mardi 16 juin 2015

Esprit de troupe.

Przez bardzo długi czas, moje wyobrażenie trupy teatralnej opierało się na porównaniu jej do trupy cyrkowej czy do opisów z XVII czy XVIII wieku. Przypuszczam, że Wy także, myśląc o trupie, widzicie grupę ludzi, która jest dla siebie jak rodzina, wszystko robi razem, świetnie się rozumie i  zawsze się wspiera. Kiedy wyjeżdżają razem, to przypomina to kolonie wakacyjne, a jeśli już zostają w mieście to nie mogą rozejść się po spektaklu do domu. 
Tymczasem, teatr to praca jak każda inna. Fakt, że moje relacje z innymi aktorami czy z reżyserem są o wiele bardziej zażyłe niż z kolegami z biura (chociaż i tutaj nie narzekam), jednak hierarchia i podział zadań jest bardzo podobny.

Niedawno doszło jednak do pewnego konfliktu, który wstrząsnął naszą małą rodzinką i nieźle ją podzielił. Siłą rzeczy, wszyscy musieliśmy zastanowić się nad tym, komu podlegamy jako aktorzy i kto ma prawo decydować o być albo nie być któregoś z aktorów. 

Wszysto zaczęło się od niewinnej uwagi Reżysera. 
Podczas jednego z przedstawień, jeden z aktorów wszedł na scenę z kieliszkiem wina. Oczywiście, Reżyser upomniał go po spektaklu zauważając dodatkowo, że aktor, w dalszym ciągu, nie zastosował się do jego rad jeśli chodzi o jeden z dialogów i gra go po swojemu, a nie tak jak Reżyser by sobie tego życzył. Te uwagi tak bardzo rozsierdziły owego aktora, że postanowił odejść z trupy w trybie natychmiastowym zrywając tym samym wszelkie umowy moralne czy finansowe i zostawiając 4 grane już spektakle na lodzie oraz piąty, który był dopiero w przygotowaniu. Oznaczało to, że Reżyser musiał znaleźć kogoś na zastępstwo w 2 dni i że ten ktoś musiał nauczyć się tekstu w 2 dni lub mniej. O ile przy trzech spektaklach aktorzy podzielili sobie role, o tyle La Thébaïde znalazła się w niezłych tarapatach. Wszystko działo się tak szybko, że o całym zamieszaniu dowiedziałam się dopiero w sobotę, kiedy weszłam do garderoby i zobaczyłam jakiegoś kompletnie nieznajomego faceta w stroju Hemona. 

Kilka dni później okazało się, że przyjaciel tamtego aktora postanowił również rzucić wszystkie spektakle, żeby okazać mu swoje wsparcie. Zostawił sobie jedynie rolę w La Thébaïde. Tym razem 3 spektakle znalazły się w bardzo poważnych tarapatach (w jednym facet grał na zmianę z innym aktorem). Reżyser się wściekł i postanowił ukarać aktora poprzez odebranie mu roli w La Thébaïde. Z tarapatów wybręliśmy obronną ręką, ale niesmak pozostał. 

 I tu zaczyna się cyrk.
Reżyser chciał się zemścić na Aktorze (tym drugim; tak go teraz będziemy nazywać) i wyrzucić go z trupy z dnia na dzień. Potrzebował jednak czasu żeby przygotować dwoch innych aktorów, którzy mieli przejąć po nim rolę. Wiadomość rozeszła się błyskawicznie wśród osób, które potępiały zachowanie Aktora. Wśród tych osób byłam i ja, mimo moich dobrych relacji z Aktorem. Kilka miesięcy temu pisałam o tym, że chcę zakończyć współpracę z Nathalie Hamel, ale że nie zakończę jej przed końcem okresu, na który się zaangażowałam. Taki okres wypowiedzenia pozwala na spokojne znalezienie zastępstwa. Aktor zaangażował się, że będzie grał do końca czerwca, więc powinien dotrzymać słowa. Tymczasem zerwał umowę w kwietniu. 

