samedi 5 mars 2016

Musicalowy sezon 2016/2017, czyli odgrzewane kotlety.

Jeśli interesujecie się musicalami, wiecie już zapewne, co francuska scena szykuje na przyszły sezon i możecie domyśleć się, która produkcja jest typowana na hit sezonu.
Jeśli jednak nie śledzicie teatralnych nowinek tak jak ja, to oczywiście powiem Wam, czego możecie się spodziewać.

W przyszłym sezonie będziemy mieli 2 nowe produkcje.
Albert Cohen przygotowuje musical na podstawie powieści Stendhala Czerwone i Czarne, (Le rouge et le noir), do którego wykorzysta piosenki Zazie. Powiem szczerze, że ten musical jakoś mnie nie grzeje, ale może to się zmieni.
Swoją drogą, czy pierwszy singiel nie kojarzy Wam się z Mozart l'Opera Rock?




Upiór z Opery (Le fantôme de l'Opéra), zachęcony przez Stage Entertainement, przeprowadza się z Opery Garnier do teatru Mogador. Jak wszystkie produkcje tego teatru, będzie to idealna kopia londyńskiej wersji. Nie mogę się już doczekać!



Od kilku miesięcy mówi się również o wielkim powrocie kultowego musicalu Notre Dame de Paris, którego popularność nie słabnie od 16 lat. Dzwonnik z Notre Dame zamieszka tym razem w Palais de Congres i będzie można go zobaczyć przez 2-3 miesiące. Co prawda, nie zobaczymy oryginalnej obsady, ale mam nadzieję, że ta nowa będzie równie dobra. W tym samym czasie gdyński teatr im. D. Baduszkowej przygotowuje polską premierę tego musicalu. Przyznam, że skakałam z radości na myśl o tym musicalu. Do wczoraj.



Bo właśnie wczoraj gruchnęła wiadomość, że inny, trochę mniej kultowy musical powraca na deski. Chodzi tutaj o Les Dix Commandements produkcji Dove'a Attia i Alberta Cohena, który będzie można obejrzeć w hali koncertowej Bercy.
Nie można oprzeć się wrażeniu, że nagły powrót Les Dix Commandements to odpowiedź na powrót Notre Dame de Paris, przez co ja osobiście odczuwam lekki niesmak. Owszem, ten musical jest piękny i wszyscy jego fani pamiętają jeszcze kultową piosenkę L'envie d'aimer śpiewaną przez Daniela Lévi, jednak powrót Dziesięciu Przykazań nie był tak wyczekiwany przez fanów. Myślę, że większość osób wolałaby zachować w pamięci oryginalną trupę. W dodatku, prawie wszyscy, którzy pracowali przy produkcji musicalu (m.in. Dove Attia, Albert Cohen, Pascal Obispo), odwracają się od tego, bądź co bądź, nieoczekiwanego powrotu. Wychodzi na to, że pomysł wyszedł od autora musicalu, Elie Chouraqui, który podobno nosił się już wcześniej ze wznowieniem tego spektaklu, ale dopiero teraz uznał, że kontekst polityczny jest odpowiedni, żeby przekazać wiadomość jaka kryje się w tym musicalu.
A tu mi czołg jedzie...
A Wy co sądzicie o tym nieoczekiwanym powrocie?