samedi 19 novembre 2016

5 francuskich filmów, które warto zobaczyć.

Kolejny miesiąc i kolejny projekt Klubu Polki na Obczyźnie. Listopad upływa nam pod znakiem kinematrografii. Frakcja francuska jest dosyć liczna, więc ciężko mi było wybrać filmy, które jeszcze nie zostały zaprezentowane przez inne Klubowiczki. Nie udało mi się uniknąć powtórzeń, ale postanowiłam, że nie napiszę Wam o różnych, znanych filmach, a przedstawię Wam raczej filmy jednego z moich ulubionych aktorów: Pio Marmai. 




dimanche 16 octobre 2016

5 ważnych dla mnie miejsc

Kolejny miesiąc i kolejny projekt Klubu Polki na Obczyźnie. W tym miesiącu piszemy o 5 najważniejszych dla nas miejscach.
Długo zastanawiałam się jakie miejsca Wam przedstawić. Jednak doszłam do wniosku, że jest ich tak wiele, że rozdrabnianie się na pojedyncze budynki czy parki nie ma za bardzo sensu. Nie znaczy to jednak, że nie zabiorę Was w bardziej szczegółową podróż po moich ulubionych miastach.


samedi 8 octobre 2016

Le Rouge et Le Noir - l'Opera Rock

Najlepsze niespodzianki to te, które przychodzą znienacka, spadają z nieba i do tego okazują się niezwykle trafione. Wiem, że już z definicji, niespodzianki są... niespodziewane, ale dla mnie istnieje jeszcze kilka subiektywnych rozgraniczeń. Na przykład na niespodzianki oczekiwane i te nieoczekiwane. Mój ostatni wypad na Le Rouge et Le Noir w teatrze Le Palace był właśnie taką nieoczekiwaną niespodzianką, do której podeszłam trochę sceptycznie, a która okazała się niezwykle udana.


mardi 27 septembre 2016

Co się odwlecze...

Premiera Nuit Bouffe miała odbyć się w ubiegłą niedzielę...
I powiem Wam, że było mi cholernie ciężko kiedy myślałam o tej dacie i wiedziałam, że to jeszcze nie ten dzień kiedy moje marzenia się spełnią. Czasami myślałam nawet, że źle zrobiłam przekładając premierę. Że może lepiej by było dociągnąć to wszystko do końca, przemęczyć się. Ale z drugiej strony, bałabym się, że to wszystko padnie tuż przed premierą. Skoro w zespole było coraz większe napięcie, którego nie dało się rozładować, to czy był sens robić dobrą minę do złej gry? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. 

samedi 17 septembre 2016

Na dworze Króla Artura.

Zapewne część z Was ciężko westchnęła widząc tytuł dzisiejszej notki. Śpieszę się więc by donieść Wam, że to nie o musicalu będę pisać. W tym miesiącu, razem z dziewczynami z Klubu Polki na Obczyźnie piszemy o legendarnych i baśniowych stworach występujących w naszych krajach.
Początkowo chciałam Wam opowiedzieć trochę o postaciach, które dobrze znacie: o Kopciuszku, Pięknej i Bestii czy Czerwonym Kapturku, ale nie są to stricte francuskie postacie. Dlaczego więc nie opowiedzieć Wam o dwóch postaciach z legend arturiańskich, które w większości filmów o Królu Arturze determinują zachowanie władcy?


mardi 6 septembre 2016

Odrodzić się w Paryżu.

1 września, minęły 4 lata odkąd przyjechałam do Paryża. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj i nadal zastanawiam się, gdzie ten czas upłynął. I kiedy!
4 lata! Gdyby ktoś mnie teraz zapytał czy żałuję mojej decyzji, odpowiedziałabym, że nie. Przeprowadzka do Paryża dużo mnie kosztowała, a samo życie tutaj nie zawsze było usłane różami, dobrym winem i bagietkami, ale bardzo wiele mnie nauczyło. Koniec końców, Paryż stał się moim domem, do którego zawsze chętnie wracam i którego nie mam zamiaru opuszczać (przynajmniej na razie). Nie wiem czy umiałabym żyć gdzie indziej.
Dawno nie pisałam o innych aspektach życia w Paryżu niż studia i teatr, dlatego pomyślałam, że taka rocznica świetnie nadaje się do tego, by zrobić generalne podsumowanie.

Fontanna Automatów - to na nią patrzyłam przez 1,5 roku pracy w restauracji.

jeudi 11 août 2016

Mon juillet 2016

Ach! Wakacje! Kto nie czeka na te 2 piękne, letnie miesiące albo chociaż 2, 3 lub 4 tygodnie urlopu? Zazwyczaj to ja nie czekałam na wakacje, mówiąc, że tydzień wolnego mi starczy. Faktycznie, po mniej-więcej tygodniu zaczynałam powoli zabierać się do pracy. W tym roku jest inaczej. Przygotowania do spektaklu, który, koniec końców, został przełożony na wiosnę 2017 roku, a do tego studia i praca, dużo pracy, tak bardzo mnie wykończyły, że odliczałam dni do urlopu. 20 lipca z wielką ulgą zaległam w fotelu pociągu Thalys relacji Paryż-Kolonia i odetchnęłam z ulgą. Od 20 lipca, nie kiwnęłam małym palcem i pierwszy raz w życiu nie chce mi się pracować. Korzystam więc z mojego miesięcznego urlopu jak tylko mogę: czytam, piję mrożoną kawę, słucham muzyki, rozkoszuję się jedzeniem, spaceruję i porządnie skorzystałam z tegorocznych wyprzedaży. 



mercredi 27 juillet 2016

Sezon 2016-2017.

Z rozrzewnieniem wspominam miniony sezon teatralny. Miałam okazję obejrzeć wiele świetnych spektakli i oddać się magii teatru bez reszty. To był jeden z pierwszych sezonów, kiedy czekałam z niecierpliwością na premiery i przypadkowo odkrywałam niezwykłe przedstawienia i reżyserów, którzy po prostu mnie zahipnotyzowali. Tak bardzo, że pójdę bez wahania na każdy kolejny spektakl.

