samedi 20 septembre 2014

Miesięczny bilans.

O matko! Wytrzymałam!

Biegam już miesiąc albo AŻ miesiąc. To dużo jak na mnie, ponieważ nienawidziłam biegać, a teraz nie mogę się doczekać kolejnego treningu. Co prawda przeklinam moje chęci mniej-więcej w połowie każdego treningu, ale duma, którą czuję po każdej godzinie biegu sprawia, że zapominam o bólu i wszystkich niedogodnościach. Ta radość z każdego treningu przyszła dopiero po wymianie butów do biegania. Nowe buty sprawdzają się po prostu świetnie.

Mój tryb życia pod względem pory snu czy liczby posiłków na razie się nie zmienił. Szanse na to, że przemienię się z typowej sowy w słowika są zerowe. Zmieniła się za to jakość posiłków. Nie jest to jeszcze ideał, ale udało mi się wyeliminować słodkie napoje. 

Jako, że jestem sową i sową zostanę, biegam wieczorami, najlepiej po 19. Próbowałam biegać rano, przed pracą, ale o 7 bliżej mi było do czołgania się niż do biegania. O przypływie energii i rozbudzeniu nie było mowy. Poranny bieg działał w odwrotną stronę. Nie zmienia to jednak faktu, że mój plan zwiedzania paryskich ogrodów wziął w łeb. Najzwyczajniej w świecie nie chce mi się zasuwać do Paryża żeby pobiegać. Może za jakiś czas... Dlatego szukam fajnych miejsc w Pierrefitte. Nie ma ich dużo i żeby czuć się bezpiecznie, lepiej wybrać jakieś boisko niż park. Tylko, że najbliższe boisko też jest daleko... Przez jakiś czas biegałam w Foret Régionale de la Butte Pinson. Po jakimś czasie zrezygnowałam, ponieważ nie czułam się tam bezpiecznie (po ostatnim napadzie jestem przewrażliwiona). Park niedaleko mojego domu nadaje się do biegania, ale tylko rano. Wieczorami lepiej tam nie chodzić. Któregoś razu odkryliśmy z Nico boisko w lesie na Butte Pinson. Niestety leśne ścieżki nie nadawały się do biegania, ponieważ każda z nich prowadziła do obozowiska Romów. W końcu odkryłam mały park za Centre des Loisirs (chyba tak to się nazywa). Park jest naprawdę mały i za dużo chodników tam nie ma, ale przynajmniej mam święty spokój kiedy tam biegam. No i niedaleko do domu.

Powoli zaczynam zauważać pozytywne zmiany zarówno w moim wyglądzie, jak i samopoczuciu. Bardzo poprawiła mi się wydolność. Zastanawiam się czy tego właśnie nie brakowało mojemu organizmowi? Innymi słowy: jedz, co chcesz, ale się ruszaj.

W tym miesiącu, do mojego radosnego truchtania, chcę dołączyć ćwiczenia w domu. Kupiłam już matę i hantelki. Wydaje mi się, że znalazłam też idealną, internetową trenerkę: Cassey Ho.

Nie wiem jak to będzie kiedy zaczną się zajęcia i sezon teatralny rozkręci się na dobre. Mam nadzieję, że uda mi się wygospodarować czas na ćwiczenia i bieganie.