samedi 16 mai 2015

3 kroki do premiery - formalności.

Wpis o studiach we Francji, został bardzo ciepło przyjęty, dlatego, zastanawiając się nad przszłością bloga, postanowiłam zacząć pisać na jakiś konretny temat. A konkretniej pisać o tym na czym znam się najlepiej, czyli o teatrze, o studiach, ewentualnie o tym, co mnie porusza, czasami o Paryżu, jeśli jakiś temat mi się nawinie. Nie ukrywajmy - pierwszy zachwyt Miastem Świateł już mi minął, a o języku nie chcę pisać, bo nie zajmuję się tym w takim stopniu jak 3-4 lata temu. Jeśli jednak ktoś byłby zaintereowany tym, jak moje życie wygląda na codzień to zapraszam na Instragrama.

Jeśli czytacie tego bloga od dłuższego czasu, to wiecie, że napisałam sztukę o tytule, który sprawia problem Francuzom - Nuit Bouffe - i że od 2 lat pracuję nad tym, żeby ją w końcu wystawić. Myślę, że niebawem uda mi się tego dokonać, ale najpierw czekają mnie formalności administracyjne. Francja znana jest z biurokracji, więc i w tym przypadku nie ominie mnie stos papierów i administracyjnych absurdów.

Po pierwszę, muszę zarejestrować własną compagnie de théâtre, czyli trupę, grupę teatralną, zespół. Zwał jak zwał. Jako że nie wiem ile i czy w ogóle, moja trupa będzie przynosić zyski, lepiej żebym nie mieszała się na początku w spółki czy firmy, od których musiałabym odprowadzać podatki, mieć kapitał i wypełnić mnóstwo papierów. Dlatego na pewno zdecyduję się na association a but non-lucratif, czyli organizację non-profit. Moja trupa będzie wtedy mogła starać się o dofinansowanie od państwa, regionu lub departamentu (subventions de l"Etat ou des collectivités territoriales), w którym jest zarejestrowana. Oczywiście, nie ma nic od razu i pewnie wyłożę trochę pieniędzy z własnej kieszeni, żeby zrobić Nuit Bouffe, ale mam nadzieję, że będzie warto. To w jakim departamencie zarejestruję moją trupę jest niezwykle ważne, ponieważ ten departament będzie w przyszłości odpowiedzialny za wspieranie mojej trupy. Oczywiście najlepiej jest zarejestrować trupę w Paryżu lub w jednym z sąsiadujących departamentów, a nie gdzieś w La Creuse (najbiedniejszy departament we Francji). Oczywiście chodzi tu o pieniądze. Mogłabym napisać, że chodzi o publiczność (to też), ale to publiczność płaci. Brak publiczności oznacza brak zysku, więc w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do kasy. 
Formalności, żeby założyć organizację non-profit są minimalne. Po prostu musze iść do prefektury i ją zgłosić wskazując jednocześnie Prezesa organizacji i administratora lub skarbnika (nie pamiętam dokładnie). I tutaj zaczynają się absurdy biurokracji. Jako że chodzi o artystów, którym po jakimś czasie będzie przysługiwał status intermittent du spectacle (wymysł francuski. Po przepracowaniu 510 godzin w ciągu 10 miesięcy, artysta - aktor, muzyk, technik itd. - ma prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych przez 9 miesięcy. Każdy dodatkowo przepracowany dzień przedłuża jego prawo do zasiłku.), to żaden aktor czy reżyser z mojej trupy nie może zostać prezesem organizacji. Inaczej traci prawo do zasiłku. Dlatego najlepiej jest zarejestrować trupę na nazwisko osoby kompletnie nie związanej z teatrem (kolega, mama, ciocia, babcia). Problem się zaczyna kiedy pokłócę się z taką osobą lub kiedy zechcę zmienić organizację non-profit w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która niesie ze sobą ryzyko bankructwa czy długów. Źle wypełnione papiery mogą potem ściągnąć komornika na prezesa spółki, który nic nie zawinił, zamiast na winną osobę. 

