samedi 29 mars 2014

Podkład? A po co?

Lubię oglądać kanały kosmetyczne na youtube i niestety uległam wielu rzeczom, zabiegom itd. tam reklamowanych. Taką zachcianką był też podkład do twarzy.

Podkład na twarzy miałam w swoim życiu może 10 razy. Bo nigdy nie potrafiłam go sobie dobrać. Poza tym mam cerę mieszaną w stronę tłustej, więc drogeryjne podkłady mnie zapychały. Zrezygnowałam z podkładu, malowałam się jak chciałam... Aż przyszedł moment kiedy pokochałam czerwone szminki. I pojawił się problem, bo guru makijażowe grzmią, że trzeba mieć perfekcyjną cerę żeby nałożyć czerwoną szminkę. W ten sposób zainwestowałam w podkład Urban Decay Naked Skin za całe 34€. Podkład jest świetny. Nie mam do niego zastrzeżeń. Problem polega na tym, że moja skóra o wiele lepiej się czuje bez podkładu. I o wiele lepiej wygląda.
Znajomi widząc mnie w pełni umalowaną pytali mnie: Po co Ci ta tapeta? Masz świetną skórę.
Przyglądając się sobie dzisiaj w świetle dziennym stwierdziłam to samo. Po co mi to skoro moja skóra dobrze wygląda bez podkładu i dobrze wygląda w czerwonej szmince. Po co mam słuchać jakiejś babki, która musi mieć chyba sporo kompleksów żeby codziennie walić na twarz miliard warstw podczas, gdy jej skóra wygląda zdrowo?
Owszem... Tuszuję jakieś tam zaczerwienienia, ale tylko puntkowo. No to po co mi podkład?