dimanche 12 avril 2015

Studia we Francji.

Mój drugi rok studiów we Francji właśnie dobiega końca. Sesja tuż tuż o czym świadczy moje idealnie wysprzątane mieszkanie i napięty planing zakładający dokładne przejrzenie zasobów dwóch uczelnianych bibliotek. Dlatego pomyślałam, że to dobry moment na opisanie jak wygląda nauka na francuskiej uczelni i porównanie jej z polską.

Dla przypomnienia: studiuję teatrologię na Université de la Sorbonne Nouvelle Paris 3. W Polsce studiowałam filologię romańską na Uniwersytecie Warszawkim, więc jakiekolwiek porównania będę opierać na moim doświadczeniu z tymi konkretnymi studiami. 

Zacznijmy od rekrutacji
Na UW, i zapewne na inne polskie uniwerki również, dostają się osoby z najlepszymi wynikami matur, które potem są przeliczane na punkty. Do tej pory pamiętam stres kiedy odbierałam świadectwo maturalne i modliłam się o minimum 75% z francuskiego, bo taki wtedy był próg na UW.  O ile rozumiem taki system rekrutacji na studia medyczne, gdzie wiedza z chemii i biologii jest niezbędna, o tyle na inne kierunki nie bardzo. Mocno ograniczona ilość miejsc na niektórych kierunkach sprawia, że przyjmowani są tylko najlepsi maturzyści i olimpijczycy. Jednak wynik matury nie oznacza, że taka osoba dotrwa do końca. Duża część studentów odpada w ciągu pierwszego roku, bo albo noga się podwinęła na egzaminie, albo jednak studia są za trudne albo w ogóle to nie to. Tym samym ci studenci blokowali miejsca podczas rekrutacji, przez co ktoś może mniej zdolny, ale bardziej zdeterminowany stracił swoją szansę. 
Jak ten problem rozwiązali Francuzi? Po prostu nie patrzą na wyniki z matury, ale na motywację oraz na plany jakie kandydat może mieć w związku ze swoimi studiami. Razem z maturą składa się list motywacyjny oraz CV, w których trzeba określić, co do tej pory zrobiło się w danym kierunku (CV) i co chce się robić w przyszłości (list motywacyjny).
Czy zatem matura nie jest ważna? Oczywiście, że jest. Świadczy o ukończeniu pewnego etapu edukacji i o gotowości do kolejnego, jednak ze względu na różne rodzaje matur we Francji, nie można po prostu brać jej pod uwagę jako jedynego kryterium w rekrutacji na studia. Na moim roku sporo jest osób, które zdały Bac S, czyli maturę z przedmiotów ścisłych, więc teoretycznie nie powinny w ogóle znaleźć się na studiach humanistycznych.
Jeśli chodzi o studia przygotowujące do dobrze platnych i obleganych zawodów (studia prawnicze, medyczne, handlowe czy inżynierskie) to tutaj sprawa ma się inaczej. Po maturze trzeba iść do classe préparatoire, czyli spędzić rok lub 2 lata na przygotowywaniu się do egzaminu wstępnego do wybranej szkoły.

Dostanie się na studia oznacza spotkanie pierwszego stopnia z sekretariatem. Poświęcimy temu zjawisku trochę więcej uwagi ponieważ jest to niezwykle ważny element w życiu francuskiego studenta.
Pierwszy kontakt z sekretariatem mamy po otrzymaniu maila, a następnie listu z tą radosną wiadomością o przyjęciu na studia. Trzeba wtedy udać się na uczelnie żeby donieść kopie świadectw, listu motywacyjnego i wszystkich innych papierów, które wysyłało się wraz ze swoją kandydaturą. Do tego trzeba donieść zdjęcie do legitymacji i czek z wpisowym (lub uiścić płatność przelewem albo kartą). Zauważcie, że chodzi tu o kopie. Nikt nigdy nie poprosi o oryginał świadectwa maturalnego z racji tego, że wszystkie dokumenty muszą zostać na uczelni. Oczywiście można to zrobić listownie, ale polecam wizytę osobistą, chociażby po to żeby dowiedzieć się gdzie znajduje się jeden z trzech sekretariatów, w których będziemy bywać w trakcie studiów, no i żeby odebrać od ręki legitymację czy zaświadczenia potrzebne do stupedium czy chociażby do wyrobienia biletu studenckiego. Tak... Są 3 sekretariaty. Nie jeden. Ten pierwszy to Scolarité, który zajmuje się oficjalnymi papierami. To tu też płaci się co roku wpisowe. Owszem, studia są bezpłatne w teorii. Jednorazowe wpisowe pokrywa koszty wizyty lekarskiej oraz inne wydatki uczelni i wynosi obecnie 181€ dla licencjatu i 250€ dla studiów magisterskich. Dodatkowo trzeba opłacić ubezpieczenie zdrowotne (ok. 200€). Jak już wspomniałam - to wpisowe płaci się co rok, tak samo jak co rok trzeba potwierdzać chęć kontyuowania studiów wysyłając te same papiery + oceny z poprzedniego roku. 
Student może zrezygnować z opłacenia ubezpieczenia zdrowotnego jeśli pracuje (musi wtedy przedstawić kontrakt i odcinek wypłaty lub Europejską Kartę Zdrowia jeśli jest z kraju UE). Student jest też zwolniony z wpisowego jeśli ma stypendium socjalne z CROUS. Wtedy musi pokryć jedynie koszty wizyty lekarskiej, czyli wpłacić 5€. 