Zarówno w ubiegłym roku, jak i dwa lata temu, przedstawiłam Wam moje rekomendacje na przyszłe sezony. Spora część polecanych lub wyczekiwanych przeze mnie spektakli dotyczyła głównie musicali. W tym roku postanowiłam nie ograniczać się tylko do tego gatunku. Od maja, z wypiekami na twarzy, studiowałam programy paryskich teatrów, a następnie krytyki z Festiwalu w Avignonie i w ten sposób, zrobiłam całą listę spektakli, które, moim zdaniem, warto zobaczyć w przyszłym sezonie.
Ja na pewno wybiorę się na wszystkie!


mercredi 20 juillet 2016

Studia we Francji. 2

Trzy lata studiów we Francji minęły mi jak z bicza strzelił. Czasami ciężko jest mi w to uwierzyć, bo mam wrażenie, że czas płynie dużo szybciej w porównaniu do moich studiów w Polsce. 
W ubiegłym roku pisałam o moich spostrzeżeniach po dwóch latach studiów na Uniwersytecie Paryskim. Opisywałam tam proces rekrutacji, egzaminy, zajęcia, wykładowców i życie codzienne na paryskiej uczelni. Ten wpis o studiach we Francji cieszył się dużą popularnością, więc postanowiłam kontynuować i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat ostatniego roku oraz tego, jak zapatruję się na studia magisterskie.



dimanche 10 juillet 2016

Avoir le feu dans le ventre.

Premiery Nuit Bouffe nie będzie.
Aż mam ciarki kiedy piszę to zdanie. Ale jak mówią Francuzi: ce qui est fait, est fait.
Przed chwilą przeczytałam relację z pierwszego miesiąca prób do spektaklu i nie mogę uwierzyć jak wiele się zmieniło przez raptem 30 dni. Nawet mniej, bo czerwiec zaczęliśmy w dobrych nastrojach, a potem coś się popieprzyło.
Tak więc premiery nie będzie. A przynajmniej nie we wrześniu. Trzeba będzie poczekać do kwietnia 2017. Tylko 9 miesięcy więcej.

vendredi 8 juillet 2016

Mon mai et juin 2016

Och ja niedobra! Zaniedbałam podsumowanie maja!
Możecie mi wierzyć lub nie, ale bardzo chciałam je napisać. Niestety, zabrakło mi czasu. Dlatego dzisiaj prezentuję Wam podwójne podsumowanie.

Wieża Eiffela w kolorach Polski 25 czerwca. 

vendredi 17 juin 2016

5 francuskich osobistości teatralnych, które powinieneś znać.

W czerwcu, Klub Polki na Obczyźnie proponuje Projekt nad Projektami, a tym samym proponuje nowym klubowiczkom napisanie artykułu odnoszącego się do jednego ze starszych projektów. Ja akurat opowiem Wam o sławnych osobach, które wpłynęły na historię Francji. A konkretniej na historię teatru. Nie mogłam przecież wybrać innego tematu!
Jednak historia teatru francuskiego jest dosyć obszerna i zawiła, dlatego przedstawię Wam tylko 5, moim zdaniem, najważniejszych przedstawicieli francuskiego teatru. Po jednym na stulecie. Wybór nie był łatwy i jest oczywiście subiektywny, ale myślę, że niejeden teatrolog by się ze mną zgodził.

mercredi 15 juin 2016

Love is in the air

Trochę ponad miesiąc od rozpoczęcia prób do Nuit Bouffe, stało się to, czego się obawiałam. W zespole narodził się pierwszy romans. Nie żeby mnie to dziwiło... Rzadko zdarzają się zespoły, w których nie tworzą się pary podczas pracy nad spektaklem. Przyznam jednak, że miałam nadzieję, że Compagnie De l'Autre Cote akurat to ominie.
Kim są moje dwa gołąbeczki? Jak na złość, jest to Marie i Laurent, czyli odtwórcy głównych ról. Gorzej już chyba być nie może! 

A nie! Przepraszam! Może być gorzej. Przecież mogą się rozstać!
Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam ich oboje i życzę im jak najlepiej. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jestem zaskoczona. Tak naprawdę przeczuwałam, co się święci już od pierwszej próby. Niecałe dwa tygodnie temu, byłam już pewna, że prędzej czy później będę miała zakochaną parę w zespole. Miałam tylko nadzieję, że to wszystko nastąpi później. 
Tymczasem, moje gołąbeczki prowadzają się razem oficjalnie od ubiegłego piątku. Ja dowiedziałam się o wszystkim w sobotę. Całkiem przypadkiem. Towarzyszyłam Marie na sesji zdjęciowej do nowej wersji afisza. Pomagałam jej zapiąć gorset i pas do pończoch, kiedy ona rzuciła niedbale: Krótko spałam dziś w nocy. Odpowiedziałam jej żartem, tak jak zwykle sobie odpowiadamy na takie wyznania (my ciągle żartujemy albo łapiemy się za słówka): Co... Byłaś z Laurent? Nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś pobladł w takim tempie. A ja się poczułam jakbym właśnie usiadła na bombie zegarowej.