Kiedy już zarejestruję moją trupę jako organizację non-profit, będę musiała postarać się o Licence d'entrepreneur de spectacles, bez której nie mogę wystawić spectaklu. Licencja jest bezpłatna, przyznawana na 3 lata przez DRAC (Direction Régionale des Affaires Culturelles) i podobno łatwo jest ją dostać za pierwszym razem, a trudniej odnowić. Również musi być założona na osobę trzecią. Licencja jest osobista i nie może być przekazana na kogoś innego. Jeśli osoba posiadająca licencję dla danej trupy odejdzie, to trzeba składać wniosek jeszcze raz. 
Istnieją 3 kategorie licencji:
1 - Dla osób posiadających miejsce, w którym są prezentowane wydarzenia publiczne. Najczęściej są to właściciele teatrów czy oper, ale także jakichś sal miejskich czy wydarzeń organizowanych w plenerze. 
2 - Dla producentów spektakli i organizatorów tournee, biorących odpowiedzialność za scenę i mogących zatrudniać innych.
3 - Dla osób chcących sprzedać spektakl (diffuseur de spectacles), ale nie mogacych zatrudniać innych.
Mnie osobiście interesują 2 licencję - 2 i 3 - chcę wyprodukować spektakl, grać go w jednym lub kilku teatrach oraz może sprzedać do poza Paryżem, na tak zwanej prowincji. 
Osoba starająca się o jedną z trzech licencji musi być pełnoletnia, mieć skończone przynajmniej 2 lata studiów potwierdzone dyplomem (nieważne w jakiej dziedzinie) lub mieć przynajmniej rok doświadczenia zawodowego lub przepracować minimum 500 godzin w domenie spektaklu. Ta osoba musi być również zarejestrowana w Registre du commerce et des sociétés (Rejestr Handlu i Spółek?) oraz nie może mieć żadnych przeciwskazań do prowadzenia działalności handlowej (capacité juridique d'exercer une activité commerciale). Oczywiście najlepiej będzie jeśli to prezes mojej szanownej trupy o nią poprosi. Ja, jako aktorka, nie mogę tego zrobić. 
Proste, co?

Trzecim i ostatnim etapem jest znalezienie teatru, który zechce ze mną współpracować na jakichś ludzkich zasadach. teatry we Francji dzielą się na publiczne/narodowe oraz prywatne dofinansowywane i prywatne bez dofinansowania. Zazwyczaj za tymi ostatnimi stoi jakiś producent, dzięki któremu ten teatr może przeżyć. Są również wyjątki jak Théâtre du Nord-Ouest, który ani nie ma dofinansowania (chociaż mógłby) ani nie ma za sobą producenta i utrzymuje się tylko ze sprzedaży biletów). W teatrach państwowych grają zazwyczaj trupy mające już jakąś renomę i spore dofinansowanie od państwa. Oczywiście jest to dobry kawałek chleba. Moja trupa, która dopiero będzie raczkowała, zwróci się w stronę prywatnych teatrów. 
Większość prywatnych teatrów chce żeby za spektaklem stał producent, który znajdzie pieniądze na wystawienie spektalu tak żeby wszystkim to się opłacało. Ja na razie takiego nie mam i pewnie jeszcze długo nie będę miała, dlatego mam dwa wyjścia: albo wyłożę okrągłą sumkę na wynajem sali (mniej-więcej 200€ za jeden wieczór) albo znajdę teatr, który wynajmie mi salę bez wykładania pieniędzy. Jak możecie się domyślić, nie śpię na kasie, więc wyłożenie minimum 200€ nie wchodzi w grę. Wątpię też żeby moi aktorzy zechcieli zrobić zrzutkę. 
W Paryżu mało jest teatrów, które chcą ryzykować i utrzymać spektakl tylko ze sprzedaży biletów. Zazwyczaj są to małe, trochę zapomniane teatrzyki. Zdarzają się też większe, bardziej znane teatry, które proponują mniejsze sale, podczas gdy na tych większych produkują się bardziej znani czy lepiej obstawieni artyści. 
Laurent Brusset, z którym wspólnie dążymy do tego by Nuit Bouffe ujrzała światło dzienne (o tej współpracy napiszę następnym razem), kazał mi rozeznać się w teatrach, które mogłyby ewentualnie nas przyjąć i kiedy wszystko będzie już gotowe po prostu udamy się do każdego z tych teatrów z naszą propozycją. Na pewno w jednym uda nam się zadomowić dzięki znajomościom. Resztę się zobaczy. Jeszcze przed premierą trzeba podpisać umowę z danym teatrem, która będzie zawierała ilość przedstawień oraz podział zysków ze sprzedaży biletów, tzw. cachet (gdybym miała producenta, który opłaciłby wynajem sali, to zyski ze sprzedaży biletów byłyby tylko nasze). Najpopularniejszym podziałem jest oczywiście pół na pół, ale zdarzają się również 20% do 80%, gdzie teatr dostaje 1/5 zysków, a trupa 4/5 lub odwrotnie - teatr bierze 80%, a trupa 20.

A gdyby udało nam się wyjechać w tournée... ale o tym napiszę innym razem.