mardi 19 août 2014

Czas na zmiany.

Z wiekiem coraz mniej lubię zmiany, a coraz bardziej niespodzianki. Kiedyś było odwrotnie. Jednak są zmiany, o których musiałam zadecydować sama. Długo się z tym nosiłam, ale ostatnie wyniki badań nie pozostawiły mi wyboru. 

Niestety mój tryb życia, przez pracę w restauracji, nie jest zbyt zdrowy. Nie jem śniadań. Właściwie to mój jadłospis ogranicza się do dwóch posiłków dziennie z ewentualnymi przekąskami. Często jest to tylko jeden posiłek okolo 16 i podjadanie. Tak właśnie kończy się praca do późna... Mogę też dorzucić do tego zaburzenia snu takie jak bezsenność. Zwleczenie się z łóżka przed 10 rano to w ogóle cud. Ciężko jest mi zasnąć przed 2 w nocy. No i oczywiście mam problemy z kolanami, które zawdzięczam sadystycznemu szefostwu. Noszenie 20 kilogramowych skrzynek po schodach nie jest najlepszym pomysłem. Tym bardziej jeśli do dyspozycji jest winda towarowa. 

W restauracji już nie pracuję. Jednak praca za biurkiem też ma swoje minusy. Jakkolwiek mniejsze, ale ma. 

Będąc w Polsce zrobiłam badania krwi. Najważniejszym badaniem było sprawdzenie mojej grupy krwi, ponieważ nigdy wcześniej o to nie zadbałam. Przy okazji postanowiłam zrobić pełen pakiet żeby dowiedzieć się co tam w środku piszczy. Tak jak przypuszczałam, wszystko jest w porządku. Choroba nerek nie zniknęła w cudowny sposób, moja grupa krwi nie zgadzała się z tym, co mi wcześniej wmawiano, jestem dawcą uniwersalnym, musiałam dokładnie zapoznać się z definicja słowa konflikt serologiczny, a poziom cukru znacznie przekracza normę. Na szczęście ewentualna cukrzyca okazała się fałszywym alarmem, a ja nauczyłam się, że antybiotyku nie popija się Coca Colą na pół godziny przed badaniem krwi. Chyba że chce się mieć gadane przez resztę urlopu. Powtórne badanie cukru tydzień później wykazało, że wszystko jest w normie. Ale dało mi to do myślenia. 

Do zmiany trybu życia motywowałam się od dawna, ale nastąpiła ona dopiero teraz. Po powrocie do Francji i po ustawieniu moich nowiutkich, pięknych filiżanek, zaparzyłam zieloną herbatę Sencha i ustaliłam plan działania. Nie chciałam robić wszystkiego od razu. Na wszystko przyjdzie pora. 



Rozkoszując się aromatem zielonej herbaty i szukając ładnego imbryczka żeby nie bawić się z silikonowym zaparzaczem, zauważyłam, że herbata likwiduje jakąkolwiek potrzebę picia słodkich napojów, czy w ogóle jedzenia słodyczy. Po tygodniu picia zielonej herbaty, kawa u sąsiadki wydała mi się za słodka. 
Następnym krokiem była konsultacja u lekarza i dokładne wysprzątanie mieszkania. Lekarz pozwolił mi biegać. Zatrzegł oczywiście żebym biegała w butach, które amortyzują stawy. Wiedziałam już o tym wcześniej i dlatego zainwestowałam w Nike Zoom Vomero+ 8. Buty czekały na użycie od trzech tygodni. Dzisiaj w nich pobiegłam.

I poczułam się tak lekka i pełna energii, że mogłabym biec jeszcze dłużej. Będę się jednak trzymać planu treningowego W 10 tygodni do 30 minut ciągłego biegu

Takie zmiany mi się podobają.