jeudi 4 juin 2015

Wtórny analfabetyzm.

Nie wiem jak Wy, ale mnie krew zalewa kiedy widzę błędy ortograficzne. Mam tak od zawsze, ale przynajmniej wiem, że wkuwanie regułek ortograficznych w podstawówce nie poszło w las. 
Niestety, nie wszyscy uważali na tych lekcjach.

Spędzam dużo czasu czytając różne artykuły, a następnie komentarze pod tymi artyułami, siedząc na Facebooku, przeglądając różne strony internetowe... Innymi słowy: funkcjonuję jak wiele osób w moim wieku. Co jakiś czas - w dodatku mam wrażenie, że zdarza się to bardzo często - atakuje mnie jakiś komentarz, zdjęcie czy wpis, który dokonuje gwałtu ze szczególnym okrucieństwem na moich oczach. 


Zdjęcia pochodzą ze strony Beka z mamuś na forach
Za każdym razem, gdy widzę takie coś, próbuję przekonać samą siebie, że może jednak tak głupi ludzie nie istnieją. Potem moja świadomość przyjmuje do wiadomości, że niestety takie Anitki chodzą po ziemi i pewnie nawet mają maturę (chociaż nie wiem jak tego dokonały). W końcu, wszystko mi opada, mózg wysiada i nic mi się nie chce. 
Jeszcze jakiś czas temu próbowałam zmienić świat na lepszy i grzecznie zwracałam takiej osobie uwagę. W odpowiedzi sypały się zazwyczaj wyzwiska i inne niezbyt przyjemne i oburzone kometarze, że jak ja tak śmię, że to niegrzeczne i tak dalej... i tak dalej...

W dalszym ciągu Beka z mamuś na forach.

I tu nachodziła mnie druga refleksja. Wiadomo, że Polacy nie czytają zbyt wielu książek. Może w tym właśnie tkwi cały problem? Fatalna ortografia, brak kultury wypowiedzi (to może wynosi się z domu...) i wszystko, co się z tym wiąże. Oczywiście, jeśli ktoś nie lubi czytać, to nic go do tego nie zmusi i bardzo współczuję takiej osobie. Musi mieć bardzo ubogie życie i pojęcie o świecie. Nie obwiniałabym za to edukacji, ponieważ pamiętam do tej pory niezliczone dyktanda i regułki, mimo że jestem już z tego pokolenia, które zaczynało interesować się dysortografią, dysleksją i inną dysmózgią. W dodatku te regułki, za moich czasów, były podawane na jak na tacy na 50 różnych sposobów. Nie było możliwości żeby tego nie ogarnąć. Osoby, które robią takie błędy, zazwyczaj są w moim wieku lub nawet starsze. Oznacza to mniej-więcej, że przeszły przez ten sam lub bardziej surowy system nauczania system nauczania - kiedy moja mama chodziła do szkoły, dysleksja i spółka nie istniały.
Nie mówię, że takie zaburzenia jak dysortografia, dysleksja, dysgrafia czy dyskalkulia nie istnieją, bo na pewno dotykały i nadal dotykają jakiś tam procent uczniów. Jednak nie można ich traktować jako przykrywkę dla zwykłego nieuctwa. Ja tę przypadłość odkryłam w gimnazjum i było to spore zaskoczenie dla całej klasy, że jedna osoba na 30 może dłużej pisać sprawdzian. Dla porównania dodam, że w klasie mojej siostry (rocznik 97), 25% uczniów mają papier na jakieś dys i nikt nie widzi w tym problemu.
Wiem, że nie jestem idealna. Im częściej mówię po francusku, tym ciężej używa mi się polskiego. Nie jest to powód do dumy. Martwi mnie jednak, że społeczeństwo polskie (i nie tylko) idiocieje i traci zdolność poprawnego pisania, czyli jest na dobrej drodze do wtórnego analfabetyzmu.