mercredi 25 septembre 2013

Quand le rideau tombe...

Jeszcze szampan i wino nie uleciało mi dobrze z głowy, nie wiele też pamiętam z tej premiery, emocje już trochę opadły, ale i tak nie zasnę, więc muszę napisać, że jestem niezwykle dumna i szczęśliwa, że to największe marzenie wreszcie się spełniło.

Przyszliśmy do teatru w dobrych nastrojach, zadowoleni z siebie, że w końcu dotarliśmy do tej premiery. Nathalie przygotowała dla nas małe prezenty (podobno taka tradycja). Podziękowałam jej za to, że mnie przygarnęła i przyczyniła się do spełnienia tego marzenia. Kiedy zaczęliśmy sie przebierać 15 minut przed rozpoczęciem spektaklu, w garderobie zapadła cisza, a atmosfera zrobiła się tak gęsta, że można ją było krajać nożem. Moja suknia, która nie jest zbyt gruba, grzała niesamowicie. Zasiadłam przed konsolą, ustawiłam światła... i nic więcej nie pamiętam.

Mam jakieś tam przebłyski... Pani w pierwszym rzędzie machała nogą, inna w drugim trzymała głowę na ramieniu partnera.  Kiedy dopadłam do konsoli w 3 scenie ręce mi się trzesły jak szalone. Potem wpadłam w panikę słysząc jak na scenie mylą tekst i nie wymawiają słów, które dla mnie są znakiem do zmiany światła. Szłam po omacku. Ściskałam rękę Laurent żartując, że tym razem nie będę drzeć się z reżyserki żeby mu podpowiedzieć tekst. W trakcie ostatniej sceny siedziałam ze skrzyżowanymi palcami i trzęsłam się już cała z nerwów podobnie jak Virginie i Nathalie, które były ze mną przy odsłuchu.
Potem oklaski... Prawie wyrżnęłam nadeptując sobie na suknie. Uśmiechnięty Fabian na widowni. W garderobie uściski i niezliczone buziaki. Jakiś Pan, który podobno przychodzi na każdą premierę, wręczał nam róże. Pierwszą osobą, którą przytuliłam był Laurent. Cały się trząsł, a ja śmiałam się, że udało mu się przebrnąć przez tę scenę bez luki w tekście. Przebrałam się, wzięłam rum z lodówki, wyszłam do foyer przez wyjście dla artystów (prestiż) i wpadłam prosto w ramiona Fabiana. Poryczałam się jak dziecko.
Fabian też zostawił mi różę i zostawił mnie z moją trupą. Otworzyliśmy szampana, wino, śliwowicę i zagryzki. Po pierwszym toaście podziękowałam trupie za wszystko, przede wszystkim za to, że są i że są dla mnie jak rodzina. Niecały miesiąc temu zyskałam cudownych przyjaciół i starszego brata (mój kochany Laurent) i nie zamieniłabym ich na nic innego.

Tak właśnie wyglądała premiera Les Perses w teatrze Nord-Ouest.