mardi 14 octobre 2014

Co dalej?

W zakładce Teatr pojawiły się nowe daty spektakli, w których wezmę udział w najbliższych miesiącach.
Koniec roku zapowiada się pracowicie, ponieważ będę grała równocześnie w 3 przedstawieniach.

14 października to wielki powrót Les Perses w reżyserii Nathalie Hamel. Mimo że moja rola tam jest znikoma, to zgodziłam się zagrać to jeszcze raz przez wielki sentyment. W końcu to był mój debiut w Teatrze Nord-Ouest.

30 października wznawiamy Tailleur pour dames. Podejrzewam, że przygoda z tą sztuką jeszcze długo się nie skończy. Niestety nie będę mogła wziąć udziału w trzech ostatnich spektaklach w tym roku (27, 28 i 31 grudnia), ponieważ w tym czasie będę w Polsce.

4 listopada odbędzie się premiera sztuki La Bataille de Kosovo w reżyserii Nathalie Hamel. Będę miała przyjemność wcielić się w rolę Vukosavy, córki księcia Serbii. Przyznaję, że śpiewanie i mówienie po serbsku będzie sporym wyzwaniem.

Mała ilustracja mojej sceny.
Bilety w cenach 23€, 13€, 10€ i 6€ do nabycia w kasie teatru, na billetreduc.com lub za moim pośrednictwem.


Théâtre du Nord-Ouest
13 rue du faubourg Montmartre
75009 Paris

lundi 13 octobre 2014

Quand je pense qu'on va vieillir ensemble.

Wczoraj miałam okazję zobaczyć Quand je pense qu'on va vieillir ensemble trupy Les Chiens de Navarre w Teatrze Des Bouffes du Nord. Jako że spektakl okazał się dosyć interesujący, postanowiłam napisać o nim parę słów.

Najpierw kilka słów o samym teatrze. Les Bouffes du Nord jest teatrem dosyć specyficznym. Otwarty w drugiej połowie XIX wieku, obecnie wpisany na listę zabytków, jest uważany za jeden z najlepszych teatrów w Paryżu i za jedną z najbardziej specyficznych scen, ponieważ nie wpisuje się w żaden typ sceny (nie jest ani włoska ani niemiecka). Przestrzeń, którą normalnie nazwałabym kulisami jest odkryta, sala kojarzyła mi się raczej z cyrkiem. Sam teatr wywołuje bardzo dobre pierwsze wrażenie zaraz po wejściu. Foyer utrzymane jest w stylu z początku XX wieku, bardzo zadbane. Kasa, księgarnia i kameralny bar utrzymują klimat. Korytarze, klatki schodowe prowadzące na balkony i drewniana podłoga sprawiają wrażenie jakby czas zatrzymał się w tym miejscu. Przenosimy się do teatru z końca XIX wieku, otoczonego tajemniczą atmosferą, specyficznym zapachem. Dosyć dziwne, ale przyjemne wrażenie. A potem wchodzimy do sali i nie wierzymy własnym oczom. Bo owszem, czas w teatrze się zatrzymał. I o ile działa to na korzyść korytarzy, o tyle sala przyprawia o zawał serca. A przynajmniej nie tego się spodziewałam, kiedy już poddałam się lekko kabaretowej atmosferze wspinając się na mój drugi balkon. Okazało się, że sala jest po prostu pozostawiona sama sobie i nie była remontowna od przynajmniej 50 lat. Obdrapana farba, łatane dziury w ścianach, ładne, ale niemiłosiernie brudne zdobienia przyprawiają o dreszcze. Balkony sprawiają wrażenie jakby miały się zaraz zawalić. Do tego brak kurtyny i wnętrzności teatru na wierzchu. Wrażenie piorunujące. A może to ze mną jest coś nie tak, bo przyzwyczaiłam się do pięknych, wymuskanych sal? Niemniej jednak wygląd sali nie przeszkadza w odbiorze spektaklu. Przypuszczam też, że jest zamierzony. Szybko się przyzwyczaiłam i dałam się ponieść niezwykłemu klimatowi.