Na szczęście, zarówno Marie jak i Laurent nie chcieli mnie okłamywać ani się ukrywać. Jestem im wdzięczna za to, że postanowili grać ze mną w otwarte karty. Bali się tylko mojej reakcji, chociaż nie było czego. Cieszę się ich szczęściem i tyle. Wzruszyła mnie też lojalność Laurent wobec mnie - kiedy rozmawiałam z nim na ostatniej próbie, przyznał, że chciał oszczędzić mi tego strachu i planował podejść Marie dopiero po zakończeniu spektaklu, tzn. w listopadzie. Wyszło jak wyszło, ale obiecał, że dołoży wszelkich starań żebym nie musiała się denerwować.
Boję się jednak, że się rozstaną, pokłócą czy zrobią inną głupotę, przez którą przestaną się dogadywać zanim skończymy grać. Dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do ich romansu. Nie jest mi on na rękę, bo jeśli ich relacje się pogorszą, to odbije się to na sztuce. Możecie mi wierzyć lub nie, ale łatwo można zauważyć na scenie czy aktorzy dogadują się ze sobą czy nie. 
Oczywiście, skoro oni potrafili być ze mną szczerzy, to i ja podzieliłam się z nimi moimi obawami. Bardzo chciałabym wierzyć w ich zapewnienia, że w razie czego, będą potrafili zachować się jak na dorosłych ludzi, a także profesjonalistów, przystało. Jednak moim zdaniem, ich relacje po ewentualnym rozstaniu, nie są kwestią dojrzałości czy profesjonalizmu, a siły. 
Ja, na przykład, znam się na tyle dobrze, że wiem, że nie mam tej siły i choćbym była nie wiem jak profesjonalna w tym, co robię, to i tak będzie widać, jeśli z kimś się pokłóciłam czy coś jest nie tak. Dlatego też unikam romansów z facetami, z którymi pracuję czy studiuję. Marie wydaje się być silniejsza ode mnie, więc o nią jestem dziwnie spokojna. Sprawa ma się jednak gorzej, jeśli chodzi o mojego asystenta. Do tej pory pamiętam jak dwa lata temu przeżywał rozstanie ze swoją dziewczyną. Szarpałam się z nim okrutnie, bo akurat dziewczyna postanowiła go zostawić na 2 miesiące przed lekturą Nuit Bouffe. Dochodził do siebie przez jakieś 3 miesiące. 
Oczywiście, nie mam zamiaru nic im zabraniać, nakazywać ani nic w tym stylu. Cały mój zespół jest dla mnie jak rodzina czy rodzeństwo, więc będę ich wspierać mimo wszystko.
A że mam więcej stresu przez to... Co tam! Będę sobie dalej siedziała na tej bombie i modliła się, żeby nie wybuchła przed 20 listopada. 

lundi 13 juin 2016

Quand on a que l'amour... - Love Circus

Koniec sezonu zbliża się wielkimi krokami. Miałam już przygotowywać małe zestawienie najlepszych spektakli jakie widziałam w tym roku, a tu niespodzianka. Poszłam na spektakl, po którym nie wiedziałam czego się spodziewać i przepadłam. Tym samym odkryłam jeden z najpiękniejszych musicali jakie kiedykolwiek widziałam.
Panie i Panowie! Love Circus!


mercredi 1 juin 2016

Próby, próby...

To był maj... Pachniała Saska Kępa... 
A może Ogród Luksemburski? Okolice placu Gambetta albo placu Republiki? Lub inna część Paryża, przez którą przetoczyły się próby do Nuit Bouffe? Nieważne. W każdym razie maj już za nami, a ja ze łzami w oczach wspominam, że przecież nie tak dawno był styczeń. Nie wiem, gdzie podziały się te wszystkie dni. 
Wiem za to, że w maju wypiłam hektolitry kawy. I to nie dlatego, że smak kawy lubię. Po prostu byłam tak zmęczona i niewyspana, że za każdym razem kiedy robiłam sobie w pracy podwójne espresso używając do tego mocnej kawy (corsé), marzyłam o kroplówce z porządną dawką kofeiny, która od razu postawiłaby mnie na nogi. A takich kaw piłam 3 dziennie. Oczywiście, nie polubiłam smaku kawy i nadal toleruję tylko kawę z mlekiem, ale jak się nie ma co się lubi... jak jestem śpiąca to wszystko wypiję. 
Powodem tego chronicznego zmęczenia była oczywiście praca (ta zarobkowa i ta wokół spektaklu) oraz próby. Wychodziło na to, że codziennie pracowałam od 12 do 14 godzin - w tym 8 za biurkiem, a resztę na próbach albo przed komputerem/na telefonie/nad tekstem. W ten sposób udało mi się docenić piątki i znienawidzić poniedziałki, co było dla mnie swoistą nowością, bo zazwyczaj miałam 3 lub 4-dniowe weekendy. Teraz cieszę się jak dziecko na myśl o piątku, po czym padam zmęczona około 2 w nocy i nie ruszam się z łóżka do godziny 14 w sobotę. To był pierwszy tak intensywny miesiąc od dawna, a przy okazji pierwszy miesiąc prób do Nuit Bouffe

Do premiery Nuit Bouffe zostało 117 dni, a to oznacza, że w czerwcu czeka nas studniówka.
Im bliżej premiery, tym bardziej mam ochotę panikować i tym częściej powtarzam sobie, że wszystko będzie dobrze. Mam gorsze huśtawki nastrojów niż kobieta w ciąży i przypuszczam, że dla wielu osób zrobiłam się ostatnio nieznośna. Stres jest jednak coraz większy i powoli mnie wykańcza, tym bardziej kiedy widzę, że lista rzeczy do zrobienia wcale się nie kurczy. Mogę teraz powiedzieć, z ręką na sercu, że matura, sesje na studiach, rozmowy o pracę i każda inna stresująca sytuacja to pikuś w porównaniu z produkcją spektaklu. Serio. 