Kiedy już dostaniemy legitymację, a co za tym idzie numer studencki, możemy dostać się do francuskiego odpowiednika USOSa. 
Francuski USOS - iSorbonne - wiesza się równie często co USOS UW, ale niestety nie da się bez niego żyć. To kopalnia informacji na temat przebiegu studiów, ocen, ogłoszeń, zapisów na zajęcia i egzaminy.  No i tutaj znajdziemy również wiadomości z sekretariatów oraz od wykładowców. 
Pod iSorbonne podlega iCampus, na który wykładowcy wrzucają różne materiały czy slajdy jeśli mają taką potrzebę, co bardzo ułatwia nam przygotowanie do egzaminów!

Rok akademicki zaczyna sie we wrześniu od dni adaptacyjnych (pré-rentrée), podczas których można poznać kampus, wykładowców czy program studiów. Najwyraźniej wykładowcy lubią te dni adaptacyjne, ponieważ są oneorganizowane zarówno dla 1 roku jak i dla 2 i 3, a potem dla studiów magisterskich. Dni adaptacyjne odbywają się jeszcze przed zapisami na zajęcia. Same zajęcia zaczynają się w ostatnich dniach września. W tym roku był to 29 września, w przyszłym będzie to 21 września. Rok dzieli się na 2 semestry po 12 tygodni zajęć każdy. W tym czasie mamy mniej-więcej 6 tygodni ferii - tydzień w listopadzie, tydzień w styczniu między semestrami, tydzień w lutym i tydzień w kwietniu oraz 2-tygodniową przerwę świąteczną w grudniu. Te tygodniowe przerwy w listopadzie, lutym i kwietniu mają nam pomóc nadrobić materiał, doczytać książki i ogółem przygotować się do egzaminów. Założenie dosyć szlachetne, ale kompletnie się nie sprawdza. 

Na zajęcia zapisujemy się krótko przed rozpoczęciem semestru. Plan zajęć jest dostępny na stronie wydziału mniej-więcej 24h przed rozpoczęciem zapisów. Oczywiście wszystko odbywa się drogą internetową, ale jest jedna rzecz, która mnie zaskoczyła - nie ma przepychanek. Pamiętam, że na romanistyce to była walka na śmierć i życie, a potem płacz, że w grupie zabraklo miejsc i nic się z tym nie dało zrobić. Na moim wydziale grupy są wystarczająco duże by pomieścić wszystkich chętnych, a jakby zabraklo miejsc to zawsze można udać się do Sekretariatu nr 2 i się przepisać. 
Sekretariat nr 2 to nic innego jak sekretariat wydziałowy.  To tutaj zgłaszamy się ze wszystkimi problemami. Ja swój sekretariat bardzo lubię. Jeszcze się tak nie zdażyło żeby mi nie pomogli. Czuję po prostu, że to oni są dla mnie, a nie ja dla nich. 
Z sekretariatem na UW nie miałam zbyt wiele do czynienia, ale pamiętam, że większość spraw musiała przejść przez dyrektora do spraw studenckich, a każda prośba musiała być na papierze.

