vendredi 28 novembre 2014

Exhibit B

Od kilku dni często i gęsto mówi się o wystawie/performence/instalacji/zwał jak zwał Exhibit B autorstwa Bretta Bailay'a, którą można obecnie oglądać w Théâtre Gerard Philipe w Saint-Denis. Performance wywołał poruszenie, ponieważ Bailay zdecydował się pokazać historię kolonializmu oraz okresu postkolonialnego za pomocą żywych ludzi w klatkach. Takie ludzkie zoo. W dodatku zatrudnia do tego amatorów, ludzi z ulicy, a nie aktorów. A żeby było ciekawiej to czarnoskórych.

Jak można łatwo wywnioskować po tym krótkim opisie, polemika, a raczej bojkot instalacji opiera się głównie na zarzutach o rasizm, ksenofobie i tym podobne, tym bardziej, że Brett Bailey, mimo że pochodzi w Południowej Afryki, jest biały. 

Źrodło: http://mg.co.za/article/2014-09-27-brett-bailey-speaks-out-the-intention-of-exhibit-b-was-never-hatred

Żeby nie było, że wypowiadam się na ten temat, a nie widziałam tego performance'u na własne oczy (jak większość przeciwników, którzy wołają o ocenzurowanie tego ludzkiego zoo), wybrałam się do teatru jak tylko mogłam. Rozumiem, że ta wystawa może szokować, ale uważam, że szok jest jednym z najlepszych metod, by uświadomić nam skalę jakiegoś problemu czy konsekwencji jakiegoś wydarzenia. Dlatego uważam, że metoda obrana przez Bailay'a jest świetna. W dodatku wybrał takie sceny, którym nie można zarzucić, że są przesadzone. Trafił w samo sedno. Dlatego nie widzę nic złego w tym performance.

Mimo tego zewsząd podnoszą się głosy, że zamykanie czarnoskórych w klatkach i wystawianie ich jak w zoo to rasizm. Otóż nie. Po pierwsze, osoby biorące udział w tej instalacji są tak dobrowolnie. Nie są niewolnikami. Po drugie, nikt nie nawołuje do dyskryminacji czy nienawiści. Raczej chodzi o przełamanie barier i wytknięcie błędów, które popełnili nasi przodkowie. Żeby już nikt nigdy nie popełnił takich samych błędów. Przecież aż do lat 60 ubiegłego wieku, czarnoskórzy byli dyskryminowani w Stanach Zjednoczonych, mimo że niewolnictwo zniesiono pod koniec XIX wieku. 

Osobiście lubię kiedy sztuka angażuje się w różne sprawy, które dotyczą nasze społeczeństwo. Uważam, że to jedno z najpiękniejszych zadań sztuki: bawić, uczyć, pokazywać różne punkty widzenia, różne opinie, być ponad podziałami. Dlatego nie mam nic przeciwko kiedy sztuka teatralna mówi o polityce, albo kiedy komik wyśmiewa przywary społeczeństwa, krytykuje religię itd. Uważam, że jest to dziedzina bez granic, która potrafi się dostosować do wszystkiego i wszystko przyjmie.

Ale do pasji doprowadzają mnie osoby, które próbują ograniczyć tę wolność słowa zarezerwowaną dla sztuki. I to w dodatku bezpodstawie. Zaczynając od przeciwników Exhibit B, przez przeciwników Golgota Picnic, po jakąś panią piszącą dla Fronda.pl, która stwierdziła, że Teatr Roma w Warszawie obraża katolików (link do artykułu). Sztuka, nieważne czy jest to teatr, kino czy malarstwo, nie jest po to by dostować się do przekonań religijnych czy politycznych każdego z nas. Jest po to by pokazywać różne punkty widzenia. Jeśli komuś to nie pasuje, to może zrezygnować z obejrzenia filmu/sztuki/wystawy czy przeczytania książki. Jesteśmy dorośli, więc sami podejmujemy decyzję, co jest dobre dla naszej kultury, a co nie. 
Ja, jako aktorka, nie zastanawiam się nad poglądami osób, którzy przychodzą obejrzeć sztuki z moim udziałem. Chcę im przekazać jakąś historię, coś im pokazać. Tak samo jest w przypadku aktorek z Bad Little Bubble B. Spektakl mówi o pornografii w bardzo dosadny sposób, a dziewczyny biegają nago po scenie, ale to nie znaczy, że promują pornografię. Tak samo Exhibit B nie promuje rasizmu.