Próby do spektaklu ruszyły 5 maja o 10 rano w mieszkaniu mamy mojego asystenta. Oczywiście nie obyło się bez spóźnień, ale mniejsza o to. Udało nam się popracować nad wszystkimi zaplanowanymi scenami i w dodatku mieliśmy całkiem dobre tempo - 6 scen w półtorej godziny, a do tego godzina na sprawy organizacyjne. O 13 mogliśmy już korzystać z jednego z pierwszych ciepłych majowych dni. Mieszkanie mamy Laurent znajduje się przy bulwarze du Temple, co uznałam za dobry znak. Wszak bulwar du Temple był kiedyś słynnym bulwarem Zbrodni, wzdłuż którego ciągnęły się teatry grające melodramaty. Chyba nie ma lepszego miejsca by zacząć prace nad spektaklem. 
Łącznie w maju mieliśmy 9 prób po 3 godziny, co daje 27 godzin pracy nad spektaklem (+ oczywiście pierdyliard godzin pracy w domu). Ani razu nie miałam całego zespołu razem, ale praca małymi grupkami okazała się całkiem efektywna - udało nam się zobaczyć chociaż raz wszystkie 11 scen pierwszego aktu i 14 (na 17) scen drugiego aktu, co uważam za całkiem niezły wynik. Najwięcej czasu spędziłam z Laurent i Marie, którzy grają główne role. Siłą rzeczy większość ich scen jest już gotowa - tylko 2 sceny końcowe (i najtrudniejsze) wymagają dopracowania, ale myślę, że już 1 czerwca (bo wtedy będę ich miała na wyłączność) odhaczę i to. Pozostaje mi tylko szlifować to, co już zrobiliśmy. 
Laurent i Marie to duet wybuchowy - już na pierwszej próbie pokazali mi, że ich nie doceniłam. Przed rozpoczęciem prób, bałam się, że będę musiała przeforsować niektóre pomysły, szczególnie te, dotyczące scen łóżkowych. Teraz boję się, że spektakl będzie dozwolony od 16 lat. Przez kilka pierwszych prób zbierałam szczękę z podłogi. Są jednak pewne aspekty, nad którymi nie przestanę pracować chyba do premiery. Marie zbyt twardo stąpa po ziemi, co odbija się w jej grze - przez długi czas zastanawiałam się jak nią pokierować, żebym w końcu zobaczyła w niej kruchą, niewinną dziewczynę z prowincji. W końcu, z pomocą Laurent, udało mi się znaleźć złoty środek. Wcześniej jej zmysłowość była na równi ze zmysłowością homoseksualnego kierowcy tira (sensualité d'un camioneur pédé - taka mini anegdotka z próby), jeśli wiecie, co mam na myśli. Z kolei u Laurent potwierdza się to, co wcześniej mi o nim mówiono - świetnie gra głosem, ale trzeba popracować nad jego ciałem. Zazwyczaj to jemu poświęcam najwięcej czasu na próbach. Po pierwsze, dlatego, że gra główną rolę, która jest dla mnie cholernie ważna. Po drugie, dlatego, że nie potrafi pozbyć się niektórych gestów. Ustalimy coś na jednej próbie, na drugiej już o tym nie pamięta, a ja odgrażam się, że utnę mu ręce jeśli jeszcze raz schowa je za siebie lub zaciśnie pięści. Fakt, że Laurent jest dosyć nieśmiałym i niezbyt pewnym siebie facetem, a to odbija się w jego gestach na scenie - już po ułożeniu jego dłoni widzę, kiedy nie czuje się zbyt pewnie, ale na scenie musi przejść samego siebie. Na szczęście, wiem, że nie jestem sama w walce o gesty - inny reżyser, którego nie znam, a który pracuje z Laurent, powiedział mu dokładnie to samo, co ja. 
Jeśli chodzi o resztę zespołu, to nie widziałam ich zbyt często, niestety. Marie Veronique przygotowywała swój spektakl, więc na próbie zobaczyłam ją dopiero pod koniec maja. Na szczęście jest to bardzo profesjonalna aktorka, więc praca z nią to czysta przyjemność. Dużo dyskutujemy o jej roli, a ona to wszystko pokazuje w grze. 
Lise jest mniej profesjonalna, a w duecie z Marie mam wrażenie, że pracuję z dwiema nastolatkami, które nie mogą przestać nawijać, ale jak już ją biorę w obroty, to jakoś to idzie. Trochę opornie, ale zawsze do przodu. 
Najwięcej problemów mam z Jean-Luciem. Fakt, że on akurat ma najmniej doświadczenia z nas wszystkich, a rola jest dosyć trudna. Do tej pory, mam jednak wrażenie, że ciężko mu przychodzi wyobrażenie sobie sceny, scenografii i tego jak się poruszać w tej, dosyć trudnej przestrzeni. 
Jeśli zaś o mnie chodzi, to próby okazały się dla mnie niezwykłym wysiłkiem psychicznym. Fizycznym też, ale o tym później. Niby moja rola ogranicza się do posadzenia tyłka na krześle/w fotelu/na podłodze i oglądania, ale tak naprawdę moja spostrzegawczość i skupienie są na najwyższych poziomach. Staram się wyłapać każdy, nawet najmniejszy detal, który trzeba zmienić, żeby zaoszczędzić trochę czasu i pracy i poprawić wszystko jednocześnie, dopiąć scenę jak najszybciej i przejść do następnej. Jeśli coś mi umyka, to oznacza to tylko jedno lub kilka powtórzeń więcej. Ciągle analizuję. Wszystko. Głos, gesty, tekst, przemieszczanie się na scenie, powiązanie tej sceny z poprzednią i następną. Wszystko ma być jedną, doskonałą całością, a żeby stworzyć tą całość potrzeba wiecznej analizy. No i oczywiście trochę estetyki - nie przepuszczę czegoś, co mi się nie podoba. Przy okazji dużo gadam - staram się jak najdokładniej wytłumaczyć moim aktorom, czego od nich oczekuję. Tłumaczę również moją wizję danej postaci, tego, jak ja widzę jej zachowania i to, dlaczego zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. 
Próby są też wysiłkiem fizycznym dla mnie. Ile ja się przysiadów narobię! Przy okazji, dowiedziałam się, że tańczę na scenie, kiedy pokazuję jakąś sekwencję ruchów albo kiedy coś tłumaczę. Może kiedyś nagramy próby to Wam pokażę. ;) No chyba, że mieszkacie w Paryżu - możecie zawsze wpaść do Ogrodu Luksemburskiego i obejrzeć próbę na żywo. 
Co prawda, nie przesiadujemy zbyt często w Ogrodzie Luksemburskim, chociaż bardzo lubię to miejsce. Tułamy się od sali w teatrze, do mieszkania mamy Laurent, czasami do Ogrodu, a jak pada to do piwnicy sklepu. Z wynajmem sali jest ciężko - drogo i często terminy, które nas interesują są już zaklepane. Zrobiliśmy błąd na początku maja, ponieważ kiedy było ciepło, zamknęliśmy się w sali. Zachęciło nas to, do prób na dworze, ale wtedy przyszło ochłodzenie i deszcz. Niemniej jednak, zdarzyło nam się zrobić próbę w altanie w Ogrodzie Luksemburskim kiedy padał deszcz.
W ostatnich dniach maja, pracowaliśmy nad scenografią. Zarezerwowaliśmy salę w teatrze na kilka godzin, znieśliśmy (w deszczu) wszystkie graty z kaplicy i gdybaliśmy jak to zrobić, żeby było dobrze. Mierzyliśmy, przestawialiśmy, aż w końcu doszliśmy trochę do ładu i składu, a moja lista rzeczy do zrobienia wydłużyła się o kolejną listę popierdółek, które muszę znaleźć żeby to wszystko trzymało się kupy. Moje mieszkanie coraz bardziej zaczyna przypominać graciarnię, bo zaczynam znosić wszystko, co jest nam potrzebne do spektaklu. W kwietniu było to pudło z kieliszkami, w maju kryształowa karafka, dwie walizki (w tym jedna, autentyczna z lat 30) oraz telefon. Do tej pory wszystkie rekwizyty znajduję na Le Bon Coin - prawdziwa kopalnia skarbów za bezcen (jedynym minusem jest to, że czasami trzeba objechać pół regionu, żeby odebrać upatrzoną rzecz). Spakowałam również część kostiumów do mojej prywatnej walizki, żeby mieć je zawsze pod ręką i w jednym miejscu, kiedy będziemy ich potrzebować. Na dniach wybieram się z Laurent na rundkę po lumpeksach, żeby uzupełnić zapas kostiumów.

