mercredi 12 novembre 2014

Studia a pasja.

Jakiś czas temu usłyszałam, że głupotą jest iść na studia ściśle związane z tym, co nas pasjonuje, bo tracimy zapał do tej pasji. I powiedzieli to studenci... Na szczęście, ci studenci nie powiedzieli mi tego w twarz, tylko w jakimś filmiku na youtube'ie. Bo inaczej chyba bym ich zgromiła. 

Jako studentka teatrologii i byłą studentka romanistyki, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że wybrałam moje studia ze względu na pasję, a nie przez wizję wielkiej kariery czy pieniędzy jakie przynosi dany zawód, czy, o zgrozo!, bo rodzice. Filologia romańska była moim planem B, w razie jakby nie wyszło z Akademią Teatralną. Długo szukałam planu B, ponieważ nie wyobrażałam sobie studiować coś, co mnie w ogóle nie interesuję. Nie widziałam siebie na socjologii, prawie czy innym popularnym kierunku, który mnie nie interesuje. Wychodzę z prostego założenia, że życie mamy tylko jedno i jest zbyt krótkie by marnować je na coś, co nas nie interesuje. Wybrałam romanistykę, bo interesował mnie język i literatura. Studia przerwałam po trzech latach, ale nie dlatego, że romanistyka zabiła moje zainteresowanie językiem francuskim (bo nie zabiła), ale dlatego, że nie miałam wtedy wystarczającej wiedzy jak pokierować moimi studiami tak, żeby wyciągnąć z nich jak najwięcej i żeby się nie zmęczyć. W dalszym ciągu uważam za zabawne to, że widzę/słyszę rzeczy, o których Fracuzi nie mają pojęcia i że literaturę francuską mam w małym palcu. Lubię korzystać z tej wiedzy. W dodatku bez tych studiów nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. 
Będąc na teatrologii, którą też wybrałam dlatego, bo mnie pasjonuje, czerpię niesamowitą przyjemność ze studiowania. Przede wszystkim dlatego, że wiem jak kierować moimi studiami. Wiem o czym chcę pisać magisterkę czy później doktorat, więc wybieram przedmioty, które przydadzą mi się w przyszłości. W dodatku, jestem perfekcjonistką, więc w to mi graj, że jestem zasypywana zewsząd różnymi informacjami i że do teatru chodzę z długopisem i zeszytem. Nawet jeśli teatrologia odebrała mi pewną naiwność kiedy oglądam jakiś spektakl, bo w myślach nieświadomie rozkładam spektakl na części pierwsze, widzę każdy mechanizm i każdy błąd, to i tak jestem pełna zdrowego zapału. Podobnie było z francuskim - rozkładałam zdania na czynniki pierwsze... W sumie nadal to robię...
Dzięki tej pasji, która pchnęła mnie na taki a nie inny kierunek studiów, i dzięki której z przyjemnością chodzę na uczelnię, myślę, że będę lepszym pracownikiem. Bo będę pracować z pasją. Kiedyś zarzekałam się, że nie będę pracować za biurkiem. Teraz spędzam wiele godzin za biurkiem jako tłumacz. Ale nie wytrzymałabym tego, gdybym nigdy nie interesowała się tłumaczeniem czy też gdybym pracowała na innym stanowisku, na przykład jako sekretarka. 
Dlatego nie widzę sensu w studiach, które wybieramy ze względu na modę (zastanawiam się ilu spośród tych 6-7 tysięcy absolwentów  prawa rocznie będzie pracowało w zawodzie...), czy pieniądze lub prestiż jakie dany zawód może przynosić, albo jeszcze gorzej: bo rodzice kazali. Wydaje mi się, że osoby, które wybierają studia motywując się jednym z tych trzech powodów, nie mają zbyt bogatej osobowości. Osobiście, nie chciałabym wpaść w ręce lekarza, który wybrał ten zawód, bo rodzice mu kazali, ale nie ma w sobie za grosz pasji. Tak samo jak nie chciałabym wpaść w ręce prawnika (a to u mnie temat na czasie ostatnio), który poszedł na studia, bo chciał dużo zarabiać, a żeby przejść te pięć lat ściągał na egzaminach i w rezultacie nie umie obronić mojej sprawy. 

Zachęcam wszystkich obecnych i przyszłych studentów do wybierania studiów, które będą im się podobać i które zrobią z przyjemnością. Bez zbędnych motywacji. Bo lepiej jest spotkać kogoś kompetentnego i z pasją, niż kogoś znudzonego życiem.