mardi 31 décembre 2013

Nowinki techniczne.

Czuję się staro. Za miesiąc będę miała dopiero 24 lata, ale czuję się jak dinozaur... albo moja babcia. A wszystko przez nowe technologie.
Odkąd pamiętam, a właściwie odkąd w gimnazjum wybrałam klasę matematyczno-informatyczną, uchodzę w domu za speca od komputerów, internetu, elektroniki etc. Jak tylko coś się dzieje z komputerem, internetem, telefonem, czy trzeba coś podłączyć, to wszyscy uderzają do mnie. Trzeba coś ściągnąć, zmienić, naprawić - telefon do mnie. Kilka dni temu dobra passa się skończyła: podłączenie Play Station 3 mnie przerosło.

Owszem, wydaje mi się to trochę dziwne, zwłaszcza, że nie mam problemów z przesiadaniem się na różne systemy. Trenowałam to kilkakrotnie: Windows 98, XP, Vista, 7... Linux... Mac... Podobnie z telefonami: Android, Windows Phone (to mi się przydało), w końcu iOS, w którym się zakochałam. A tu nagle rozwala mnie konsola... Nigdy nie byłam fanką gier, ale nie miałam też z nimi większego problemu. Jako dzieciak miałam Nintendo64, rozpracowywałam też Wii. I nigdy nie zajmuje mi to więcej czasu niż godzinę.
Fakt faktem, że lubię wymieniać sprzęty na inny model tej samej marki żeby uniknąć niespodzianek związanych z przesiadaniem się na inną markę i na inny system. Dlatego przy zakupie komputera wybierałam Lenovo, a na system operacyny machałam ręką... Chyba że mnie wkurzył, tak jak Vista, to komputer leciał do informatyka. No ale większego szoku nie było.

Pierwszy raz, poczułam się zagubiona latem tego roku, kiedy wymieniłam telefon na Nokię z systemem Windows Phone. Bo skoro jest Android, jest iOS, to Windows też musi mieć swój. Bardziej porąbanego telefonu nie widziałam, dlatego rozstałam się z nim bez żalu 4 miesiące później na rzecz iPhone'a 4s. No ale nieważne...

Play Station 3 to był pierwszy szok techniczny. Drugim był nowy komputer.
Mój ukochany netbook Lenovo z systemem Windows 7, który kupiłam prawie 3 lata temu przed wyjazdem na Ile de Re, i który przejechał ze mną pół Europy, niestety musi przejść na emeryturę, bo nie da się już na nim pracować bez bycia wulgarnym. Brat pomógł mu wylądować w kompterowym szpitalu, traktując go lampką wina. Wiedząc, że moje różowe cudeńko nie pociągnie długo, postanowiłam kupić nowy sprzęt. Wahałam się między Mac Bookiem a Sony Vaio. Za Mac Bookiem przemawiała jego żywotność, ale 1GB pamięci RAM i 128GB pamięci flash nie przekonywały mnie za bardzo. Mój Lenovo miał 180GB pamięci, w tym 150GB zajęte przez moje pierdoły. No i Mac Book kosztował 4000 zł... Sony Vaio prezentował się znacznie lepiej cenowo: 1700 zł oraz technicznie: 4GB pamięci RAM i 500GB na dysku twardym. Siłą rzeczy zdecydowałam się na Sony Vaio i do kompletu iPada mini, bo lubię Apple'a mimo wszystko, a tablet będzie mi umilał czas na uczelni czy gdzieś. O ile na iPada nie narzekam, o tyle po włączeniu nowego komputera przeżyłam drugi szok: Windows 7 jest już przestarzały, teraz panuje Windows 8. Nokia i jej Windows Phone mnie spoliczkowały, bo pulpit idealnie odzwierciedlał to, co widziałam na ekranie telefonu i co doprowadzało mnie do pasji. Zainstalowałam system, zamknęłam komputer i odłożyłam go na 2 dni żeby oswoić się z myślą, że będę musiała pracować na tym czymś...
Dzisiaj odpaliłam komputer po raz drugi. Narzucanie użytkownikom zakładanie kont na firmowych stronach prodcentów i posługiwanie się takim a nie innym adresem e-mail uważam za chusteczkowe posunięcie. Mam swój adres mail na yahoo i innego nie potrzebuję. Apple narzuca mi jakiś iCloud, z którego skorzystałam tylko po to by zlokalizować i zablokować skradziony telefon oraz żeby odzyskać dane z telefonu i przenieść je na iPada. Chociaż na coś nie przydał... Teraz, przy instalacji systemu, Microsoft narzuca mi założenie konta na hotmail.com i ustawia ten adres jako domyślny. No i po co ja się pytam? Bez sensu jest również instalowanie wersji demo różnych programów i wciskanie użytkownikom, że jak się tego nie kupi to komputer będzie gorzej działał. Chociaż muszę przyznać, że w Windowsie 8 jest mniej tego gówna niż na moim poprzednim laptopie (Weryfikacja Twarzy, Bluetooth, McAfee i milion innych pierdół). Teraz Windows narzuca demo MS Office 2013, którego pełną wersję można kupić za jedyne 300-400zł (już lecę i kupuję... Na poprzednim komputerze miałam Microsoft Word Starter, który sprawował się znakomicie), McAfee (a jakże... już odinstalowany. Wolę mój AVG) i pewnie coś jeszcze czego nie odkryłam, bo Windows 8 mnie przeraża.

