mercredi 19 août 2015

La nuit porte conseille.

Dawno nie miałam tak wiele energii do działa jak wczoraj. Na próbę frunęłam jak na skrzydłach i z tego rozpędu mogłabym nawet polecieć do Prefektury 13 dzielnicy, Głównej Prefektury Paryża czy gdziekolwiek indziej żeby w końcu zarejestrować moją własną grupę teatralną. Tak na dobrą sprawę to większość papierów mam już gotową i mogłabym załatwić to wszystko jeszcze w tym tygodniu. Niestety, Laurent zaciągnął mi hamulec ręczny tak mocno, że prawie mi te skrzydełka powyrywał. Chciałoby się rzec: I Ty, Brutusie... ?! Tak naprawdę nie dziwię się, że ostudził mój zapał, a przy okazji postawił w dosyć niezręcznej sytuacji, ale już Wam opowiadam co się stało.

Odkad toczę z moim wspólniko-asystentem boje o formę prawną naszej przyszłej trupy (pisałam o tym tu i tu), obydwoje szukamy różnych informacji na ten temat w internecie. Problem polega na tym, że nawet na forach stricte poświęconych rejestracji i zarządzaniu grup teatralnych tych informacji jest bardzo mało i nie odpowiadają one na bardziej precyzyjne pytania jakie chodzą nam po głowie, np.: Czy prezes organizacji non-profit (deklarowany jako wolontariusz) może być jednocześnie aktorem i/lub reżyserem tejże organizacji? Czy trzeba odprowadzać składki nawet wtedy kiedy się nie gra? 
O ile na drugie pytanie odpowiedź jest w miarę logiczna (nie), o tyle na pierwsze nie znalazłam żadnej odpowiedzi. To znaczy znalazłam... W jednej z książek na temat ekonomii teatru, którą napisał jeden z moich wykładowców. Według tej książki (i wykladowcy) można, ale według Pole Emploi (Pośredniak) nie. Znajoma właśnie toczy boje o swój zasiłek, bo wymsknęło jej, że jest jednocześnie dyrektorem i reżyserem swojej grupy teatralnej, a babeczka, której to powiedziała, uznała to za próbę oszukania Urzędu dla Bezrobotnych. Można tu polemizować, kto jest bardziej kompetenty, no ale... 
W związku z brakiem konkretnych informacji, postanowiliśmy przepytać znajomych, którzy prowadzą swoje grupy teatralne. W końcu padło na Nathalie, którą wypytałam o wszystko jeszcze przed wakacjami, co dało mi czas na ogarnięcie wszystkiego. Problemem Nathalie jest to, że nie lubi puszczać swoich aktorów do innych projektów, a ja uderzyłam też w jej czuły punkt, bo zaangażowałam Laurent do mojego projektu. Dlatego nie zdziwiłam się, kiedy zaproponowała mi wystawienie Nuit Bouffe pod szyldem jej trupy. To było jeszcze przed wakacjami, ale już wtedy zapowiedziałam Laurent, że nawet nie ma takiej opcji. Wtedy jeszcze Laurent się ze mną zgodził. 

Wczoraj, po próbie, Nathalie zaproponowała nam żebyśmy porozmawiali o formalnościach i ogólnie o projekcie przy kawie. Kiedy wymieniała kolejne koszty, czas oczekiwania czy warunki, jakie trzeba spełnić żeby otrzymać pozwolenie na wystawienie spektaklu i tak dalej, widziałam jak oczy Laurent robią się coraz większe i większe z przerażenia. Faktycznie, obraz jaki malowała przed nami Nathalie, wyglądał jak misja niemożliwa do wykonania. 700€ kosztów na trymestr, minimum 29 zaplanowanych przedstawień, żeby otrzymać licencję, minimum pół roku oczekiwania aż Prefektura raczy rozpatrzyć wniosek. Brzmi strasznie, nie? Tyle, że to wszystko nieprawda. 
700€ kosztów na trymestr - owszem, jeśli chce się samodzielnie utrzymać status intermittent du spectacle i płacić różne składki z własnej kieszeni, nie mając przy tym wpływów ze spektakli. Normalnie składki płaci się tylko przy jakichś wpływach ze spektakli. Może te składki nie są niskie (56% zysku), ale nie oznacza to, że trzeba dokładać do tego interesu. 
29 przedstawień to również mit. Bez licencji nie można niczego zaplanować. Tyle w temacie. 
Co do czasu oczekiwania, to z tym bywa różnie, ale też nie można przesadzać. Skoro założenie poważniejszej firmy niż organizacja non-profit trwa obecnie 20 minut, to dlaczego tutaj miałoby to trwac dłużej niż tydzień, nie?
Kiedy ja przetrawiałam to wszystko w myślach, Laurent nieśmiało powiedział to, czego tak bardzo nie chciałam usłyszeć: No to może zaczniemy z trupą Nathalie i na spokojnie pozałatwiamy formalności? Nathalie mu w tym wtórowała, że w końcu to mój pierwszy samodzielny projekt, nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Dawno nikt mi tak skrzydeł nie podciął jak Laurent w tamtej właśnie chwili. Zgodziłam się, bo co miałam zrobić kiedy nie miałam pod ręką silnych argumentów na to, że Nathalie źle nam doradza. 

