dimanche 25 mai 2014

Jak dbam o twarz.

Nie jest tajemnicą, że cera mieszana i problematyczna nie lubi się za  bardzo z makijażem.
Nie jest tajemnicą, że scena lubi mocny makijaż.

Jestem szczęśliwą posiadaczką cery mieszanej i skłonnej do zapychania. Jestem również szczęśliwą aktorką, a rola Mademoiselle Pomponnette w Tailleur pour dames wymaga odpowiedniego makijażu.

Makijaż teatralny jest dosyć specyficzny. Musi być bardzo mocny i dostosowany do oświetlenia na scenie, które, w zależności od założonej żelatyny i typu lampy, może zmieniać, ocieplać lub ochładzać kolory. Zwykły makijaż nie jest widoczny w oświetleniu scenicznym. Innymi słowy: trzeba nałożyć tonę tapety żeby jakoś wyglądać.
Na codzień ograniczam mój makijaż do minimum. Nie mam wielkich cieni pod oczami, a dzięki kosmetykom, którymi pielegnuję twarz problem wyprysków zredukowałam do minimum (o tym poniżej), więc nie używam podkładu. Co za tym idzie, za każdym razem, gdy maluję się w teatrze, moja skóra dostaje w kość. Bo podkład, bo tona różu, pudru, szminki, która wysusza usta.

Dlatego odkąd pracuję w Théâtre du Nord-Ouest opracowałam sobie system pielęgnacji, dzięki której moja cera nie robi mi niespodzianek. Plan jest bardzo prosty i skuteczny w moim wypadku.

Codziennie rano myję twarz żelem Effaclar La Roche Posay, a następnie nakładam Effaclar Duo tej samej firmy. Po nocy moja twarz nie jest zbyt zanieczyszczona. Nie jestem też zwolenniczką filtrów. Na codzień ich nie używam, chyba że wiem, że spędzę większość czasu na zewnatrz w ostrym słońcu.
Wieczorem zmywam makijaż płynem micelarnym z Bourjois i oczyszczam nim delikatnie twarz. Następnie znowu sięgam po Effaclar. Czasami pod prysznicem używam gęstego kremu myjącego z grejfrutem z Neutrogeny (który śmierdzi jak domestos) i stosuję go jako maseczkę. Dwa razy w tygodniu robię też maseczkę aspirynową. Następnie nakładam Redermic C z La Roche Posay (odpowiednik Active C, czyli krem przeciwzmarszczkowy z witaminą C), pomadkę rumiankową Alterry na rzęsy oraz balsam Rêve de miel Nuxe na usta.

Muszę jednak przyznać, że nie świruję na punkcie mojej buzi i tragedia się nie dzieje jeśli ominę, któryś z tych kroków. Ba... Zdarza mi się nawet w ogóle nie myć mojej twarzy rano, czy nie nakładać na nią nic. To się nazywa podobno głodówka. Do pielęgnacji bardziej się przykładam kiedy wiem, że za kilka godzin będę miała tapetę na twarzy. Oraz po zmyciu tapety.

Tyle...