dimanche 16 octobre 2016

5 ważnych dla mnie miejsc

Kolejny miesiąc i kolejny projekt Klubu Polki na Obczyźnie. W tym miesiącu piszemy o 5 najważniejszych dla nas miejscach.
Długo zastanawiałam się jakie miejsca Wam przedstawić. Jednak doszłam do wniosku, że jest ich tak wiele, że rozdrabnianie się na pojedyncze budynki czy parki nie ma za bardzo sensu. Nie znaczy to jednak, że nie zabiorę Was w bardziej szczegółową podróż po moich ulubionych miastach.




Warszawa
To moje rodzinne miasto. Jestem dumną Warszawianką z dziada pradziada. To tutaj się urodziłam, spędziłam dzieciństwo, przeżywałam pierwsze miłości i pierwsze zawody. To tutaj skończyłam też liceum i zaczęłam studia na Uniwersytecie Warszawskim. A miasto przeszłam wzdłuż i wszerz i znam je jak własną kieszeń. Najbardziej jestem związana z Targówkiem, ponieważ to tam właśnie mieszkałam przez 22 lata. 
Kocham moje miasto, chociaż przyznam szczerze, że boli mnie to, że deweloperzy kładą łapy na pięknych kamienicach i innych starych, często historycznych budynkach, takich jak Kino Femina, tylko po to by je zburzyć i postawić kolejny super-nowoczesny i, moim zdaniem, brzydki wieżowiec. Cóż... Nie jestem fanką nowoczesnej architektury. Tym bardziej, że bardzo dobrze znam Warszawę i jej historię, więc ciągle mam w głowie to, że po powinniśmy szanować to, co nam jeszcze zostało ze starej architektury, z tego, co nie zostało zburzone podczas II Wojny Światowej.

Ostatnie spojrzenie na Warszawę z pociągu. Sierpień 2016
Widok z okna mojego pokoju na Park Bródnowski. Ten widok towarzyszył mi przez 22 lata mojego życia.

Kampinos
A raczej bardziej Wiejca. To wieś sąsiadująca z Puszczą Kampinoską i z Kampinosem. To tam spędzałam wakacje kiedy byłam dzieckiem. Do tej pory, kiedy jestem w Polsce, muszę odwiedzić wujostwo i odwiedzić stare kąty. 
Kiedy byłam w Warszawie byłam typowo miastową dziewczyną, jednak kiedy wyjeżdżałam na wieś, nie bałam się pracy w polu ani zwierząt. Do tej pory wujostwo mówi o mnie, że byłam swojska. Inna niż moi kuzyni. Chętnie zajmowałam się końmi, krowami, kurami, a także wspinałam się po drzewach, prowadziłam traktor i spacerowałam po polach i lesie. Do tej pory, długie spacery do lasu stanowią dla mnie niesamowitą odskocznię od codzienności. Wyłączam się na wsi.

Na wsi chodzę wydeptanymi od dawna ścieżkami.


Rochester/Gillingham/Chatham/Strood
Wiem, że trochę oszukuję, ale ciężko mi wybrać jedną z tych angielskich miasteczek w hrabstwie Kent. W dodatku miasta są tak połączone, że ciężko rozróżnić gdzie kończy się jedno, a gdzie zaczyna się drugie. Dlaczego właśnie te miasta? To tu mieszka mój tata. Podróż do Gillingham była moim pierwszym wyjazdem za granicę. 
Muszę również przyznać, że małe, angielskie miasteczka mają swój urok. Podobnie jak polska wieś, czułam się tam wypoczęta, a życie toczy się wolniej, swoim własnym rytmem. Kiedy tylko udaje mi się wyrwać do Wielkiej Brytanii, to nie mogę sobie odmówić tradycyjnego fish&chips i spaceru nad rzeką Medway. 

High Street w Rochester. To tu dostałam najlepszą pracę jaką kiedykolwiek miałam.

La Rochelle/Ile de Re
Pierwszy samodzielny, zarobkowy wyjazd za granicę zaliczyłam 5 lat temu. Był to staż na Ile de Re we Francji. Jako że wyspa jest dosyć mała (można ją objechać na rowerze w jeden dzień), to byłam częstym gościem w najbliższym mieście, La Rochelle. Bardzo je lubiłam głównie za historyczny klimat, port (uwielbiam porty!) oraz malownicze ścieżki nad brzegiem morza. Niedaleko La Rochelle znajduje się również słynny Fort Boyard, który mogłam obejrzeć z bliska, a także podziwiać go z mostu łączącego Ile de Re ze stałym lądem.
Miło wspominam te 3 miesiące na wyspie. Były to jedne z tych wakacji życia, które coś jednak zmieniają w człowieku. Ja wtedy doceniłam wolność i do tej pory często wracam wspomnieniami do moich rowerowych eskapad przez winnice. To tam też cieszyłam się z tak banalnych rzeczy jak ładnie układające się światło w uliczce, szum morza, odpływy czy ogrody pełne kwiatów. Nawet letnie domy z zamkniętymi okiennicami były malownicze.
To jedyne ze wszystkich pięciu miejsc, do którego jeszcze nie wróciłam.

Widok na La Rochelle z Wież Starego Portu.

Jedna z uliczek w Le Bois Plage en Re.
Paryż 
Chyba to miasto nikogo nie dziwi. W samym Paryżu mogłabym wymienić milion miejsc, które mają jakieś znaczenie dla mnie albo które po prostu lubię. Zapewne zaczęłabym od dzielnicy Montmartre, bo tam właśnie, kiedy przyjechałam po raz pierwszy do Miasta Świateł w 2009 roku, zakochałam się w paryskiej panoramie i postanowiłam, że kiedyś będę tu mieszkać. Potem pewnie wymieniłabym hotel Kyriad i miejscowość Colombes na paryskich przedmieściach, bo tam spędzałam moje pierwsze noce we Francji i zawsze, kiedy przejeżdżam obok tego hotelu, myślę o pokoju 502, białej pościeli i wytrawnym Bordeaux z 2004 roku, które wtedy tak bardzo mi nie smakowało. Teatr Marigny też miałby swoje miejsce na tej liście, bo to w nim zmieniło się moje życie. Dodałabym jeszcze Łabędzią Alejkę na Sekwanie, park Buttes Chaumont, Wyspę Świętego Ludwika, Ogród Luksemburski, Ogród Botaniczny, uniwersytet, paryskie teatry...
Kiedyś marzyłam o tym, by móc tu mieszkać i mieć te wszystkie piękne miejsca na wyciągnięcie ręki. Do tej pory ciężko mi uwierzyć, że Paryż jest moim domem już od 4 lat. Mam nadzieję, że pozostanie nim na całe życie.

Widok z Montmartre. To tu zakochałam się w Paryżu.  
Park Buttes Chaumont i Świątynia Sybilli.
A które miejsca są najważniejsze dla Was? Wracacie jeszcze do nich czy zostały już tylko w Waszych wspomnieniach?