Na szczęście argumenty pojawiły się kwadrans później. 
Nathalie wracała tą samą linią, co ja, więc jak tylko wsiadłyśmy do metra, zaczęła wypytywać mnie o szczegóły Nuit Bouffe. Kogo mam zamiar zaangażować, gdzie chcę robić próby i tak dalej... i tak dalej... Najwięcej miała do powiedzenia na temat aktorek, które chcę zaangażować i tym samym pokazała w jak niezręcznej sytuacji stawia zarowno mnie jak i Laurent, proponując wystawienie spektaklu pod szyldem jej grupy. 
Kiedy Laurent raczył do mnie oddzwonić o 1.30 w nocy (tak, to u nas normalne), bo w końcu odsłuchał moją wiadomość, miałam już przed nosem cały pakiet argumentów, które miały go przekonać do porzucenia tego poronionego pomysłu z popołudnia. Na szczęście nie musiałam ich użyć, bo doskonale wiedział o co mi chodzi.

Wystawienie Nuit Bouffe pod patronatem grupy Nathalie, stawia mnie po prostu między młotem a kowadłem. 
Po pierwsze, dlatego, że Nathalie jest jaka jest. Mam wrażenie, że ma lekki problem z kobietami w swoim otoczeniu zawodowym. Ze mną też ma ten problem i nawet raz prawie odeszłam z trupy. Prawie, bo Racine jednak robi dobrze mojemu CV. Na razie jest dobrze, ale nie wiem czy nie strzeli mi focha kiedy akurat będę czegoś potrzebowała w związku z Nuit Bouffe. A strzelić focha może chociażby dlatego, że zatrudnię aktorkę, której ona nie lubi. Nie mam jeszcze całkowicie skompletowanej obsady, ciągle się waham. Akurat role męskie mam już obsadzone od dawna, ale 2 role kobiece spedzają mi sen z powiek. Szczególnie jedna. I tak się składa, że Nathalie nie lubi żadnej z 3 aktorek, którym planuję zaproponować tę rolę. Oczywiście, mogłabym zaproponować tę rolę Nathalie, w ramach rekompensaty. Nie zrobię jednak tego z trzech prostych powodów. Wiem, że już sama tematyka Nuit Bouffe jej nie zainteresuje, a ja potrzebuję trupy, która stanie za mną murem i będzie chciała bronić tę sztukę. Nie chcę pracować z kimś, kto nie wierzy w to, co robi czy rozdawać role żeby zrobić komuś przyjemność. To nigdy nie funkcjonuje. Jednak nawet jeśli Nathalie byłaby zainteresowana i równie entuzjastycznie nastawiona, co Laurent, to wątpię, żeby udźwignęła tę rolę fizycznie. Niestety przez problemy ze zdrowiem, większość czasu na scenie, musi spędzać w pozycji siedzącej. Ostatnim argumentem jest to, że chcemy odpocząć. Ja akurat pracuję z Nathalie od 2 lat. Przez 2 lata miałam tylko mały skok w bok z innym reżyserem, kiedy grałam w Tailleur pour dames. U mnie nie chodzi tyle o zmęczenie, co o chęć spróbowania czegoś nowego. Mam ochotę rozwinąć skrzydła i jestem na to gotowa. Laurent pracuje z nią o wiele dłużej, praktycznie bez przerwy i widzę, że jest zmęczony. Też rwie się do czegoś nowego i doskonale go rozumiem. 
Po drugie, nie chcę żeby ktoś postronny wtykał nos w moją wizję Nuit Bouffe. Obawiam się, że Nathalie mogłaby przychodzić na nasze próby i wtrącać się w to, co robimy, a tego nie chcę. Pozbyłam się dwóch osób, które mogłyby narzucać mi swoje zdanie, więc ryzykowanie, że Nathalie będzie to robić, to jak wpaść z deszczu pod rynnę. Z drugiej strony, nie dziwiłabym się jej wcale: podpisanie się pod czymś, w czym nie ma się udziału, to raczje niezbyt fajne uczucie. Dlatego tutaj też odzywa się we mnie chęć wypłynięcia na nieznane wody i odcięcia się od różnych, znanych mi już wpływów. 
Na szczęście, Laurent się ze mną zgodził, więc już w przyszłym tygodniu startujemy na podbój urzędów. 

lundi 17 août 2015

Koniec wakacji!

