jeudi 19 septembre 2013

Sosie.

Z cyklu: dziwne i mniej lub bardziej zabawne sytuacje.

W ubiegłą niedzielę, kiedy moje cudowne pół godziny przerwy minęło. Założyłam sprany czarny fartuszek, cieżko westchnęłam i wyszłam na taras restauracji żeby ogarnąć co się dzieje w mojej strefie działania.
Po 5 sekundach dostałam zawału, palpitacji, arytmii, duszności, niedotlenienia i niedokrwienia mózgu i innych objawów mówiących: chyba widzę ducha! albo co on tu u diabła robi?! Słowem: prawie zemdlałam. Otóż przy stoliku numer 205 usiadł właśnie pan Ch. Mało tego: z jakąś niezbyt urodziwą panną.
Jak teraz o tym myślę, to moim zdaniem, wyrażenie mieszane uczucia wyraża mniej więcej: wielkie szczęście, zaskoczenie, złość, łzy w oczach, wściekłość, smutek etc. wzięte wszystkie razem. Nie wiem jak się czułam w tamtej chwili, bo po prostu doświadczyłam milion stanów emocjonalnych w jednej chwili. Kiedy ochłonęłam, wzięłam dwa menu, i powtarzając sobie Tylko go nie zabij. pomaszerowałam do stolika.
Zbliżając się dostrzegłam jednak, że facet jest młodszy od pana Ch. (mniej zmarszczek etc.) i nie pali. W dodatku nie zbladł na mój widok, więc, odetchnęłam z ulgą, to nie był pan Ch.
Jednak... Jako że w dalszym ciągu przeżywam nasze rozstanie i przypuszczam, że jeszcze długo mi nie przejdzie (nazywanie go za Iną Panem Chujem nie pomaga), sam fakt, że oto mam przed sobą twarz faceta, którego cholernie mi brakuje (mimo że naprawdę jest draniem) wywołał we mnie falę ekscytacji i poinformowałam wszystkich moich kolegów, że na 205 siedzi sobowtór Ch. I tak, biedny klient znalazł się pod obstrzałem natrętnych spojrzeń.

W między czasie do stolika dołączył się jeszcze inny pan... Zbierając talerze zauważyłam jak mój fałszywy pan Ch. w najlepsze głaszcze udo kolegi obok. Zazwyczaj w takich momentach, kiedy zauważam przystojnego klienta i odkrywam, że jest gejem stawiam sobie wymowne, egzystencjonalne: Why?! 

Jednak facet nie był zbyt głupi, zauważył, że przypatrujemy mu się z natrętną ciekawością, więc w końcu mój kolega poszedł do stolika i wygłosił mu mowę, że przeprasza go bardzo za takie natrętne przyglądanie się, ale po prostu przypomina bardzo kogoś, kogo dobrze znamy (gwoli ścisłości: J. nie zna pana Ch.). Facet stwierdził, że nie ma sprawy, że w sumie mu miło. 5 minut później zawołał mnie posyłając mi śliczny uśmiech. Zamówił  co chciał i zaczęliśmy rozmawiać. W końcu sama przeprosiłam go za zainteresowanie kelnerów i wytłumaczyłam, że to przeze mnie, bo przypomina mi mojego byłego.

W tym momencie klient okazał szczyt swojej skromności wykrzykując bardzo zadowolony na pół tarasu:

Mais vous avez un très bon gout!

I w dodatku zauważyłam, że miał akcent... Był Hiszpanem... Tak jak pan Ch....

P.S. Z cyklu: ciekawostki przyrodnicze:
Jest takie przysłowie: Jamais deux sans trois (do trzech razy sztuka).
Część Francuzów rozumie to przysłowie jako: Jamais deux cent trois (nigdy dwieście trzy), więc jeśli zdarzy im się usiąść przy stoliku 203 i dowiadują się, że ten stolik ma taki numerek, to proszą o zmianę. Że nigdy to przynosi nieszczęście.