Cieszę się, że pracujemy nad tym spektaklem w tym, a nie innym składzie. Odkąd zaczęliśmy próby, spędzamy dosyć dużo czasu ze sobą również przed i po próbach, co oczywiście bardzo pozytywnie wpływa na nasze relacje. Mniej pozytywnie odczuwa to nasz portfel, ponieważ zazwyczaj wypady na piwo kończą się kolacją w barze, w którym aktualnie się znajdujemy (a te do najtańszych nie należą). Czasami też wpadamy do kogoś do domu z butelką wina/piwa i tam odsiadujemy kilka godzin na rozmowach i śmiechach. Bardzo chciałam, żeby właśnie taka rodzinna, przyjazna atmosfera panowała w zespole i mam nadzieję, że tak już zostanie do końca, a nawet jeszcze dłużej. Niestety, zazwyczaj robimy to na początku albo w środku tygodnia, co nie jest najlepszym pomysłem (stąd te hektolitry kawy...), ale póki jesteśmy młodzi, to czemu nie?
Laurent chciałby żebym bardziej pokazywała swój autorytet jako reżyser, bo boi się, że dam sobie wejść na głowę. Uważa, że powinnam tupnąć nogą i powiedzieć jasno i wyraźnie, że to ja tutaj rządzę. Ja uważam, że nie jest to konieczne. Mój zespół doskonale wie, że to ja o wszystkim decyduję. Nie muszę im o tym przypominać. Chcę również, żeby wszyscy mieli poczucie, że ten projekt należy do nas wszystkich i żeby każdy wniósł do tej sztuki coś od siebie. Zauważyłam, że aktorzy lepiej pracują, kiedy czują się ważni i kiedy czują, że liczę się z ich zdaniem, a jak inaczej mogę im udowodnić jak bardzo mi na nich zależy, jeśli nie poprzez ich własny wkład w Nuit Bouffe?

Ten pierwszy miesiąc był bardzo wyczerpujący. Brak czasu, snu, ograniczona aktywność w internecie, brak kontaktu ze znajomymi mocno odbijają się na moim życiu codziennym, ale nic nie jest w stanie mi zastąpić tego uczucia kiedy siadam na krześle i przez 3 godziny oglądam najpiękniejszy spektakl w moim życiu. I nie chodzi tu o to, co napisałam. Nie chodzi o Nuit Bouffe samą w sobie. Prawdziwa sztuka, ta najpiękniejsza, kryje się w gestach, uśmiechach, uwagach i spojrzeniach aktorów. Kiedy oni wchodzą na scenę, nawet jeśli za scenę służy nam wysłużony parkiet paryskiego mieszkania, to wtedy zaczyna działaś magia. 

samedi 14 mai 2016

God save my Assistant!

Dwa pierwsze tygodnie prób do Nuit Bouffe za nami! 
Brzmi to trochę jakbyśmy siedzieli przez cały tydzień po 8 godzin w jakiejś sali i nie robili nic innego. Tymczasem mieliśmy tylko 4 próby po 3 godziny, ale przez te 12 godzin udało nam się przejrzeć cały pierwszy akt i połowę drugiego.
Przyznam Wam szczerze, że chyba zaczynam popadać w pracoholizm, bo Nuit Bouffe zaprząta moje myśli 24 godziny na dobę i nawet po powrocie do domu, kiedy siadam do komputera, zajmuję się raczej pracą nad spektaklem niż rozrywką. Niemniej jednak pracy jest mnóstwo.
Na szczęście nie jestem sama. Dlatego opowiem Wam dzisiaj o osobie, bez której nie dałabym rady pracować.


jeudi 5 mai 2016

Vite fait #1

Od jakiegoś czasu, jeden z moich kotów, Etoile, stał się bardzo upierdliwy. Możecie pomyśleć "Ale jak taka słodka, puszysta kuleczka futra może być upierdliwa?" No... Może... I to bardzo!

samedi 30 avril 2016

Mon avril 2016

I kolejny miesiąc za nami! Nie wiem, gdzie te dni mi uciekają! W kwietniu sporo się działo, więc bez zbędnych ceregieli przejdźmy do rzeczy.