Ja wiem, że wakacje kończą się dopiero za dwa tygodnie i że chyba nikt nie cieszy się z tego powodu. Oprócz mnie. 
Nie lubię wakacji, bo nie lubię mieć zbyt dużo wolnego czasu, który nie wiem jak spożytkować. Zazwyczaj wtedy zalegam gdzieś na łóżku z komputerem lub książką albo przed konsolą, bo jest za gorąco żeby wyjść, za dużo turystów, znajomi się rozjechali i nie wiem, gdzie pójść. Muszę mieć coś do roboty, bo inaczej głupieję. 
Te wakacje minęły mi, na szczęście, szybko. Po zakończeniu sezonu teatralnego 27 czerwca, sporo czasu spędziłam w pracy, a następnie pojechałam do Polski na 3 tygodnie, gdzie totalnie wyłączyłam mózg, wypoczęłam i naładowałam baterie. Muszę przyznać, że zazwyczaj pobyty w Warszawie mnie męczą, ponieważ odzwyczaiłam się od rytmu tego miasta i od ludzi, dlatego w tym roku kręciłam się raczej po jego obrzeżach - na wsi. Przy okazji spotkałam się z moją przyjaciółką i odkryłam bardzo przyjemne miejsce, z którym postanowiłam zapoznać się bardziej przy najbliższej okazji. Mowa tu o Pijalni Wódki i Piwa przy Nowym Świecie. Ten bar istnieje już ładnych kilka lat, bo powstał jak zaczynałam studiować romanistykę, ale nigdy nie miałam okazji tam pójść i się napić. Na razie, jedyne co mogę o nim powiedzieć to to, że serwuje bardzo dobrą cytrynówkę (pisze to osoba, która normalnie nie lubi wódki, więc cytrynówka musiała być naprawdę dobra żebym to doceniła), ma świetny, niepowtarzalny klimat i większość klientów to, oczywiście, mężczyźni, których najwyraźniej bardzo dziwią dwie młode dziewczyny zamawiające dwa kieliszki wspomnianej cytrynówki i pijące ją jakby to była oranżada. Niemniej jednak, te kilkanaście minut spędzone w Pijalni Wódki i Piwa zapisało się w mojej pamięci i chętnie tam wrócę jeszcze raz.
Na początku sierpnia wróciłam do Francji, a wraz ze mną mia familia. Mogę tutaj powiedzieć tylko jedno: sierpień to najgorszy moment na zwiedzanie Paryża i w przyszłym roku na wakacje wyjadę właśnie w sierpniu. Jeśli chcecie się wybrać do Paryża, to proszę bardzo, ale wybierzcie każdy inny miesiąc niż sierpień. Przez 2 tygodnie bylam przewodnikiem mojej rodzinki i była to droga przez mękę zarówno dla mnie, jak i dla nich. Zwiedzanie Paryża w sierpniu to najlepszy sposób na nabawienie się mizantropii, antropofobii, agorafobii, klaustrofobii, fobii społecznej i 50 innych irracjonalnych zachowań czy lęków, które podczas zwiedzania tego miasta stają się bardzo racjonalne. Tak dla przykładu podam, że 11 sierpnia przez Disneyland (akurat wtedy tam byłam) przewinęło się 15 tysięcy osób. Wolę nawet nie myśleć ile osób dziennie przewija się teraz przez Luwr czy Wieżę Eiffle'a.

Na szczęście, już jutro wracam do mojego normalnego rytmu życia. Nie mogę się już doczekać nowego sezonu teatralnego i wszystkich nowych projektów, w których będę brała udział. Już od 3 września wznawiamy Tebaidę w teatrze Nord-Ouest, a 29 września odbędzie się premiera Chat en poche Georgesa Feydeau w teatrze Menilmontant, do którego zaczynam próby już jutro. No i w końcu możemy zacząć pracę nad Nuit Bouffe. Ten sezon zapowiada się bardzo pracowicie.