dimanche 26 janvier 2014

La reorientation.

Studia we Francji mają kilka bardzo ważnych zalet. Po pierwsze: nie ma wyścigu szczurów z wynikami maturalnymi. Wyścig zaczyna się pod koniec I roku, ale i tak nie jest wyczerpujący, bo pierwszy rok studiów jest poświęcony raczej na odkrywanie dziedziny i swojego zapału: czy chcę poświęcić minimum 3 lata mojego życia na to właśnie. Po drugie: jeśli po pierwszym semestrze stwierdzimy, że to jednak nie to, albo dostaliśmy się na kierunek, którego nie chcieliśmy, możemy zmienić studia! A co! Wypełniamy fomularz, dołączamy papiery, czekamy na decyzję i z pięknie zaliczonym pierwszym semestrem gdzie indziej, migrujemy gdzie chcemy. Nawet jeśli mieszkasz w Montpellier, ale interesują Cię studia w Paryżu, możesz sobie pomigrować. Oczywiście migracja nie idzie z automatu i musi być zaakceptowana przez komisję, ale w większości wypadków się udaje.
Ja skorzystałam właśnie z tej opcji.

Tak, wiem, że cieszyłam się jak glupia kiedy dostałam się na Paris 8. Jednak po pierwszym semestrze stwierdziłam, że to nie to. To znaczy teatr dalej mnie interesuje, ale organizacja studiów pozostawia wiele do życzenia. Przynajmniej moim zdaniem... Może jestem zbyt wymagająca po 3 latach romanistyki na UW, gdzie pod koniec sesji nie wiedziałam jak się nazywam, ale na Paris 8 czułam się trochę jak w przedszkolu. Towarzystwo w wieku 18-19 lat i wykładowcy, którzy tłumaczą miliard razy zasady zaliczenia i pisania prac semestralnych. Miałam wrażenie, że intelektualnie zjechałam do poziomu Rowu Mariańskiego. W sesji zimowej miałam 1 egzamin: z hiszpańskiego. I jedną pracę semestralną do oddania. Tak... Jedną. Na 2-3 strony. Pisaną w grupach.
Nienawidzę pisać czegokolwiek w grupie, a jeszcze mniej kiedy ja odwalam większość roboty. Przydzielono mi chłopczyka po maturze, więc przez bitą godzinę sama tłumaczyłam mu jak powinien napisać swoją część pracy semestralnej żeby to miało ręce i nogi, nie odbiegało od tematu, nie było plagiatu etc. etc. (pozdrawiam KZ). Jak się potem okazało: nie dotarło do niego NIC. 16 grudnia po 23 dostałam jego część pracy bez przypisów (dla porównania w moją 1 stronę wcisnęłam aż 10 przypisów), bez akapitów, gdzie roiło się od On peut... On est... On... On... On... i w dodatku napisana w langage texto. No i zarwałam noc...
W czasie tego semestru zdałam sobie też sprawę, że na Paris 8 nie otrzymujemy tego samego wykształcenia skoro przedmioty są tematyczne. Mimo wszystko jestem tradycjonalistką i wolę mieć jakiś ogólny wykład z historii teatru czy estetyki, a nie skakać z kwiatka na kwiatek. Poza tym wykłądowcy przedmiotów praktycznych, którzy robią castingi, bo mają za dużo studentów, też nie są fajni. No i wolę mieć narzuconą listę przedmiotów do zaliczenia i potem żonglować grupami, niż wybierać, co mi się podoba z tytułu i nie ułożyć sobie przyzwoitego planu zajęć tylko porozstrzelać wszystko byle jak. Lubię też wykłady, których na Paris 8 nie było.
Poza tym szukam studiów, które zachęcą albo zmuszą do pracy i pogłębiania wiedzy, a nie było tak w przypadku Paris 8.
No i szukam studiów, po których pracodawca, czy nawet osoba, która przyjmie mnie kiedyś na staż, nie będzie na mnie krzywo patrzyła. A powiedzmy sobie szczerze: Saint-Denis nie ma najlepszej opinii na świecie.

I tak, zbierając informacje na prawo i lewo, złożyłam prośbę o przereorientowanie na Sorbonne Nouvelle Paris 3 do Institut d'Etudes Théâtrales. Bo wykłądy, bo grupy, bo fajne zajęcia, bo renoma, opinia, i wszyscy znajomi, którzy tam byli są zadowoleni.
Moja reorientacja przebiegła gładko, bo nie startowałam z psychologii, medycyny czy innego oddalonego kierunku. Zajęcia zaczynam w poniedziałek. Właściwie powinnam je zacząć tydzień temu, ale stanie pod sekretariatami trochę czasu zajmuje (ach te przerwy od 12 do 14...).
No i to pozwoli mi uniknąć takiej sytuacji:

Tu sais que t'es à Paris 8 quand pendant tes recherches de stage, on te répond simplement et sans gène aucune:
" Ah ben je vous arrête tout de suite mademoiselle, mais nous on prend pas Paris 8.
- Ah..?
- Ah non non. Nous on prend que Paris 5 ou Paris 7.
- Ah."
Więcej z tego cyklu tutaj.

mardi 14 janvier 2014

2013

Rok 2013 już się skończył i mimo że trzynstka była trochę pechowa to jednak uważam, że te minione 12 miesięcy były całkiem udane.
Jedno mi tylko przeszkadza... Kiedy myślę o wydarzeniach ze stycznia ubiegłego roku mam wrażenie jakby minęło od nich kilka lat. Wszystko to wydaje mi się tak odległe w stosunku do tego, co wydarzyło się w drugiej połowie roku.... No ale i tak ten rok zasługuje na jakieś podsumowanie, a więc!

Dominujące uczucie na 2014 rok?

Oczekiwanie. Na nową pracę, na pewne decyzje, na Nico...

Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2013 roku?

Umeblowałam moje mieszkanie, kupiłam pralkę i zamieszkałam z facetem.

Co zrobiłaś ponownie w 2013 roku po długiej przerwie?

Zaczęłam palić świeczki, woski i olejki zobaczyłam przyjaciółkę z dzieciństwa oraz podjęłam studia.

Czego nie zrobiłaś w 2013 roku?

Nie wystawiłam Nuit Bouffe i nie pojechałam nad morze.

Słowo roku?

Flo!

Przytyłaś czy schudłaś?

Schudłam. Nie wiem ile, ale chudnę nadal.

Miasto roku?

Paryż.

Odwiedzone miejsca?

Mało ich było. Warszawa i okolice, Berlin, okolice Hannoveru o 3 w nocy i okolice Paryża.

Ekscesy alkoholowe?

Były. Szczególnie szampańskie.

Wydatki mniejsze czy większe?

Większe. Niestety...

Wizyty w szpitalu?

Były. Z podejrzeniem złamania.

Miłość?

Dałam szansę raz, dwa... teraz leci trzecia.

Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?

Mama.

Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?

Z Nico, z Fab, z moją trupą, z Iną, z Asią którą spotkałam w Paryżu po 7 latach.

Z kim spędziłaś najwięcej czasu?

Z moim kotem.

Piosenka roku?



Książka roku?

Przeminęło z wiatrem, które zawojowało sporo mojego czasu i przemyśleń.

Serial roku?

Normalnie nie oglądam seriali, ale ostatnio wciągnął mnie Dexter. Właśnie oglądamy piąty sezon.

Stwierdzenie roku?

Wszystko się uda.

Trzy rzeczy,  z których mogłabyś zrezygnować?

Kilka kosmetyków, kilka ubrań...

Najpiękniejsze wydarzenie?

Premiera Persów, mój kot, moje własne cztery kąty...