Do premiery Nuit Bouffe zostało 148 dni. Powinno być o 7 dni więcej, ale musieliśmy przesunąć premierę o tydzień, z 2 października na 25 września. W planning teatru wdarł się mały błąd i dyrektor nie zauważył, że 9 października jest już zarezerwowany. Nie do końca odpowiadała mi 2-tygodniowa przerwa po premierze, więc stwierdziłam, że już poświęcę te 7 dni i zrobimy premierę wcześniej, żeby trupa miała chociaż jeden spektakl po premierze.  

dimanche 24 avril 2016

Tyle jest dni w jednej minucie - Romeo et Juliette w Komedii Francuskiej.

Romeo i Julia są jedną z najpopularniejszych par kochanków w historii literatury. Z tego też powodu, twórcy filmowi i teatralni chętnie sięgają po ich historię, jednak rzadko udaje im się stworzyć oryginalną wersję tego klasyka, która zapadałaby widzom w pamięć. To odwieczny problem nie tyle klasyków literatury, co dzieł teatralnych - powstało już tyle wersji Romea i Julii przez ostatnie 400 lat, że ciężko jest zrobić coś niepowtarzalnego. Coś, czego teatr nie widział wcześniej. Większość reżyserów potyka się na głównych postaciach i, choćby nie wiem jak nowoczesna była ich wersja, Julia i Romeo pozostają dwiema infantylnymi beksami. Ich historia staje się patetyczna i po prostu nudna. Dlatego też, po obejrzeniu 3 musicalowych wersji (2 francuskich i 1 polskiej) tej, bądź co bądź, pięknej historii, darowałam sobie oglądanie jej w teatrze.

Photos: V. Pontet

lundi 18 avril 2016

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, czyli o przyjaźni za granicą.

Nigdy nie byłam super towarzyską osobą. Jestem raczej typem samotnika, który łazi swoimi ścieżkami. Dlatego też brak całego wianuszka znajomych mnie nie przeszkadza. Nie smucę się, kiedy jakaś znajomość się rozpadnie, nie dbam też o takich zwykłych znajomych (jakkolwiek to egoistycznie zabrzmi). W dodatku jestem bardzo nieśmiałą introwertyczką. Tak, może Wam się to wydać nieprawdopodobne skoro ciągnie mnie na scenę, ale tak jest i nie przeszkadza mi to w wykonywaniu tego zawodu! Jednak, kiedy poznam prawdziwego przyjaciela, potrafię mu nieba uchylić. 



lundi 11 avril 2016

Półmetkowe refleksje.

5 miesięcy temu dyrektor teatru Menilmontant dał mi zielone światło na wystawienie Nuit Bouffe na jednej ze scen jego teatru. Pamiętam to spotkanie do tej pory. Trzęsłam się ze strachu jak osika i nie chciałam nigdzie ruszyć się bez mojego asystenta. Stres był ogromny. Jakby od tego zależało moje życie. Jednak mimo wielkiej radości, nie docierało do mnie, że udało mi się zrealizować moje marzenie. Bardziej cieszyłam się z tego, że dyrektor mi zaufał i że nie dał mi na odczepnego 2 czy 3 dat, ale 2 miesiące regularnych przedstawień. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie w co tak naprawdę się wplątałam i jaki ogrom pracy mnie czeka.
A do premiery zostało 5 miesięcy...

vendredi 1 avril 2016

Mon mars 2016.

Tak, jak przypuszczałam, czas zaczął przyspieszać. Zanim się obejrzałam, marzec minął. Mamy już kwiecień i 177 dni do premiery Nuit Bouffe. Naprawdę nie wiem kiedy i jak minął mi ten miesiąc. 
Fakt, że pracowałam dużo więcej niż w lutym, bo miałam sporo zleceń w biurze, no i praca nad Nuit Bouffe również nieźle mnie pochłaniała. Przejdźmy jednak do rzeczy...

jeudi 24 mars 2016

List do Miriam Shaded.

Droga Miriam,

Zazwyczaj staram się nie wdawać w polityczno-ideologiczne dyskusje. Chyba, że ze znajomymi, przy piwie, a i to tylko z tymi znajomymi, którzy mają otwarte umysły,  potrafią zaakceptować odmienne zdanie i prowadzić dyskusję na poziomie. Jednak im dłużej czytam i oglądam Twoje wypowiedzi na psim portalu, tym bardziej mam ochotę powiedzieć Ci jedną rzecz: zamilknij.

samedi 19 mars 2016

Compagnie De l'Autre Côté.

Ja wiedziałam, że administracja francuska nie da mi zarejestrować mojej grupy teatralnej bez problemów. Czułam to w kościach... I oczywiście - nie pomyliłam się, ale w końcu udało się! Moja własna grupa teatralna, Compagnie De l'Autre Côté (CDAC), istnieje już oficjalnie.
Z tej okazji, opowiem Wam trochę o tym jak rejestruje się grupę teatralną i jakie warunki trzeba spełnić.

lundi 14 mars 2016

Mon février 2016.

W tym miesiącu trochę późno, ale jest! W końcu! Podsumowanie lutego! Cieszmy się!
A tak na poważnie to luty minął mi pod znakiem grypy i wykasływania płuc. Łącznie spędziłam w łóżku jakieś dwa tygodnie, ponieważ z braku nadwornego tragarza, zakupy musiałam sobie przynosić do domu sama. A co za tym idzie, za każdym razem, gdy poczułam się lepiej i wyszłam z domu, następnego dnia znowu leżałam z gorączką. I tak w kółko... Cudownie... Sytuacji nie poprawiał fakt, że moja była wielka miłość postanowiła zrobić ponowne wejście smoka w moje życie, co dodatkowo sparaliżowało mnie na jakiś czas. Cudownie po raz drugi... Na szczęście, okazałam się wystarczająco zniechęcająca, żeby Pan Casanova sam zawinął żagle. I tak powitałam marzec już bez choróbska i bez Casanovy na telefonie, za to z mnóstwem spraw do załatwienia, które musiałam odłożyć ze względu na 2 powyższe czynniki.  

samedi 12 mars 2016

Fan page!

