mercredi 28 août 2013

Bajki dla...

Przeglądając Wirtualną Polskę trafiłam na taki oto artykuł.
I szlag mnie jasny trafił, bo jakiś durny babsztyl autorka tego tekstu, naczytała się za dużo o bezstresowwym wychowaniu dziecka i stwierdziła, że bajki Andersena czy Braci Grimm są zbyt brutalne dla dzieci.
Dawno mnie tak krew nie zalała.
Tak, wiem, że w pierwowzorze te bajki były dla dorosłych. Ale mimo wszystko, wychowałam się na tych właśnie bajkach. Czytano mi je do snu. Uwielbiałam Śpiącą Królewnę, Złotowłosą, Kopciuszka, Królewnę Śnieżkę... Nie lubiłam za to Królowej Śniegu oraz Jasia i Małgosi. W przedszkolu, kiedy miałam 5 lat, nauczycielka przeczytała nam pierwotną wersję Kopciuszka, czyli tę, gdzie siostry obcinają sobie palce i pięty żeby założyć pantofelek. Moja prababcia śpiewała mi kołysankę, która miała 3 różne zakończenia:

Z popielnika na Wojtusia
Iskiereczka mruga:
Chodź, opowiem Ci bajeczkę
Bajka będzie długa.

1. Była sobie Baba Jaga
Miała chatkę z masła
A w tej chatce same dziwy
Pst! Iskierka zgasła.

2. Była sobie raz Królewna
Pokochała grajka
Król wyprawił im wesele
Pst! Skończona bajka.

3. Była sobie raz Królewna
Pokochała grajka
Król mu kazał uciąc głowę
Pst! Skończona bajka.

I czuję się całkowicie zdrowa psychicznie! W dodatku potrafię rozróżniać dobro od zła i nie uważam, że starsze osoby są uosobieniem tego drugiego. Mam do nich szacunek. Ustępuję również miejsca w autobusie czy tramwaju.
Z tego, co wiem to owa przedszkolanka dożyła szczęśliwej emerytury i nikt na nią nie wniósł do sądu za przytaczanie dzieciom niewłaściwych treści.
Uważam, że te bajki nie mają wpływu na psychikę dzieci, z tego prostego względu, że dzieci są za małe by je w pełni zrozumieć.
Nawet jeśli zadają pytania, to zadaniem rodzica jest wytłumaczenie tego w taki sposób, żeby dziecko zrozumiało metaforę czy porównanie, a nie się przestraszyło.

Nie mam dzieci i pewnie jeszcze mi się dlugo zejdzie zanim coś mi się urodzi, ale dostaję szału kiedy czytam te wszystkie brednie o bezstresowym wychowaniu, alergiach i tak dalej.
A więc oświadczam, że: rodzice dawali mi klapsy, gdy byłam niegrzeczna, całe letnie dnie spędzałam na dworzu, wisiałam głowa w dół na trzepakach, miałam pozdzierane kolana, biegałam boso, jadłam jabłka prosto z drzewa, truskawki i pożeczki prosto z krzaka, marchewki prosto z ziemi - wszystko nie umyte!, jadłam również oranżadę w proszku, łaziłam po drzewach i robiłam wszystko to, co inne dzieci na początku lat 90.
I cholera... ŻYJĘ!
Żyję i jestem zdrowa jak ryba.