mardi 9 décembre 2014

Ulubiona tradycja świąteczna.

To pierwszy raz kiedy biorę udział w zabawie/wyzwaniu blogowym. Temat, z którym zetknęłam się pierwszy raz na blogu Madou bardzo przypadł mi do gustu i tym samym odkryłam też nowego bloga, czyli organizatorkę wyzwania Ulę z bloga senmai.pl.
Przez 5 kolejnych dni będę pisała o rzeczach okołoświątecznych. Listę tematów znajdziecie poniżej.


Dzisiaj kilka słów o mojej ulubionej tradycji świątecznej.

Jakkolwiek to zabrzmi, moją ulubioną tradycją jest lepienie pierogów. Od kiedy pamiętam, wieczorem 23 grudnia, stajemy z babcią w kuchni i otwieramy fabrykę pierogów. Babcia wygniata i rozwałkowuje ciasto, a ja nakładam na nie farsz i zlepiam. Moja mama i młodsza siostra nie lubią tego robić. Tradycja jest tak silna, że dwa lata temu babcia czekała na mój przylot do Polski żeby zrobić pierogi. A przyleciałam wtedy 24 grudnia rano! Pierogi są moją ulubioną potrawą wigilijną.
Przyznaję, że lepiąc pierogi migam się od sprzątania. Wolę pomagać w kuchni niż jeździć na odkurzaczu, więc zazwyczaj to ja kroję warzywa na sałatkę, a siostra pomaga w sprzątaniu.

Inną tradycją raczej okołoświąteczną niż stricte świąteczną, którą uwielbiam są jarmarki bożonarodzeniowe w Paryżu. Odkąd mieszkam za granicą, zaczęłam bardziej doceniać czas spędzony w Polsce, szczególnie Święta Bożego Narodzenia. Dlatego jarmarki są dla mnie czymś w rodzaju symbolu okresu przedświątecznego. Kiedy na Champs Elysées pojawiają się białe domki, iluminacje świateczne i Mikołaj w dmuchanej kuli, wiem, że już niedługo będę w Polsce. Nigdy nie mogę sobie odmówić grzanego wina, tartiflette czy truskawek oblanych czekoladą. Ogarnia mnie też błogie bożonarodzeniowe szaleństwo i dzika chęć kupowania prezentów. A ja bardzo lubię kupować prezenty!