Sala i widownia.
Źródło: www.bouffesdunord.com
Po ostatniej sobocie spędzonej na niewygodnych ławkach w Teatrze Narodowym La Colline, gdzie przez bite 3 godziny nudziłam się na Le Capital et Son Signe, bardzo sceptycznie podeszłam do kolejnej propozycji wykładowcy, czyli Quand je pense qu'on va vieillir ensemble. Oczywiście rozumiem, że Les Chiens de Navarre są jedną z nielicznych trup, które praktykują écriture collective, czyli spektakle pisane przez kilku autorów lub przez samych aktorów, opierające się na improwizacji i ewoluujące na przestrzeni czasu, i że wybrałam sobie zajęcia, które zajmują się tym zjawiskiem (mimo że bardziej motywował mnie do wyboru wykładowca niż temat), to i tak podchodziłam do tego jak pies do jeża. Szczególnie, kiedy przed spektaklem trupa umazana czerwoną farbą i zachowująca się jak ludzie pierwotni grała w pétanque na scenie,
I niesłusznie!
O ile Le Capital et Son Singe inspirował się dziełem Marxa i nie zawierał żadnych wiadomości dydaktycznych przez co zrozumienie sztuki było bardzo utrudnione, o tyle Quand je pense qu'on va vieillir ensemble powstało ze skrawków codziennego życia. Problemy społeczne, kursy doszkalające, miłość, samotność posunięte do absurdu, to tylko niektóre z tematów poruszanych podczas spektaklu. Mimo że nie ma w nim żadnego logicznego ciągu zdarzeń oraz nasilenia absurdu z biegiem czasu, to sztukę ogląda się bardzo przyjemnie, z zaciekawieniem i poruszeniem.
Na szczególną uwagę zasługują aktorzy, których rola nie jest ograniczona do zwykłego deklamowania tekstu, ale do intensywnej pracy ciałem oraz do wyzbycia się wstydu, czy oporów. W niektórych scenach, aktorzy paradują nago. Sama byłam zaskoczona kiedy jeden z aktorów zdjął spodnie i zaczął bawić się swoim penisem. Analizując grę i rozwój postaci dzisiaj rano, miałam wrażenie, że Les Chiens de Navarre inspirują się teoriami Antonin Artaud, Jerzego Grotowskiego i Bertolta Brechta.
Jednak nieważne kim się inspirowali. Ważne, że spektakl wyszedł zaskakujący i godny uwagi, nie ze względu na historię (której nie ma), ale ze względu na grę, sposób przedstawienia oraz na światła i muzykę, które cieszą oczy i uszy. Kreacja wybitnie udana.






Quand je pense qu'on va vieillir ensemble będzie grane jeszcze do przyszłej niedzieli 18 października.
Bilety w cenach od 12€ (-26 lat) do 30€ (Kategoria 1) do nabycia w kasie teatru.

dimanche 5 octobre 2014

Musicale w Paryżu.

Często dostaję pytania jakie musicale są właśnie grane w Paryżu lub co warto zobaczyć. Powoli wypadam z obiegu jeśli chodzi o ten temat, ponieważ brakuje mi czasu na przyjemności i co raz częściej idę do teatru, bo muszę zobaczyć jakąś sztukę na zajęcia albo żeby w jakiejś zagrać. Niedawno wróciłam z Théâtre de la Colline, gdzie poszłam obejrzeć Le capital et son singe (Nie polecam. Za długie i zrobione w niezbyt ciekawy sposób.), zamiast iść do Théâtre du Nord-Ouest żeby zobaczyć Le Cid. Dlatego, żeby zrobić mały przegląd musicali w Paryżu, musiałam posiłkować się billetreduc.com. Na razie nie widziałam żadnego spektaklu z poniższej listy.

1. Mistinguett, reine des années folles, Casino de Paris.
Od 18 września 2014 do 4 stycznia 2015.
Cena biletu: od 20€ do 79€.

Na pewno zobaczę ten musical. Opowiada on historię Mistinguett, pierwszej divy paryskich kabaretów. Myślę, że jest to najciekawsza propozycja tego sezonu nie tylko ze względu na temat, ale również na poziom produkcji.


