mercredi 31 mai 2017

Czy "Klątwa" powinna zniknąć z afisza?

Dostałam od Was kilka wiadomości, w których pytacie mnie, co sądzę o manifestacji, która miała miejsce w ostatnią sobotę pod Teatrem Powszechnym.  Jak możecie się domyślić, jestem po stronie artystów Teatru Powszechnego i uważam, że w żadnym wypadku "Klątwa" nie powinna zostać zdjęta z afisza.


Maja Ostaszewska porównała protest Narodowców do terroryzmu. Porównanie jest bardzo mocne, ale nie jest bezzasadne - terroryzm zaczyna się od gróźb, od prób wymuszenia zmiany w jakiejś grupie ludzi, a kończy... Cóż... Mieliśmy pokaz tego, jak się kończy 7 stycznia 2015 roku przy okazji zamachu na Charlie Hebdo. Kolejne mocne porównanie, ale mechanizm jest ten sam: pewnej grupie ludzi wyznającej pewną religię nie spodobało się to, że ktoś ośmiela się krytykować ich religię. Brzmi znajomo, nie?

Czy ta grupa ludzi, czy to Narodowcy czy Radykalni Muzułmanie, mają prawo narzucać innym swoje poglądy oraz wierzenia, a także zmuszać do zmiany opinii lub do zwykłego "zamknięcia dzioba"? Nie. Powód jest prosty: nie ma jednej, uniwersalnej religii i nie ma jednej, uniwersalnej opinii, którą kierowałoby się całe społeczeństwo. To, co oburza jednych, bawi drugich. Skoro należymy do tego wspaniałego gatunku jakim jest Człowiek Rozumny, to znaczy, że potrafimy zrobić minimalny użytek z naszego mózgu, a co za tym idzie, wyrobić sobie własną opinię na jakiś temat, ustalić własny system wartości i wybrać w co wierzymy i czy w ogóle.

Inną kwestią jest to, że sztuka, szczególnie teatr, posługuje się swoją możliwością przekazu, by wyrazić opinię reżysera i/lub aktorów na jakiś dany temat. W przypadku "Klątwy" jest to, podobno, krytyka korupcji jaka panuje w polskim Kościele Katolickim oraz tuszowanie takich spraw jak pedofilia przez kościelnych hierarchów. Nie mogę się bardziej odnieść do treści spektaklu, bo go nie widziałam, ale jestem w stanie uwierzyć, że taki jest właśnie przekaz tej kreacji teatralnej. Temat sam w sobie jest kontrowersyjny, a do tego, ubrany w równie kontrowersyjną reżyserię. Ma szokować, bo często szok skłania widza do stawiania sobie pytań. Czy ma kogoś obrażać? Wątpię. Problemem jest tutaj raczej niemożliwość zrozumienia sztuki, która coś krytykuje. Spora część Polaków oczekuje od teatru, tego samego, czego oczekuje od kina: ma bawić, ma być formą rozrywki, a nie ma edukować.