W trupie wrzało, szeptano po kątach, wymieniano informacje. Atmosfera była bardzo nerwowa, tym bardziej, że Aktor dawał nam również popalić swoim zachowaniem w La Thébaïde. Nie wiedział nic o planach Reżysera. W dodatku ten ostatni w ogóle nie pojawiał się w teatrze przez problemy rodzinne. 
Niestety, ściany mają uszy. Ktoś usłyszał rozmowę dwóch osób o planach Reżysera i powtórzył to Aktorowi. Ten wpadł w szał, a razem z nim jedna z aktorek. Wtedy Reżyser skontaktował się z nim, wytłumaczył swoją decyzję i zapowiedział mu, że 6 czerwca gra po raz ostatni. W między czasie owa aktorka dowiedziała się, że jedną z osób, która ma zastąpić Aktora, jest Laurent. Tak, mój Laurent. Owa aktorka była jedną z osób, które chciałam mieć w Nuit Bouffe, jednak po tym jak zobaczyłam smsy jakie wysłała do Laurent i po tym jak on kategorycznie odmówił dalszej współpracy z nią, jestem w kropce. 
Aktor, dalej kierowany dzikim szałem, postanowił zostać w trupie i przekabacić jak największą liczbę osób na swoją stronę żeby te postawiły się Reżyserowi i żeby on mógł dalej grać. Jak już wspomniałam wyżej, miałam dobre relacje z tym Aktorem, dlatego również zostałam zaproszona na kawę i tak dalej... 
Tak jak większość trupy, nie chciałam popierać żadnej strony, mimo iż uważałam, że to Reżyser decyduje o tym, kto ma zostać, a kto wylecieć. Chciałam być jak najbardziej neutralna w tym konflikcie, bo nie mnie on dotyczył. 

6 czerwca, Aktor ogłosił, że dyrektor teatru zadzwonił do niego i powiedział mu, że trupa ma zagłosować za zostawieniem Aktora w trupie lub przeciw. Sprytne kłamstwo bardzo szybko wyszło na jaw - każdy kto choć trochę zna dyrektora, wie, że kontaktuje się on tylko z reżyserami, a nie z aktorami. Ta próba manipulacji nieźle mnie rozzłościła. Wynik jawnego głosowania można było łatwo przewidzieć: garstka głosuje za, większość wstrzymuje się od głosu, Aktor zostaje. Reżyser już wcześniej kontatował się z dyrektorem, który jasno mu powiedział: twoja trupa - twój problem

9 czerwca, Laurent miał zagrać nową rolę po raz pierwszy. Niestety nie mógł, bo Aktor, i jego coraz większe ego, pojawiło się w teatrze i próbowało zmusić nas do głosowania. Odmówiliśmy, wiedząc już, że kłamał. Dlatego postanowił pokłócić się z Laurent, który, tak jak ja, chciał być neutralny w tym konflikcie. Kłótnia skończyła się wyzwiskami rzucanymi w stronę Laurent i kilku innych osób, które popierały Reżysera. 
Wtedy postanowiłam poprzeć jedną ze stron. Zachowanie Aktora było po prostu ordynarne i żałosne. Po facecie, który dobiega 50 oczekujemy trochę więcej dojrzałości. Opowiedziałam się za Reżyserem. Po pierwsze dlatego, że decyzje o tym kto zostaje w trupie, a kto z niej wylatuje podejmuje właśnie reżyser, a nie trupa. To tak jakby pracownicy podejmowali decyzje o zwolnieniu, a nie szef. Po drugie dlatego, że bardzo długo myślałam za kim i dlaczego mogłabym się opowiedzieć jeśli byłoby to konieczne i padło na stronę Reżysera. Pracuję z nim już dosyć długo i nadal chcę z nim pracować. Pracuję również z Laurent, więc chcę go wspierać tak jak on wspiera mnie. Zarówno Reżyser, Laurent, jak i reszta trupy są dla mnie jak rodzina (jakkolwiek to brzmi). Z Aktorem miałam tylko jeden wspólny projekt i nie jest to osoba, z którą sama chciałabym pracować. Po trzecie, tak ordynarne i wulgarne zachowanie jakie Aktor zaprezentował 9 czerwca, po prostu mnie odrzuca. W dodatku osoba, która obraża moich przyjaciół jest moim wrogiem. Następnego dnia rano, kiedy Reżyser zadzwonił do mnie, żeby dowiedzieć się, co się dokładnie stało, powiedziałam mu, że nie chcę w ogóle grać z Aktorem. 

Sprawa rozwiązała się w biurze dyrektora. Aktor odszedł z trupy, a my poczuliśmy ulgę. Teraz na nowo możemy tworzyć trochę dziwną, teatralna rodzinę.