2. Le Bal des Vampires, Théâtre Mogador.
Od 16 października 2014 do 31 września 2015.
Cena biletu: od 25€ do do 150€.

Druga dosyć wyczekiwana pozycja. Bilbordy w metrze głoszą, że musical reżyserował sam Roman Polański. Pewnie się wybiorę. Tak z sentymentu, mimo że nie jestem fanką produkcji z Teatru Mogador.


3. Flashdance, Théâtre du Gymnase Marie-Bell.
Od 23 września 2014 do 7 marca 2015.
Cena biletu: od 20€ do 95€.

Nie wiem dlaczego, ale ten musical nie jest w ogóle reklamowany. A szkoda, bo ma fajną trupę. Wiem o nim tylko dlatego, że Claire Perot napisała o nim na facebooku. I pewnie wybiorę się na niego, tylko dlatego, że Claire Perot w nim gra.



4. Salut les copains, Folies Bergères.
Od 5 do 12 października 2014.
Cena biletu: od 14,50€ do 85€.

Próbuję się wybrać na ten musical od 2 lat i nigdy mi to nie wychodzi. A podobno fajny, bo na podstawie piosenek z lat 60.


5. Love Circus, Folies Bergères
Od 28 października do 21 grudnia 2014.
Cena biletu: od 29€ do 85€.

Powiedzmy sobie szczerze: mam świra na punkcie wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z kabaretem czy cyrkiem. Siłą rzeczy na pewno pójdę na ten musical. Od znajomych słyszałam same pochlebne opinie, więc czemu nie?


6. Dirty Dancing, Palais des Sports
Od 15 stycznia do 1 marca 2015.
Cena biletu: od 39€ do 77€.

Można zrobić musical ze wszystkiego? Można. Z filmu też? Też. Na to akurat się nie wybiorę, ponieważ historia jest tak oklepana, że nawet nie chce mi się oglądać tego po raz 50 w telewizji.


mercredi 1 octobre 2014

Nuit Bouffe - dzień po.

Ça y est! C'est fait!

Pierwsza publiczna lektura Nuit Bouffe za mną.

Trema była ogromna, a przygotowań i prób nigdy wystarczająco dużo (temu tematowi poświęcę oddzielny artykuł), ale udało się. I nie dlatego, że jestem geniuszem, bo do tego mi daleko, ale dlatego, że mam wspaniałą ekipę, która wierzy w tej projekt i dzięki której moje marzenie powoli się realizuje. Mam nadzieję, że niebawem ogłoszę datę wielkiej premiery Nuit Bouffe i że spotkamy się na scenie (i widowni) w tym samym składzie.

Z tego miejsca pragnę podziękować najlepszej ekipie jaką mogłam sobie wymarzyć: Laurent Brusset, Marie Mougenot, Jean-Luc Bouzid, Hélène Robin, Love Bowman, Eric Veiga i Bernard Lefebvre. Wszystkim, którzy przyszli żeby nas posłuchać, szczególnie Łukaszowi Liniewskiemu, Holly z bloga Dziennik Paryski oraz Sylwi, której niestety nie skojarzyłam (ale jeśli czytasz tego bloga, to odezwij się proszę). Dziękuję również Ina Photographie za zdjęcia i za cierpliwość do mnie. :)

To był najpiękniejszy wieczór w moim życiu i nie mogłam sobie wyobrazić piękniejszego prezentu niż prezentacja mojej sztuki. Kolejny krok za mną i zbliżam się powoli do celu. Ale najważniejsze jest to, że kocham to, co robię.

Na koniec kilka zdjęć z tego wyjątkowego wieczoru.

Kilka chwil przed. 


Hélène Robin w roli Madame Marguerite.

Bernard Lefebvre i Eric Veiga.
Love Bowman w roli Marii.


Laurent Brusset w roli Lucien.


Grając dostałam dziwnego szczękościsku.

I robiłam głupie miny.



Jean-Luc Bouzid w roli Frederica. 

Dużo głupich min.


I ja w roli Rosy.

Inni za to przybierali dziwne pozy.

Ale duma na koniec była bezcenna. Po lewej Marie Mougenot w roli Loulou.