Przejdźmy teraz do zajęć.
Jak na prawie każdej uczelni, zajęcia dzielą się na wykłady (cours magistral) i ćwiczenia (travaux dirigés). Tak jak na romanistyce, wydział teatrologii narzuca mi listę przedmiotów, które mam zaliczyć żeby uzyskać odpowiednią ilość punktów ECTS i zaliczyć rok. Różnica jednak jest taka, że francuski uniwersytet dba o to żebym rozwijała się w kierunku, w którym chcę się rozwijać, a nie uczyła się tego, czym nigdy nie będę się zajmować tak jak to było na romanistyce w przypadku lingwistyki.
Już tłumaczę o co chodzi. Wydział narzuca nam pewną ilość przedmiotów obowiązkowych i jednakowych dla wszystkich. Te przedmioty mają dostarczyć nam wiedzę niezbędną do funkcjonowania w zawodzie. Oczywiście chodzi tutaj o wykłady oraz o zajęcia połączone z wykładami. Na pierwszym roku była to historia teatru, trochę kina, dramaturgia, analiza, metodologia. Teraz estetyka, przegląd reżyserów i form teatralnych itd. Zajęcia trwają po 1,5 godziny.
Pozostałe przedmioty dają możliwość rozwijania specjalizacji czy zainteresowań, poznawania nowych rzeczy. Każdy wykładowca proponuje temat zajęć, np. moja grupa z Théâtre et autres arts zajmuje się cyrkiem i kabaretem, a grupa z czwartku uczy się o operze. Oczywiście nie wszyscy wybierają zajęcia według zainteresowań. Ja uważam tę możliwość za wielką zaletę mojej uczelni i bardzo mi tego brakowało na romanistyce. Te zajęcia trwają 3 godziny. 
Inną grupą przedmiotów są specjalizacje (mineur/majeur). To rzecz stosunkowo nowa, bo weszła dopiero w tym roku. Zapisując się na studia możemy wybrać dodatkową specjalizacje (mineur), czyli kilka przedmiotów z innej dziedziny niż główny temat studiów. Zazwyczaj te specjalizacje są powiązane z kierunkiem studiów, więc na teatrologii można wybrać dodatkową specjalizację z literatury, kina czy angielskiego. Można też zostać przy swoim kierunku i wybrać renforcement disciplinaire, a tym samym dostać 2 dodatkowe zajęcia. Ja nie chciałam mieć dodatkowej specjalizacji, ponieważ zależało mi na tych zajęciach dodatkowych - zajęcia praktyczne, których tematykę również mogę wybrać i dodatkowy wykład. Oczywiście specjalizacje też mają swoje zajęcia dodatkowe. Zazwyczaj jest to wykład i jakiś inny przedmiot do wyboru. 
Ostatnią grupą zajęć są tzw. zapchaj dziury, czyli lektorat z języka obcego i przedmiot ogólnouniwersytecki (UE Libre). Na te 2 przedmioty trzeba zapisać się w Sekretariacie nr 3, który zajmuje się tylko tym. Zarówno język obcy jak i OGUN towarzyszy nam co roku, ale na szczęście nie trzeba zdawać egzaminu na poziomie B2 z języka obcego pod koniec 3 roku. Niestety oferta językowa na mojej uczelni jest dosyć uboga nad czym ubolewam. Chętnie pouczyłabym się jakiegoś nowego języka (np. rosyjskiego czy chińskiego), bo hiszpański i angielski wychodzą mi bokiem, włoski i portugalski średnio mnie interesują, a na niemiecki nie mogę się zapisać, bo nie ma zajęć od podstaw. Dlatego w tym roku postanowiłam darować sobie język obcy i poprosiłam o zwolnienie. Tak to jest możliwe! Mogłam poprosić o zaliczenie lektoratu, ponieważ mówię po polsku. 
Jeśli chodzi o przedmiot ogólnouniwersytecki to tu na ofertę nie mogę narzekać. Powiem nawet, że ciężko mi wybrać jeden przedmiot i zawsze mam dylemat między zwykłymi zajęciami, a zajęciami sportowymi. 

