jeudi 8 janvier 2015

Je suis Charlie.

Dzień zaczął się od zamkniętej stacji metra Richard Lenoir na linii 5. Zastanawiałam się czy przez Paryż nie przetacza się jakaś manifestacja, bo stacje zamknięte z powodów bezpieczeństwa nie są codziennością. Bardzo rzadko kręcę się w tamtej okolicy, więc szybko o tym zapomniałam i dotarłam na uczelnię bez większych problemów.

To miał być wielki dzień dla mojego roku. Walczyliśmy o swoje prawa. Jeden wykładowca, z którymi mieliśmy wykłady notorycznie spóźniał się na zajęcia albo w ogóle nie przychodził. W końcu sprawa wylądowała u dyrektora departamentu, bo egzamin się zbliżał, a my przerobiliśmy zaledwie 1/5 tego, co powinniśmy. W dodatku estetyka teatralna, nie jest przedmiotem, który jest łatwo nadrobić samemu. Wykładowca, który na każdym kroku podkreślał, że ma Bac +12 (na polski: profesor zwyczajny, nadzwyczajny, niezwyczajny, habilitowany i kanonizowany), zobowiązał się do tego, że egzamin będzie tylko z tego,  co na zajęciach, a resztę nam wyśle żebyśmy sobie doczytali. My chcieliśmy jednak zaliczenia, a nie egzaminu, bo zaliczenie nie będzie się liczyć do średniej. Nie zgodził się. Materiałów też nie wysłał... Postanowiliśmy wywalczyć więc nasze prawa i zbojkotować egzamin. Dlatego postanowiliśmy zrobić rewolucję i zablokowaliśmy wejście do sali. Własnymi ciałami. Cały rok jak jeden mąż. Przy aprobacie ochrony, innych wykładowców, studentów i dyrekcji.
Kiedy wykładowca przyszedł (spóźniony 15 minut), myśleliśmy, że się rozpłacze. Po długiej dyskusji, udało nam się wywalczyć zaliczenie. Wywalczyliśmy nasze prawa, tak jak jest to zapisane w statucie uczelni. To było coś niesamowitego.

Poszliśmy to opić do pobliskiej restauracji. Tam dowiedzieliśmy się, że kiedy my robiliśmy swego rodzaju rewolucję, żeby mieć wolność wyboru i dostęp do naszych studenckich praw, ktoś próbował ograniczyć wolność słowa dokonując zamachu na siedzibę satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo. W imię religii.

Wolność słowa to pierwsze prawo zapisane w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela w 1789 roku. Zamach na nią w imię chorej ideologii, w kraju, który ją uchwalił godzi nie tylko we Francuzów, ale w całą cywilizację europejską.
Jestem poruszona tym, co się stało. Dobrze znałam Charlie Hebdo i miałam wrażenie, że ten tygodnik mówi głosem ludu, tak jak mój rok przemówił dziś głosem studentów. Zamachowcy zabili 12 osób, próbowali rzucić Francję na kolana, a sprawili, że 66 milionów mieszkańców Francji powstało i mówi jednym głosem.

Je suis Charlie.

Razem na placu Republiki w Paryżu.