dimanche 6 mars 2016

Savoir-vivre we francuskim teatrze.

W ramach mojego pierwszego wpisu dla Klubu Polki na Obczyźnie, chciałabym przybliżyć Wam kilka zasad savoir-vivre'u we francuskim teatrze. Oczywiście, zasady są po to żeby je łamać, zwłaszcza że od stu lat, różni reżyserzy walczyli o to, by wyjście do teatru nie kojarzyło się z wyjściem galowym, jednak niektóre z nich nadal są mocno zakorzenione we francuskiej mentalności i trochę różnią się od tego, co możemy zobaczyć w polskich teatrach. 



Na początek trochę historii...
Teatr praktycznie od zawsze dzielił się na teatr dla burżuazji i dla pospólstwa. Ten pierwszy był dostępny tylko dla wyższych sfer i wiązał się z odpowiednią etykietą. Spektakle odbywały się w zamkniętych budynkach lub pałacach i to głównie nim zajmują się teatrolodzy studiując historię teatru. Teatr dla pospólstwa to teatr uliczny kojarzący się z festynami. Dopiero w XVIII wieku niższe warstwy społeczne mogły oglądać spektakle w teatrach przeznaczonych wcześniej dla arystokracji, a i to na stojąco. 
Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym, jak dotarliśmy do tego, że wygaszamy światło na widowni, że wszyscy milkną, a fotele są czerwone, bo musiałabym napisać całą książkę o ewolucjach w teatrze. Po prostu w pewnym momencie w historii teatru, dotarliśmy do punktu, w którym ludzie chcieli oglądać spektakle, ale niestety, finanse ich hamowały. 
Pierwszym krokiem w stronę teatru dla wszystkich (théâtre pour tous) był boulevard du Crime, a właściwie boulevard du Temple w Paryżu. W XIX wieku, wzdłuż tego bulwaru rezydowały teatry, w których grano dosyć krwawe melodramaty (stąd nazwa boulevard du Crime - bulwar zbrodni) przeznaczone głównie dla ludzi z niższych sfer. Wyższe sfery uczęszczały raczej do Komedii Francuskiej i innych wielkich teatrów w prawobrzeżnym Paryżu. Rzadziej chodzono do Odeonu, który również był uważany za teatr niskich lotów, mimo że został wybudowany dla Marii Antoniny. 
W 1862, baron Haussmann zrównał boulevard du Crime i większość jego teatrów z ziemią, żeby stworzyć swoje słynne bulwary, bez których nie wyobrażamy sobie dzisiaj Paryża. Boulevard du Crime został za to uwieczniony w filmie Komedianci (Les enfants du paradis, 1945), który jest uważany za najlepszy francuski film w historii. 
Od początku XX wieku, kiedy zawód reżysera stawał się coraz bardziej popularny (na marginesie dodam, że o reżyser w teatrze to dosyć świeży twór, bo powstał dopiero w drugiej połowie XIX wieku), różni twórcy mieli różne koncepcję teatru, jednak praktycznie każdemu przyświecała jedna myśl: wyjść z teatrem do ludzi wszystkich klas społecznych i wyjść z teatrem poza Paryż. Tak zaczęła się decentralizacja teatralna (décentralisation théâtrale), której efektem było powstanie najsłynniejszego festiwalu teatralnego w Avignonie w 1947 roku.  Założycielem festiwalu, który początkowo nazywał się La semaine des arts i faktycznie trwał tylko jeden tydzień, był Jean Vilar. To było jedno z pierwszych wyjść teatru do ludzi. Idea Vilara była prosta: teatr musi być dla wszystkich niezależnie od klasy społecznej i nie ma wiązać się z wielkim, galowym wyjściem. Należało pokazać widzom klasyki teatralne, które do tej pory mogły oglądać tylko wyższe sfery w Komedii Francuskiej. Kiedy został powołany w 1951 roku na stanowisko dyrektora Théâtre National Populaire (TNP, stworzony przez Firmina Gémier w 1920 w ramach decentralizacji), postanowił wprowadzić zmiany we swoistej etykiecie teatralnej. Kiedy TNP przeniósł się do Pałacu Chaillot w Paryżu w 1952 roku, Vilar postarał się nie tylko o niskie ceny biletów, tak żeby każdy mógł sobie pozwolić na wyjście do teatru, ale zorganizował również kolację dla widzów - każdego wieczora przed spektaklem, publiczność mogła za niewielkie pieniądze zjeść posiłek we foyer teatru. Ten zwyczaj istniał również w teatrze Odeon już wcześniej, ale to Vilar bardziej go spopularyzował i w tej sposób udało mu się przyciągnąć klasę robotniczą do teatru. Nalegał również, żeby publiczność nie ubierała się specjalnie do teatru. Nie przeszkadzało mu więc to, że robotnicy przychodzili do teatru w swoich roboczych ubraniach, a kobiety w codziennych strojach. Podobne zabiegi zastosował podczas corocznej organizacji festiwalu w Avignonie, którego był dyrektorem aż do swojej śmierci w 1971 roku. 
Francuski teatr kultywuje do tej pory zwyczaje wprowadzone przez Vilara, ale szanuje również etykietę, która wytworzyła się przez wieki. Jak to dzisiaj wygląda i jak to ma się do Polski? Odpowiedź poniżej.