Dlaczego więc ludzie czują, że spektakl obraża ich uczucia religijne? Przede wszystkim dlatego, że pewnie go nie widzieli. Po prostu usłyszeli, że jest scena, w której aktorka uprawia seks oralny z figurą papieża (czy coś w tym stylu), a jak powszechnie wiadomo, papież, szczególnie Jan Paweł II (Franciszek już mniej...), jest w Polsce nietykalny. Nie ujmuję mu tutaj zasług itd., dla mnie również jest to ważna osoba, jednak potrafię oddzielić sztukę od moich osobistych przekonań. Mam po prostu dystans, którego brakuje protestującym. Dodatkowo, temat korupcji w kościele, a także ogólna krytyka religii, jest dla wielu osób tematem tabu. Świętości, sił nadprzyrodzonych się nie krytykuje, bo może się to obrócić przeciwko osobie, która to robi. Ciężko jest też przyjąć niektórym osobom, że można nie podzielać ich wiary. I tutaj, jeszcze raz kłania nam się dystans.
Muszę przyznać jednak, że takie podejście do sztuki - bazowanie na plotkach i niechęć do chodzenia do teatru w ogóle - wcale mnie nie dziwi. Większość Polaków ma słaby kontakt ze sztuką. Po pierwsze dlatego, że jest droga. Wyjście do teatru, kina czy muzeum całą rodziną to niezła inwestycja, prawie, że święto. Nie dziwię się więc, że sporo rodzin rezygnuje z tej przyjemności. Zwyczajnie ich na to nie stać. Podobnie jest z książkami - ceny są absurdalnie wysokie. Nawet ja, patrząc na ceny biletów do teatru zgrzytam zębami. Prawie płaczę odchodząc od kasy w kinie, a w księgarni poważnie zastanawiam się czy naprawdę chcę przeczytać tę konkretną książkę. Po drugie, sztuka jest w Polsce scentralizowana. Oznacza to, że jest dostępna jedynie dla mieszkańców wielkich miast. Najbardziej rozwiniętą listę manifestacji artystycznych ma Warszawa - to w stolicy znajduje się najwięcej teatrów, muzeów, kin... To tutaj zazwyczaj odbywają się różne koncerty. Potem na liście mamy Kraków, Trójmiasto, Poznań, może Łódź, a potem długo, długo nic. Decentralizacja, czyli zapewnienie dostępu do sztuki szeroko pojętej mieszkańcom mniejszych miast oraz wsi, przyczyniłaby się do zwiększenia zainteresowania sztuką, a co za tym idzie, do wzrostu świadomości artystycznej Polaków, krytycznego zmysłu itd. Ale do tego trzeba też obniżyć ceny biletów, żeby ten przysłowiowy robotnik Jeana Vilara mógł po pracy pozwolić sobie na wyjście do teatru czy kina, ale żeby to wyjście nie rujnowało jego budżetu. Proces decentralizacji to projekt na lata. Nie da się go zrobić w rok czy dwa. Francji zajęło to minimum 50 lat, a nadal nie mówi się, że decentralizacja jest już zakończona. Osobiście cienko to widzę, ponieważ kultura nie jest ostatnio w cenie, niestety...

Pocieszające jest to, że "Klątwa" nie jest pierwszą sztuką, która wchodzi w polemikę z religią i z jej pozycją w społeczeństwie. W 2001 roku Krzysztof Warlikowski wyreżyserował "Bachantki" według tragedii Eurypidesa. Spektakl był grany przez 7 lat w Teatrze Rozmaitości i w sumie dziwię się, że nie wywołał burzy, bo Warlikowski daje porządnego pstryczka w nos kościołowi porównując religię do obłędu. Kilka lat później Rodrigo Garcia przyjechał do Polski ze swoim spektaklem "Golgota Picnic", który, oczywiście, wywołał burzę jeszcze przed pierwszymi przedstawieniami. Ten spektakl był mocny, bo Garcia lubi szokować, ale nadal chodziło o krytykę społeczeństwa. Wątpię też, żeby "Klątwa" była bardziej szokująca niż "Golgota Picnic".


Podsumowując... Próby ocenzurowania spektaklu, bo zdjęcie z afisza to też cenzura, są po prostu słabe. Próby wymuszenia tej cenzury, a nawet autocenzury, bo presja jest wywierana na dyrekcji teatru, oraz groźby i zachowania skrajnie agresywne jakimi charakteryzują się manifestacje urządzane pod teatrem noszą znamiona terroryzmu. A ten, jak doskonale wiemy, nie prowadzi do niczego dobrego. To, co możemy zobaczyć pod Teatrem Powszechnym, to nie obraza uczuć religijnych, w którą osobiście nie wierzę. To ignorancja. To brak edukacji. Brak dystansu. Brak szacunku dla opinii drugiego człowieka. Głupota. Tylko tyle i aż tyle.