lundi 17 mars 2014

Biblioteczka teatralno-językowa.

Jak już kiedyś pisałam, pierwszą rzeczą na jaką zwracam uwagę będąc u kogoś, to książki. Kiedy podpisywałam umowę wynajmu rok temu, oczywistym dla mnie było, że będę miała mebel, gdzie poustawiam książki i będzie to jeden z najważniejszych mebli w domu. Swoją drogą był to też jeden z pierwszych mebli jakie kupiłam.
Za biblioteczkę służy mi regał Expedit z Ikei z czterema komórkami, za który zapłaciłam 25€, a który w Polsce kosztuje 150zł.

Dzisiaj przedstawię Wam dokładną zawartość dwóch komórek mojej biblioteczki: teatralną i językową.

Komórka teatralna.
A więc od lewej:

Specjalne wydanie Gali na temat rodzin krolewskih w Europie... Mało teatralne. ;)
Słownik Wiedzy o Teatrze. Dostałam go z 6 lat temu na Mikołajki w szkole. Dosyć przydatny kiedy potrzebuję jakichś definiji, dobrze ilustrowany, ale ciężko się po nim poruszać.
Zeszyt...
Le Solfège pour les nuls i Le Chant pour les nuls. Dostałam na urodziny w ubiegłym roku. Nigdy nie używałam i chyba jednak nie przepadam za tą serią.
L'amour dure trois ans. Kupiłam kiedyś i nie przeczytałam jeszcze.
Grammaire de diction française. Bardzo przydatna książka. Nie tylko dla aktorów, ale ogólnie też dla obcokrajowców. Wszystkie aspekty poprawnej wymowy i intonaji tekstu są w niej zawarte.
Le Cid Corneille. Pracowałam kiedyś nad monologiem z Cyda. Poza tym nigdy nie wiadomo kiedy się przyda na studiach... Lubię tę sztukę oraz jej adaptację w Teatrze Nord-Ouest.
Rhinocéros Ionesco. Miałam pracować nad tym, ale nie wyszło. Nie jestem fanką Ionesco, ale sztuka jest znośna jeśli czyta się ją jako intepretację powstawania państwa totalitarnego.
Roberto Zucco Koltes. Sentyment, bo to pierwsza francuska sztuka, w której zagrałam. Historia jest interesująca, więc warto zapoznać się z nią bliżej.
Les deux vies de Romy Schneider. Biografia Romy Schneider, o której pisałam rok temu. Warta polecenia.
Othello, Romeo et Juliette, Le Songe d'une nuit d’été, Richard III Shakespeare'a. Lubię Shakespeare'a, no. ;) Ze wszystkich czterech sztuk, które posiadam najbardziej lubię Romeo et Juliette, a tak poza tym to szukam ładnego wydania Mackbeta i Hamleta.
L’école des femmes Molière. Bo mam pracę semestralną do napisania w oparciu o spektakl w reżyserii Jacquesa Lasalle w Teatrze Polskim w Warszawie. Normalnie nie lubię Moliera czytać. Wolę oglądać.
Georges Feydeau. Czyli zbiór sztuk Feydeau w dwóch tomach i zdecydowanie najdroższe książki w kolekcji (każda kosztowała 25€). Normalnie kupuję raczej kieszonkowe wydania książek. Kocham Feydeau za jego rytm i quiproquo.
Płyta i program z Cabaret. No a jak!

Na zdjęciu brakuje jeszcze Manque Sarah Kane, ale ta sztuka podróżuje w mojej torbie, ponieważ ją czytam. Jest dosyć specyficzna... Tyle na razie...


Komórka językowa.

W tle 5-tomowy słownik polsko-francuski Wiedzy Powszechnej. Bardzo przydatny w szukaniu jakichś zagwostek językowych.
Petit Robert 2011. Mogłabym się go pozbyć, bo mam Roberta na biurku w pracy, ale ten sentyment...
Na słownikach, dwie książki do hiszpańskiego. Pierwsza od góry, której nie pamiętam tytułu to poziom B1/B2 (całkiem ok), ta pod spodem to ćwiczenia dla tutejszych gimnazjalistów z Don Quijotem, poziom A1.

No i od lewej:
Słownik obrazkowy Pons, hiszpański i francuski. Nie lubię wydawnictwa Pons. Jest po prostu kiepskie moim zdaniem i najlepszą rzeczą jaka im się udała to słowniki obrazkowe. Niemniej jednak, używam ich tylko kiedy muszę kupić jakaś specjalistyczną część czegoś i nie wiem jak się nazywa, albo kiedy pragnę zapoznać się bliżej z anatomią człowieka lub kota. Kupiłam obydwa w szale kupownia słowników i niewiele ich używam.
Larousse Espagnol-Français i na odwrót. Słowniki Larousse są najlepszymi słownikami pod słońcem i bardzo żałuję, że słowniki polsko-francuskie tego wydawnictwa przestały istnieć zanim poszłam na romanistykę i musiałam zadowolić się wiedzą powszechną.
Je parle espagnol comme une cochonne. Kiedyś były takie książki Francuski (lub inny język) bez cenzury wydawnictwa Berlitz. Bardzo lubiłam tę książkę za jej przejrzystość. Tę używam rzadko, no i zawiera błędy.
Grammaire i vocabulaire espagnol. Pisałam już o tych książkach. O ile gramatyka jest ok, o tyle słownictwo... bof... Przydaje się jak muszę coś powtórzyć. Na razie nie korzystam z nich za dużo, ale przypuszczam, że pójdą w ruch kiedy będę się przygotowywać do DELE C1 z hiszpańskiego.
Le lexique espagnol pour les nuls. Podstawowe słownictwo. Przydatne dla początkujących.
Czasowniki i idiomy. Książki do hiszpańskiego z idiomami i odmianami czasowników. Całkiem ok. W Polsce zostawiłam jeszcze korespondenję, bo nie widziałam sensu żeby ją brać.
Francuski słownik pułapek językowych. Ten słownik powinien mieć tę samą reputację co Petit Robert. Wielokrotnie pomógł mi uniknąć spolszczeń i poprawił jakość pism urzędowych.
Język Franuski R. Somli-Dombrowskiej. To z kolei must have dla osób, które przygotowują się do matury rozszerzonej. Świetnie tłumaczy najbardziej pokręcone zagadnienia gramatyczne.
Précis de la phonétique française. Przytargałam to z Polski razem z innymi materiałami. A nóż się przyda. Używałam tę książkę na I roku studiów.
Espanol en marcha nivel A1. Miałam tę książkę w pierwszym roku nauki hiszpańskiego. Taka sobie...
Prisma Progresa B1. Podręcznik z ubiegłego semestru. Dobrze tłumaczy gramatykę i tyle... Nie lubię szkolnych podręczników w ogóle...

I to by było na tyle.

Jako aktualizację dodam, że mój poziom francuskiego to C2 i zastanawiam się nad udowodnieniem tego na DALFie C2. Jeśli zaś chodzi o hiszpański to mój obeny poziom to B2, ale zajęcia mam na poziomie B1 w celu utrwalenia. Zamierzam zdać egzamin DELE na poziomie C1 za jakiś rok.