Długo się przed nim broniłam, ale w końcu uległam!
Zapraszam Was do polubienia strony De l'Autre Cote Blog na Facebooku. W ten sposób nie ominie Was żaden nowy post, a także żadna ciekawostka związana z życiem w Paryżu i z teatrem.



vendredi 11 mars 2016

Kto straszy w Paryżu?

W tym wpisie zabiorę Was w niecodzienną podróż po Paryżu. Odwiedzimy razem miejsca uznane za nawiedzone - te znane jak i mniej znane. Żaden profesjonalny przewodnik nie opowie Wam tych historii, a jestem pewna, że przy kolejnej wizycie w Paryżu, kiedy przypomnicie sobie ten wpis, poczujecie lekki dreszczyk emocji odwiedzając miejsca, które opisałam poniżej. 
Gotowi na tą upiorną podróż? No to zaczynamy!


dimanche 6 mars 2016

Savoir-vivre we francuskim teatrze.

W ramach mojego pierwszego wpisu dla Klubu Polki na Obczyźnie, chciałabym przybliżyć Wam kilka zasad savoir-vivre'u we francuskim teatrze. Oczywiście, zasady są po to żeby je łamać, zwłaszcza że od stu lat, różni reżyserzy walczyli o to, by wyjście do teatru nie kojarzyło się z wyjściem galowym, jednak niektóre z nich nadal są mocno zakorzenione we francuskiej mentalności i trochę różnią się od tego, co możemy zobaczyć w polskich teatrach. 


samedi 5 mars 2016

Musicalowy sezon 2016/2017, czyli odgrzewane kotlety.

Jeśli interesujecie się musicalami, wiecie już zapewne, co francuska scena szykuje na przyszły sezon i możecie domyśleć się, która produkcja jest typowana na hit sezonu.
Jeśli jednak nie śledzicie teatralnych nowinek tak jak ja, to oczywiście powiem Wam, czego możecie się spodziewać.

W przyszłym sezonie będziemy mieli 2 nowe produkcje.
Albert Cohen przygotowuje musical na podstawie powieści Stendhala Czerwone i Czarne, (Le rouge et le noir), do którego wykorzysta piosenki Zazie. Powiem szczerze, że ten musical jakoś mnie nie grzeje, ale może to się zmieni.
Swoją drogą, czy pierwszy singiel nie kojarzy Wam się z Mozart l'Opera Rock?

dimanche 28 février 2016

Je t'ai cherché Roberto - Roberto Zucco.

Z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu, luty obfituje dla mnie w odkrycia i zachwyty teatralne. Jednym z tych odkryć/zachwytów został Roberto Zucco w reżyserii Richarda Brunela, na który trafiłam zupełnie przypadkiem - po prostu koleżanka z roku miała bilet do odsprzedania, a mnie wspomnienia chwyciły, no bo przecież jeszcze w Centre des Arts de la scène grałam Siostrę w tym spektaklu. Przyznam Wam się, że o mały włos, a by mnie ta perełka ominęła, bo akurat tamtego dnia dopadła mnie jakaś zimowa deprecha i nie miałam ochoty wystawić choćby jednego palca poza próg domu. Kiedy mam takie gorsze dni i nie chce mi się iść do teatru, to staram się przekonać czy warto zobaczyć dany spektakl, czy może sobie odpuszczę. Szukam różnych krytyk w internecie i tym sposobem dowiedziałam się, że tytułową rolę w Roberto Zucco gra Pio Marmaï - aktor, którego możecie kojarzyć z takich filmów jak Un heureux événement, o którym pisała Justyna, Toute première fois - niesamowicie śmieszna komedia o coming-in (gu) pewnego homoseksualisty; czy Le premier jour du reste de ta vie - film, za który Pio Marmaï otrzymał nominację do Cezara.
Ciekawość wzięła górę, bo bardzo chciałam zobaczyć jak aktor, który zazwyczaj gra tylko w filmach, poradzi sobie na scenie. Każdy aktor teatralny potrafi grać przed kamerą, ale nie każdy aktor filmowy potrafi grać na scenie.

Photo: Jean-Louis Fernandez

dimanche 14 février 2016

Shakespeare, drugs & rock'n'roll czyli Richard III w teatrze Odeon.

Rok 2016 został ogłoszony rokiem Shakespeare'a, ponieważ to właśnie w tym roku mija 400 lat od jego śmierci. Z tej okazji twórcy teatralni prześcigają się w wystawianiu swoich wersji różnych dzieł tego poety: Ivo van Hove postawił na rozmach i wyreżyserował 3 sztuki (w tym jedną trylogię) za jednym zamachem - Kings of War opiera się na kronikach: Henryk V, Henryk VI (trylogia) oraz Ryszard III; Comédie Française postawiła na wielki klasyk, Romeo i Julię, w reżyserii Erica Rufa; na scenie narodowej teatru Gémeaux w podparyskim Sceaux mogliśmy zobaczyć komedię Conte d'hiver  angielskiej produkcji w reżyserii Declana Donnellana; za to w paryskim Odeonie, który kiedyś był teatrem Marii Antoniny, młody reżyser, Thomas Jolly, wziął w obroty Ryszarda III, który jest kontynuacją Henryka VI, nad którym Jolly pracował od 2010 roku.
Jak możecie się domyśleć, premiery Kings of War Ivo van Hove'a i Ryszarda III Thomasa Jolly'ego zbiegły się nie tylko w czasie, ale również w temacie, przez co ci dwaj reżyserzy nie uniknęli porównań. Krytycy raczej zgodnie twierdzą, że Ivo van Hove miał lepsze podejście do tematu, więc siłą rzeczy uważają, że jego spektakl był lepszy. Nie zgadzam się z tym: Richard III Jolly'ego to najbardziej odjechany spektakl jaki kiedykolwiek widziałam i zaraz powiem Wam dlaczego.

