dimanche 18 mai 2014

Quand les projecteurs s’éteignent...

Georges Feydeau bardzo ładnie prezentuje się na moim CV. Tak samo jak nazwisko reżysera. I teatr... 
Każdy nowy spektakl, z nową trupą, to tak jak zmiana pracy. Bo każdy reżyser ma swoją wizję, swoje metody, swoje przyzwyczajenia. Tym razem pracuję z małżeństwem, które z jednej strony traktuje mnie jak córkę, a z drugiej pracuje ze mną jakbym grała główną rolę. Razem wycisnęliśmy z Mademoiselle Pomponnette co się dało. I zabłysnęłam. 

Bycie najmłodszą osobą w trupie ma swoje zalety. Przejmowanie roli i uczenie się jej w tydzień też. Nikt nie wiedział, że to ja zastąpię Lulu. Siłą rzeczy miałam ogromne wsparcie ze strony moich nowych kolegów. Mimo to moja pewność siebie nie jest powalająca, więc komplementy odnośnie mnie zapakowanej w kostium, a nastepnie komplementy po zejściu ze sceny, bardzo mnie peszyły (i cieszyły). Dwa kieliszki wina i szampana rozluźniły atmosferę. 
Tym bardziej, że w tym samym czasie inna trupa świętowała swoją premierę. 

Mam nadzieję, że Mademoiselle Pomponnette jest jakimś nowym początkiem... albo zwrotem akcji. W każdym bądź razie, wiem, że jestem na dobrej drodze.

A suivre...