mardi 27 septembre 2016

Co się odwlecze...

Premiera Nuit Bouffe miała odbyć się w ubiegłą niedzielę...
I powiem Wam, że było mi cholernie ciężko kiedy myślałam o tej dacie i wiedziałam, że to jeszcze nie ten dzień kiedy moje marzenia się spełnią. Czasami myślałam nawet, że źle zrobiłam przekładając premierę. Że może lepiej by było dociągnąć to wszystko do końca, przemęczyć się. Ale z drugiej strony, bałabym się, że to wszystko padnie tuż przed premierą. Skoro w zespole było coraz większe napięcie, którego nie dało się rozładować, to czy był sens robić dobrą minę do złej gry? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. 
Wiem za to, że premiera Nuit Bouffe w ubiegłą niedzielę nie byłaby dla mnie miłym wspomnieniem chociażby ze względu na przeziębienie i potworną gorączkę, które mnie dopadły. Jeśli dorzucimy do tego nerwy ze względu na premierę i nerwy z powodu sytuacji w zespole, to raczej nie byłaby to dobra mieszanka. 
Mimo wszystko ubiegłą niedzielę spędziłam w teatrze. Tak, to cała ja. Choćbym miała paść na twarz, to nie zrezygnuję ze spektaklu, za który zapłaciłam. ;) Dom Juan w reżyserii Jean-Francois Sivadiera odwrócił trochę moje myśli od Nuit Bouffe, a jednocześnie zachęcił mnie do dalszej pracy. Postawiłam sobie kilka ważnych pytań. Przede wszystkim, zastanowiłam się nad tym, jaki spektakl chcę pokazać. Czy stawiam bardziej na teatr bulwarowy, czy może hołduję reżyserom, których poznałam dzięki studiom na teatrologii? Czy chcę pójść po najsłabszej linii oporu i przedstawić spektakl, który spodoba się każdemu przeciętnemu widzowi czy może wolę postawić na ambicję i sprzedać coś, co może nie każdemu się spodoba, nie każdy zrozumie, ale znajdzie uznanie w oczach krytyków? Co chcę przekazać? Nuit Bouffe może zmieniać sens w zależności od tego, na co położę największy nacisk. Czy chcę brać pod uwagę humory aktorów? Kogo zaangażować do nowej trupy? 
Na to ostatnie pytanie odpowiedź wydaje się prosta: na pewno nie starych aktorów. Poprzednim razem zrobiłam kardynalny błąd - część ról obsadziłam osobami, którym chciałam zrobić przyjemność. Odbiło mi się to niezłą czkawką. Dlatego teraz rolę dostanie ta osoba, która najbardziej mnie przekona do siebie, która najbardziej będzie się do tego nadawała. 
Szukanie nowego zespołu nie jest proste. Przyznaję jednak, że na razie ograniczyłam zamieszczanie ogłoszeń tylko do kilku grup powiązanych z moją uczelnią na Facebooku. Jako, że szukam nowego asystenta oraz odtwórcy głównej roli to nie chcę by Laurent Brusset, który sprawował obydwie te funkcje, widział te ogłoszenia. Póki co moja grupa teatralna jest zarejestrowana pod jego adresem i dopóki nie zakończę definitywnie współpracy z nim, nie chcę narażać się na nieprzyjemności z jego strony. 
Jutro spotkam się z pierwszą kandydatką do roli Rosy. Mam nadzieję, że moje przeczucia okażą się dobre i że wkrótce będę mogła ją Wam przedstawić. 
Jeśli zaś chodzi o odpowiedzi na inne pytania to... dowiecie się 23 kwietnia 2017 roku co wybrałam.