Jeśli chodzi o zaliczenia i egzaminy to do tej pory nie miałam egzaminów w sesji egzaminacyjnej.
Zajęcia można zaliczyć na 4 sposoby. Oczywiście to wykładowca wybiera sposób zaliczenia. Mamy więc albo 2 kolokwia (partiel) - jedno w środku semestru, drugie w ostatnim tygodniu zajęć, albo piszemy pracę semetralną (dossier) lub robimy prezentację (exposé) na jakiś temat i piszemy kolokwium na ostatnich zajęciach, albo mamy tylko jedną wielką pracę semestralną. Zazwyczaj kolokwia polegają na napisaniu tekstu argumentacyjnego na podany temat.  Tylko wyklady kończą się jednym wielkim egzaminem na ostatnich zajęciach i zazwyczaj zawierają więcej niż 2 pytania. Jesteśmy oceniani w skali od 0 do 20, gdzie 10 oznacza zaliczenie. Zdarza się jednak, że z jakiegoś powodu nie możemy dobić do tych upragnionych 10, więc tutaj z pomocą przychodzi nam compensation des notes.  Chwała temu, co wymyślił ten system. Compensation des notes to łączenie ocen. Działa to tak, że jeśli z jednego egzaminu otrzymałam 12/20, a z innego 8/20 to nie mam czym się martwić, bo kiedy połączy się te dwa egzaminy razem to da to nam 10/20 z każdego. Czyli zaliczone! Oczywiście możemy w takim wypadku poprawić ocenę podczas sesji poprawkowej i nie korzystać z tego przywileju. 
Jeśli chodzi o sesję poprawkową (rattrapage) to odbywa się ona w czerwcu i dotyczy dwóch semestrów na raz. Nie ma więc sesji poprawkowej zaraz po sesji zimowej. Ma to swoje plusy i minusy. Niewątpliwym plusem są wolne wakacje. Minusem jest niestety to, że lepiej jest jednak zdawać poprawkę na świeżo, a nie pół roku później. Dodam jeszcze, że nieobecność na egzaminie nie jest w żaden sposób karana i nie wpływa na prawo do poprawki czy na ocenę ogólną.
W ubiegłym roku studenci mieli prawo do 3 nieusprawiedliwionych nieobecności (absence). W tym roku, ze względu na ilość pracujących studentów, te 3 nieobecności zostały zniesione i nie obowiązuje już żadna reguła. Oczywiście lepiej być na zajęciach niż wagarować, ponieważ to wpływa na ocenę końcową z danego przedmiotu. Wykładowcy w dalszym ciągu sprawdzają listy obecności i mogą obniżyć ocenę końcową o 10% (czyli 2 punkty) jeśli student jest nieobecny więcej niż 3 razy. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie możemy się stawić na zajęciach lub godziny nam nie pasują, możemy poprosić o przejście na contrôle finale, czyli być zwolnionym z obecności na danym przedmiocie, a tym samym z ciągłej kontroli wiedzy i mieć tylko egzamin końcowy. Oczywiście w tym wypadku, sami staramy się zebrać notatki i wiadomości na dany temat.

Dla mnie jedną z największych zalet mojej uczelni są wykładowcy. Niezwykle kompetentni, pozytywni i zachęcający do nauki. Stanowią miłą odmianę po moich wykładowcach z romanistyki. Lubiłam ich, ale nienawidziłam sztucznego napompowania, wywyższania się, piętowania niewiedzy i wiecznej krytyki. Przyznam szczerze, że były przedmioty, na których bałam się odezwać, bo bałam się, że spadną na mnie gromy wykładowczej złości kiedy tylko zrobię błąd, co było dosyć frustrujące, bo przecież studiowałam język obcy. Do tej pory pamiętam jak mi się dostało kiedy na ćwiczeniach z literatury XIX wieku przeczytałam niechcący ail (czosnek) zamiast aile (skrzydło). 
Mylić się jest rzeczą ludzką. Przecież idziemy na studia, żeby się uczyć... Dlatego podoba mi się podejście moich obecnych wykładowców - Pomyliłeś się? Nic się nie stało. Jestem tu po to, by ci to wytłumaczyć.

Na koniec chciałabym się odnieść do tego, co słyszę dosyć często od innych, czyli czy faktycznie poziom nauczania jest niższy niż w Polsce. Moim zdaniem nie. Na pierwszym roku wydawało mi się, że poziom jest niższy, ale potem przyszła sesja i boleśnie zweryfikowała moje zdanie. 
Poziom może wydawać się niższy niż w Polsce jeśli polegamy tylko na tym, co przekazuje nam wykładowca na zajęciach. Jednak ta wiedza wystarcza nam tylko na zaliczenie egzaminu. Jak ma się trochę szarych komórek to może dociagniemy do 12/20. Jeśli jednak chcemy mieć lepsze wyniki, musimy sami poszerzać swoją wiedzę. Dlatego każdy wykładowca daje nam bibliografię, która ułatwia pracę poza zajęciami. Tak wygląda większość studiów we Francji. Jeśli uważamy się za dorosłych, to tak też musimy pracować. Wykładowcy są tylko po to, by nas pokierować we właściwą stronę.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i że dostarczyłam Wam cennych informacji. 
Jeśli macie jakieś pytania to zostawcie je w komentarzach pod tą notką. Na wszystkie odpowiem.