Photo: Nicolas Joubard

jeudi 4 février 2016

Mon janvier 2016

Styczeń to jeden z moich ulubionych miesięcy. Nie dlatego, że tylko w tym miesiącu trzymam się postanowień, ale dlatego, że to miesiąc moich urodzin, co skłania mnie do bardzo głębokiej refleksji nad samą sobą i wspomnień. Nie mogę się nadziwić jak czas szybko mija. Mam już 26 lat i z tej okazji dopadł mnie kryzys ćwierćwiecza. Jak sama nazwa wskazuje - to nic miłego. Dlatego ten styczeń jest poniekąd podwójnie refleksyjny. Wniosek nasuwa mi się jeden: przez 25 lat pracowałam na to, żeby się udało, to teraz na pewno się uda. :)

Nowy Rok zastał mnie w Warszawie. Spędziłam w Polsce prawie miesiąc i, mimo że nie chciało mi się wyjeżdżać (za bardzo się rozleniwiłam), to doszłam do wniosku, że chyba nie potrafiłabym żyć w Warszawie. Mimo że jestem Warszawianką z dziada pradziada, to to miasto wydaje mi się coraz bardziej obce. No ale dość już tych sentymentalnych wynurzeń. Przejdźmy do rzeczy.

lundi 1 février 2016

Longue vie au Roi - La Légende du Roi Arthur.

Przyznam Wam się szczerze, że zabieram się do tego wpisu jak pies do jeża... Nie dlatego, że temat tego musicalu mi się znudził, ale dlatego, że niedawno użyłam go jako przykład w jednej z moich prac semestralnych. Po napisaniu 20 stron (z których jestem bardzo dumna) mam lekkie zmęczenie materiału jeśli chodzi o jakakolwiek analizę spektaklu. ;)
Niemniej jednak obiecałam, że napiszę recenzję po ostatnim spektaklu La Légende du Roi Arthur w Paryżu, tak więc oto i ona.

Król Artur (Florent Mothe) i jego magiczny sługa - Jeleń (Brahem Aïache).

mercredi 20 janvier 2016

Czy w tym mieście możemy być szczęśliwi? - Czyli Kabaret Warszawski.

Krzysztof Warlikowski wielkim reżyserem jest. - Mogłabym napisać tylko to zdanie i zakończyć ten wpis. Mało osób, które widziały pracę Warlikowskiego chociaż raz, mi się sprzeciwi.
Przyznam szczerze, że nie rozumiałam jego geniuszu dopóki nie obejrzałam Kabaretu Warszawskiego w całości. W lutym ubiegłego roku, wybrałam się na ten spektakl, ponieważ był mi potrzebny do napisania pracy semestralnej. Niestety, mogłam zobaczyć tylko jedną część, ponieważ druga została odwołana. Niby nic... Obsługa zapewniała mnie, że nic nie tracę, że te dwie części nie są ze sobą powiązane. I owszem, może i nie ma jakiegoś logicznego ciągu, elipsy czy czegokolwiek innego, co wiązałoby pierwszą część - nazistowskie Niemcy - i drugą - Nowy Jork po 11 września, ale cały sens tego widowiska jest zawarty w ostatnich zdaniach wypowiedzianych przez konferansjera drugiej części. Widz dostaje wtedy po twarzy, objawia mu się geniusz Warlikowskiego i nagle pojmuje wszystko to, co zobaczył na scenie przez ostatnie 5 godzin.

lundi 18 janvier 2016

Kabaret w Teatrze Dramatycznym.

Drogi Czytelniku! Jeśli trafiłeś/-aś na ten post w poszukiwaniu informacji na temat tego spektaklu, niebawem wybierasz się do Teatru Dramatycznego i nie chcesz psuć sobie niespodzianki, to nie czytaj tego postu. Wróć za to po spektaklu i podziel się ze mną swoimi wrażeniami.

--------------------------------------------------------------------

Wypad na Kabaret w Teatrze Dramatycznym był spontaniczny. Po prostu zobaczyłam afisze na warszawskich ulicach, wklepałam w Google, zadzwoniłam do siostry i miałam już dwa bilety na 9 stycznia. Cieszyłam się jak dziecko, bo, jak wiecie, Kabaret to mój ulubiony musical, do którego mam wielki sentyment - bez niego prawdopodobnie nie spełniłabym swoich marzeń. 
Stety/Niestety w głowie utkwiło mi wspomnienie francuskiej wersji tego musicalu, który był idealną kopią Cabaretu z Broadway'u. Nie oznacza to, że jestem całkowicie przeciwna nowym, bardziej współczesnym wersjom tego musicalu - brukselska odsłona Cabaretu bardzo przypadła mi do gustu. Ale z tą polską wersją mam problem. Duży...

vendredi 8 janvier 2016

Egzamin na odległość.

Pamiętacie ten moment, kiedy z jakiegoś powodu nie mogliście udać się na egzamin, a wizja poprawki przyprawiała Was o dreszcze? Cóż... Mnie też to się zdarzyło. Na studiach w Polsce udawało mi się uniknąć poprawek - trafiła mi się tylko jedna. Na studiach we Francji poprawki to norma i w dodatku nikt nie robi problemów jeśli student nie stawi się na egzaminie w pierwszym terminie, który zazwyczaj odbywa się na ostatnich zajęciach w semestrze. Dlatego też, kiedy jeden z moich wykladowców, a zarazem mój przyszły promotor, postanowił zrobić egzamin w prawdziwej sesji egzaminacyjnej, 5 stycznia, cała grupa jęknęła z niezadowolenia.

lundi 4 janvier 2016

Mon décembre 2015.

Podsumowania miesięcy na blogach są dosyć popularne i sama bardzo lubię je czytać. Jednak długo broniłam się przed robieniem takich podsumowań. Dlaczego więc się zdecydowałam? W grudniu, w końcu, usłyszałam wiadomość, na którą czekałam od dawna. Dlatego pomyślałam, że takie podsumowania, w których będę opisywać kolejne etapy pracy nad moją sztuką, a także to, co widziałam ostatnio w teatrze, w kinie, w czym grałam czy gdzie byłam i tak dalej mogą być interesujące.
No to zaczynamy!