rentre qu’après le 15 juillet... Mais si tu veux, je peux venir te chercher a Beauvais! (gwoli ścisłości: Ch. zepsuł się samochód, walizkę taszczyłam sama...)
4 lipca minął. Box został odesłany jak mniemam, a ja nie mam ochoty bawić się w ponowne telefony, tłumaczenia etc., czekać nie wiadomo ile i płacić w pustkę...

Zaczęłam więc szukać ofert innych operatorów.
Najpierw zaszłam do Orange. Gdzie oferta była całkiem przyzwoita, ale nie mogli znaleźć mojego adresu akurat w tym salonie. W drugim salonie siedział idiota, który chciał zobaczyć mój contrat de bail. Zrezygnowana, poszperałam na stronie Orange, a potem SFR i następnego dnia po pracy, poszłam do najbliższego salonu SFR właśnie. Matko! Jak dobrze było rozmawiać z kimś kompetentnym! Wytłumaczyłam gościowi sytuację, powiedziałam czego chcę, znalazł mnie bez problemu, przedstawił swoją ofertę... I 20 minut później zostałam klientką SFR, dumną posiadaczką boxa z pierdyliardem rabatów, promocji i nie wiem czego jeszcze, a następnego dnia zostałam dumną posiadaczką abonamentu SFR. Nie mogłam tego zrobić pierwszego dnia, bo wyskakiwały jakieś problemy i system domagał się 100€ zaliczki, co było kompletnie absurdalne w porównaniu do kwoty abonamentu. Boxa dostałam 3 dni później, za tydzień przychodzi facet by go zainstalować, a w razie przeprowadzki, ponowna instalacja jest darmowa.
Jeśli chodzi o ofertę, którą mi wcisnęli: jest to pakiet gold z pierdyliardem kanałów w telewizji, nagrywaczką i nie wiem czym jeszcze, nielimitowane rozmowy ze stacjonarnego na stacjonarne i komórki we Francji i Unii Europejskiej, megaszybki Internet, nielimitowane smsy i rozmowy na stacjonarne i komórki we Francji oraz na stacjonarne i komórki w Europie. Po co chcę płacić dwa razy za to samo? Bo nie lubię koczować przy telefonie i na razie nie mam telefonu stacjonarnego. Bo ślę dużo smsów. Bo mnie stać.

Umowa z Free jest w trakcie rozwiązywania. Impreza będzie mnie kosztować ok. 50€, bo przecież forfait sans engagement musi mieć jakiś haczyk. SFR jednak zwraca koszty rozwiązania umowy.

mardi 6 août 2013

Coloc

Bonjour! Je m'appelle Flo. Je suis un chaton de 3 mois, ne en banlieue parisienne. Je viens d’être adopte par Agnès et j'avoue que le changement du milieu m'a effraye! Même si ma nouvelle maîtresse est gentille et elle me donne a manger, ma maman me manque. Je l'ai cherche partout dans l'appartement mais elle n'est pas la! J'ai pleure toute la nuit. 
No więc tak... Zaadoptowałam kociaka. Kolejne marzenie spełnione.
24 godziny temu jechałam z nim pociągiem z Beaumont-sur-Oise i zastanawiałam się jak to wszystko się potoczy.
Miałam wielką potrzebę wzięcia odpowiedzialności za kogoś jeszcze, więc padło na kota. I tak zdecydowałam się zaadoptować Flo.
Szukałam go dosyć długo i namiętnie. Głównie dlatego, że marzył mi się czarny kot. Przeglądając ogłoszenia miałam ochotę wziąc wszystkie koty, szczególnie te, które były już starsze i ktoś je oddawał, albo niepełnosprawne. I w końcu w moje ręce wpadł Flo. Jest w pełni sprawny, zdrowy, ale mocno wystarszony. Mam nadzieję, że faza na chodzenie po domu i miauczenie jakby go ze skóry obdzierali niedługo mu minie. Tak samo jak faza na chowanie się w najciaśniejsze i najtrudniej dostępne miejsca (nie ma to jak wyciąganie kota o 5 nad ranem spod brodzika od prysznica).
Na razie próbuję wkupić się w jego łaski mlekiem i nawet mi to wychodzi.