Boulevard du Crime.
Spóźnienia.
Większość teatrów nie toleruje spóźnień. Nie znaczy to jednak, że spektakl rozpoczyna się punktualnie. Bardzo często zdarza się, że spektakle rozpoczynają się 5-10 minut po czasie, żeby wszyscy widzowie mogli spokojnie wejść do sali i zająć swoje miejsca. Po tym czasie spóźniony widz nie jest wpuszczany do sali. Czasami obsługa teatru przymyka oko na spóźnienia, jeśli dany spektakl jest grany bez przerwy. W dużych teatrach, takich jak Komedia Francuska lub Odeon, a także w operach spektakle zazwyczaj zaczynają się punktualnie i trzeba punktualnie się na nie stawić. W przypadku spóźnienia bilety nie podlegają zwrotowi. 
Teatr Nord-Ouest, w którym pracowałam, był bardziej pobłażliwy w kwestii spóźnień, ale tylko kiedy chodziło o małą salę. W dużej sali, po rozpoczęciu spektaklu nie było ani wejścia ani wyjścia, ponieważ żeby wyjść z tej sali trzeba przejść przez scenę. Mała sala, niestety, pozwalała na swobodne wejście po rozpoczęciu spektaklu, co było bardzo, bardzo rozpraszające. Zdarzało się nawet, że jakiś spóźniony widz potrafił bardzo ostentacyjnie przemaszerować przez scenę i usiąść w najbardziej oddalonym kącie, zamiast wybrać najbliższe wolne miejsce. 
W polskich teatrach, spektakle rozpoczynają się punktualnie i spóźnienia nie są tolerowane. O ile pamiętam, nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Wychodzenie podczas spektaklu.
Jak najlepiej skrytykować spektakl? Wychodząc z niego w czasie jego trwania. Praktyka, z którą nie spotkałam się w Polsce, we Francji jest dosyć popularna. Nie jest to zbyt dobrze widziane zachowanie, tak samo jak wychodzenie przed lub w czasie oklasków. Przeszkadza to zarówno publiczności jak i aktorom. Moim zdaniem, warto poczekać do przerwy albo do końca, nie tylko ze względu na szacunek dla innych, ale również dlatego, że spektakl może nas czymś zaskoczyć. 

Telefon.
Telefon należy wyciszyć albo wyłączyć przed spektaklem i zostawić go w torebce. Dlaczego? Po pierwsze, żeby nie dzwonił i nie rozpraszał wszystkich swoim dzwonieniem. Po drugie, żeby nie zakłócał pracy mikrofonów i głośników - nawet jeśli mamy coraz lepsze sprzęty, to nadal zdarza się, że fale elektromagnetyczne zakłócają dźwięk. Po trzecie, sprawdzanie godziny na telefonie widać zarówno ze sceny jak i z dalszych rzędów w publiczności. Oczywiście bardziej denerwujące i frustrujące jest to dla aktorów, ponieważ nie wiemy czy widz nie ma zegarka, czy nudzi się tak bardzo, że musi patrzeć na telefon. 

Jedzenie i picie.
Pamiętam jak z dobre 10 lat temu nie mogłam się nadziwić, że w teatrze muzycznym Roma w Warszawie, można sobie siedzieć i popijać wino lub piwo podczas spektaklu. Panie wystrojone w wieczorowe suknie w pierwszym rzędzie najwyraźniej świetnie się bawiły popijając trunki z plastikowych kubeczków. We francuskich teatrach takiego widoku się nie uświadczy. Na szczęście. Jak już pisałam wyżej - bary we foyer często oferują kolację i różnego rodzaju trunki, które należy wypić w tymże foyer. Jeśli chce się jednak wypić lub zjeść coś swojego, to istnieje możliwość, że obsługa sali wyprosi nas w tym momencie na korytarz. Bardziej tyczy się to jedzenia niż picia, bo nikt nie zrobi afery za pociągnięcie kilku łyków wody z butelki, ale za zjedzenie bułki już tak. Mnie osobiście pasuje takie rozwiązanie i odcinanie się tym samym od kina, w którym króluje popcorn i inne przegryzki na sali.

Strój.
O ile w Polsce nadal wypada iść do teatru w stroju bardziej eleganckim niż wytarte dżinsy i podkoszulek, o tyle we Francji można iść do teatru w czymkolwiek i nikt z tego powodu nie będzie zszokowany. Mówi się, że do opery czy do Komedii Francuskiej lepiej ubrać się bardziej odświętnie, ale nie wszyscy przestrzegają tę regułę. Nie zostanie się wyproszonym z teatru za nieodpowiedni strój. 

Odgłosy natury.
Paryska publiczność znana jest w tego, że kaszle. Dużo. Masowy kaszel stał się już jej znakiem rozpoznawczym i myślę, że nikogo nie szokuje. Głośne kichanie i rozmawianie podczas spektaklu jest jednak nadal źle widziane. Uważa się, że wyrażanie opinii w czasie spektaklu jest po prostu niegrzeczne. W tej kwestii, polska publiczność jest wyjątkowo cicha.

Wyrażanie swojej opinii w teatrze.
Ostatnią rzeczą, której lepiej nie robić w teatrze jest głośne wyrażanie negatywnej opinii przed wyjściem z budynku. Możemy w ten sposób popsuć przyjemność osobie, której spektakl się spodobał.