Moja siostra znacznie lepiej przyjęła Windows 8... Dla mnie nawet klawiatura jest inna. I nie mam już faz na zmienianie tapety 10 razy w tygodniu.

samedi 21 décembre 2013

Les Perses en photo.

Jakiś czas temu Ina zgodziła się cyknąć parę zdjęć ze spektaklu. Jednak za nic w świecie nie miałam czasu wcześniej pochwalić jej pracy.
Wczoraj zagościłam w teatrze ostatni raz w tym roku, więc myślę, że byłoby to ładne podsumowanie tych kilku miesięcy. Tym bardziej, że za kilka godzin zmykam wypoczywać w rodzinnym domu (a wypoczynek zostanie okupiony wielogodzinną podróżą samochodem).

No to... Joyeux Noel!






















vendredi 13 décembre 2013

Dorosłość?

Właśnie mija półtora roku odkąd ruszyłam w świat... Półtora roku kiedy spełniam to, o czym marzyłam. Chciałam się usamodzielnić, wyjechać, mieszkać sama, być dorosła...

I tak szczerze mówiąc... Ta dorosłość nie do końca mi się podoba. Może to śmieszne, ale nie podoba mi się, bo jestem sama w domu... Bo wracam późno i trzeba coś ugotować, pozmywać, przejechać się na odkurzaczu, zrobić pranie... Półka ugina się od faktur, które na nią rzucam zaraz po otworzeniu, mrucząc pod nosem Tak, wiem... Bo wszystkie faktury liczę i płacę na początku miesiąca, a listy i tak przychodzą za późno. W portfelu nie mam już miejsca na karty: dowód, 3 karty do bankomatu (w tym 2 polskie i niebawem dojdzie mi 4, bo zmieniam bank), Carte Vitale, karta z CAFu, 3 legitymacje (polska, z CDAS i Paris 8), karta biblioteczna, karty stałego klienta... Ciągle milion rzeczy do załatwienia i pojęcia takie jak: zasiłek, bezrobocie, urlop, chorobowe stają się bardzo znajome. Nie mam czasu na spacer i na cieszenie się młodością.

Podczas gdy jeszcze kilka lat temu, nie martwiłam się o to skąd wytrzasnę pieniądze na czynsz, ile podatku zapłacę w przyszłym roku i jaki dochód trzeba mieć żeby dostać kredyt. Moim jedynym obowiązkiem było uczenie się, zdanie matury, dostanie się na studia... O regularnej pracy nawet nie myślałam... Największą przyjemnością był wypad do Paryża na 3 dni, przerażenie w metrze, którego nie znałam, spacer z muzyką w uszach. A to było jeszcze 2 lata temu.
Dziś mam 23 lata i 11 miesięcy. Kota, mieszkanie, rachunki, podatki, ubezpieczenie na dom, telefon i życie oraz faceta, który chrapie obok mnie. Mam wrażenie, że z każdym dniem przybywa mi zmarszczek, cienie pod oczami się pogłębiają. Moja młodość gdzieś przemija...
Ale za to jestem dorosła.